Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Aborcja. Egzamin, który oblali mężczyźni

Problem przerywania ciąży oraz sposób w jaki rozmawiamy o aborcji, obnażają głęboki kryzys męskości. Zrzucamy odpowiedzialność na kobiety, taką czy inną ideologię, albo system. Płoną stosy. Ale to mężczyzn charakteryzuje krzywdząca bierność – efekt wybuchowej mieszanki strachu i egoizmu.

W sporze o aborcję, który z końcem minionego roku z impetem wrócił na usta mainstreamu, padło wiele argumentów. Choć prostą odpowiedzią na większość z nich może być i jest wspierająca obecność mężczyzn, zaangażowanie ojców, to z jakiegoś powodu boimy się tej perspektywy.

Znów się pogubiliśmy: wyposażeni w krzyk, nienawiść i potępienie, idziemy na sprawiedliwą wojnę. Zapominamy, że pierwsza linia tego frontu przebiega przez nasze własne domy: nie ma bardziej fundamentalnego aktu w obronie życia, niż bycie oddanym rodzicem. Każda manifestacja kiedyś się kończy, a najlepsze nawet rozwiązania prawne, można ominąć lub złamać.

Początek życia

Obrona tych, którzy nie potrafią bronić się sami, to imperatyw nie budzący kontrowersji tak długo, jak długo nie zaczynamy mówić o nienarodzonych. Środowiska Pro-Choice reagują alergicznie za każdym razem, kiedy mówimy o rozwijającym się w łonie mamy, nowym człowieku. Ale ta nomenklatura nie jest manipulacją, tu nie chodzi o uwrażliwianie sumień (a już na pewno nie w pierwszej kolejności).

Zanim więc przyjdzie mi porozstawiać po kątach męską część widowni, pozwólcie uporządkować to, co podstawowe. To ważne.

Każde kryterium „bycia człowiekiem” inne, niż poczęcie, niesie ryzyko wyrządzenia nieodwracalnej krzywdy innym. Warto o tym mówić na spokojnie, zwłaszcza wtedy, kiedy w przestrzeni publicznej próbujemy zredukować początek życia wyłącznie do biologii (zygota, splot komórek, etc.). Zazwyczaj pojawiają się trzy argumenty: w pierwszej fazie istnienia nie możemy mówić o świadomości samego siebie, nie odczuwamy bólu, i nie potrafimy funkcjonować poza organizmami naszych mam.

To z tej puli korzystał Richard Dawkins, kiedy wykazywał, że świnie posiadają więcej cech ludzkich, niż dzieci będące po drugiej stronie brzucha. Samo stwierdzenie tego guru naiwnego ateizmu każe zastanowić się w jak chorym punkcie dyskusji o życiu się znaleźliśmy. Ten sposób myślenia musi prowadzić do wielu ludzkich dramatów.

Świadomości własnego „ja” nie posiadają dzieci już po narodzinach, ponieważ ta kształtuje się w pierwszym okresie życia. Stąd zdziwienie niemowląt, kiedy widzą swoje odbicie w lustrze. A więc w tym wypadku aborcja powinna być dopuszczalna nie tylko przed porodem, ale i po nim.

Więcej, jeśli przyjmiemy takie kryterium człowieczeństwa, to konsekwentnie musimy zgodzić się na dowolne odbieranie życia tym, którzy nie posiadają samoświadomość w rezultacie zaburzeń psychicznych, albo znajdują się pod wpływem środków psychoaktywnych (ergo: na chwilę przestają być ludźmi).

Ból potrafimy uśmierzać i zredukować niemal do zera. Przyjmując linię argumentów, które na stole stawia Dawkins, warto zastanowić się nad dalszym życiem tych, którym w szpitalach podajemy morfinę. Przestają być ludźmi tylko dlatego, że nie odczuwają fizycznego cierpienia? Bardzo niebezpiecznie zbliżamy się do granicy totalnego absurdu.

Dziecko nabiera zdolność życia poza organizmem mamy już w 25 tygodniu; medycyna zna przypadki utrzymania przy życiu młodszych istnień. To kryterium można rozciągać szerzej, na ludzi chorych; ofiary wypadków tymczasowo żyjące dzięki wsparciu respiratorów i chemii. Ale wystarczającym dowodem na niedorzeczność tego kryterium jest fakt, że w 12 tygodniu życia mojej córki, na ekranie USG, mogłem zobaczyć jej rączki, nóżki i to, jak przewraca się z boku na bok, jak reaguje na nacisk na brzuch.

Nieludzka jest próba twierdzenia, że to jeszcze nie był człowiek. To zawsze spotka się z moim radykalnym sprzeciwem.

Celowo nie powołuje się na żaden argument związany tak z nauczaniem Kościoła, jak i chrześcijaństwem w ogóle. Nie trzeba wiary w Boga, ani religijnej przynależności, aby zobaczyć, że przyjmowanie kryteriów tego, kiedy „zaczyna się człowiek” jest więcej niż ryzykowne. Zresztą, dzisiaj przyjęte kryteria, z łatwością zmienimy w przyszłości. Skoro zrobiliśmy to raz, kto nam zabroni?

Ciąża, kobieta i my, mężczyźni.

Bardzo prosto wykazać powód dla którego należy chronić życie od poczęcia. W teorii wszystko się zgadza. Ale rzeczywistość dodaje swoich odcieni do tego, co tak łatwo przyjmuje papier.

Jeśli już mamy kierować akt oskarżenia wobec tych, którzy podejmują się przerwania ciąży, to w pierwszym szeregu ponury kwit wyrzutów powinien trafić w ręce mężczyzn. Zawsze kiedy pojawia się sytuacja tak trudna, że kobieta rozważa aborcję, powinniśmy zapytać: gdzie jest tata tego dziecka, brat tej dziewczyny, jej ojciec, przyjaciele? Jeśli umyłeś ręce, bierzesz na siebie odpowiedzialność tak za to, co spotyka to maleństwo, jak za i dramat jego mamy.

Ciąża i poród to trudne, wyczerpujące psychicznie i fizycznie doświadczenie. Towarzyszyłem mojej żonie od samego początku, bo od samego początku uznałem, że ciąża nie jest tylko i wyłącznie jej sprawą. Nie w tym sensie, że mogę jej cokolwiek nakazać, albo czegoś zabronić; to miałoby więcej wspólnego z tyranią, niż opartym na zaufaniu związkiem.

Jeśli jednak – jak starałem się  pokazać we wstępie – uznaje, że pod jej sercem, od samego początku żyje mały człowiek, moja córka lub mój syn, to znaczy, że jestem ojcem już teraz. Nie za dziewięć miesięcy. A to obliguję do odpowiedzialności totalnej.

Kiedy przedstawiam tę perspektywę swoim znajomym, słyszę czasami w odpowiedzi irytujące „jeszcze tego tak nie czuję” i mam ochotę użyć argumentów dalece niechrześcijańskich. Po to Bóg (a jeśli w Niego nie wierzysz, to matka natura) obdarzył nas rozumem, żeby z niego korzystać, a od czasu do czasu stanąć poza ograniczeniem własnych emocji.

Towarzyszyłem swojej żonie w szkole rodzenia, przejąłem lwią część obowiązków w domu. Aby być obok, zrezygnowałem z wielu swoich aktywność i ograniczyłem do niezbędnego minimum pracę zawodową. Z perspektywy czasu nie potrzebowałem tego aż tak bardzo, ale wiem, że potrzebowała tego moja żona.

Pod koniec ciąży wiązałem jej buty, pomagałem zdjąć skarpetki, poprawiałem w nocy kołdrę. Byłem. Wierzę i wiem, bo Kamila często się tym dzieli, że ciąża (choć wspaniała, to bardzo trudna) – przez wszystkie te proste i małe rzeczy – była łatwiejsza do udźwignięcia.

Na tydzień przed porodem, kiedy pojawiły się komplikacje, trafiliśmy na oddział patologii ciąży. W sali z czterema kobietami, w skrzydle z kilkunastoma innymi. Baliśmy się, więc byłem z żoną przez cały czas: przynosiłem zakupy, prowadziłem ją do łazienki, rozmawiałem z lekarzami, patrzyłem na ręce niefrasobliwej obsługi. Wracałem do domu krótko na noc, choć personel szpitala wiedział, że godziny odwiedzin mnie nie obowiązują. Nie byłem tam, żeby żony pilnować, jest dorosłą, mądrą kobietą. Byłem tam, żeby być pomocnym.

Doskonale rozumiem, że przez obowiązki zawodowe, nie każdy mąż i tata może sobie na to pozwolić. Ale przez te kilka dni widziałem dziesiątki odwiedzin mam, sióstr, przyjaciółek i bardzo, bardzo mało wizyt innych mężczyzn. A jeśli już, to na kilka chwil, formalnie. To było przykre doświadczenie.

Dzisiaj jestem ze swoimi dziewczynami tak często, jak to tylko możliwe, i tak długo, jak trzeba. To nie jest trudne, bo jestem w nich nierozumnie zakochany. Wiem jak pierwsze tygodnie były trudne dla mojej żony. Wyczerpany, dochodzący do siebie organizm, niedobór snu, brak doświadczenia i problemy z karmieniem. Presja i oczekiwania wszystkich wokół. To doświadczenia, które potrafią przyćmić największą otwartość na życie i głęboki, macierzyński instynkt.

I to jest miejsce, gdzie powinien pojawić się mężczyzna. Odgrodzić dom od świata, bo to nasza enklawa i nasze chwile. Pozwolić żonie złapać oddech i okazać cień wyrozumiałości. Patrzę na nasze skromne doświadczenia i z tej perspektywy kobiety, które wychowują dzieci samotnie, muszę traktować jak bohaterki. Żaden mężczyzna nie jest w stanie im dorównać.

W końcu jest miejsce na męską aktywność wtedy, kiedy kobieta potrzebuje zająć się swoją częścią życia, swoją pracą, rozwojem, marzeniami. Jeśli rezerwujesz to dla siebie, jesteś egoistą. Tyle i aż tyle.

Nie jestem dumny. Piszę o tym nie po to, aby pokazać swoją wartość na tle innych. Jest wielu dobrych, oddanych mężczyzn. Pewnie tysiące lepszy niż ja. Ale tak długo, jak będące w ciąży kobiety pozostają same; tak długo jak umywamy ręce od prostej obecności, nie mamy prawa do sądu nad tymi, które nie dają sobie w tym wszystkim rady. To nie znaczy, że aborcja powinna być dopuszczalna, to nawet nie jest okoliczność łagodząca, ale ocenę powinniśmy zacząć od siebie.

Co dalej?

Kilka dni temu rozmawiałem z kolegą, który jest ojcem nieco bardziej doświadczonym. Szykują się na przyjęcie drugiego dziecka. Kuba podzielił się tym, co powiedziała jego żona: chcę urodzić tego chłopca, bo okazałeś wsparcie przy pierwszym.

Z Kamilą zastanawiamy się jak nazwać kolejne z naszych dzieci. Śmiejemy się i spieramy o imiona. Ignacy rywalizuje z Mikołajem. Dzieje się tak po trzech nieprzespanych z rzędu nocach, kiedy muszę zrezygnować z intratnego zlecenia, albo odłożyć na bok pisanie książki.

Bycie mężem i ojcem zaangażowanym, tak zwyczajnie obecnym, jest fundamentalnym aktem w obronie życia. Ucieczka od odpowiedzialności za to, co się stworzyło, jest tchórzliwą zdradą męskiej tożsamości, bo to w nią trwale wpisane jest ojcostwo. Wszystko inne jest komentarzem, często niezbędnym, ale zawsze wtórnym.

[fb_button]

  • Bożena Zientarska

    Mam nadzieję, że tulisz w ramionach swoje dziecko…!

  • ja

    „w 12 tygodniu życia mojej córki, na ekranie USG, mogłem zobaczyć jej
    rączki, nóżki i to, jak przewraca się z boku na bok, jak reaguje na 
    nacisk na brzuch.
    Nieludzka jest próba twierdzenia, że to jeszcze nie był człowiek”
    Po to Bóg (bo chyba w niego wierzysz) obdarzył cię rozumem, żebyś z niego korzystał i czasem stanął poza ograniczeniem własnych emocji.

    „Ale tak długo, jak będące w ciąży kobiety pozostają same; tak długo jak
    umywamy ręce od prostej obecności, nie mamy prawa do sądu nad tymi,
    które nie dają sobie w tym wszystkim rady. To nie znaczy, że aborcja
    powinna być dopuszczalna, to nawet nie jest okoliczność łagodząca, ale 
    ocenę powinniśmy zacząć od siebie”
    Tyle pastwienia się nad biednymi, złymi mężczyznami, żeby na koniec stwierdzić – nawet kobiety, które mają przesrane z facetem nie mają prawa decydować o swojej ciąży. Ej, to chyba jednak ci faceci mają rację, że was olewają, bo przecież wy i tak nie macie praw. Czemu mieliby się wami przejmować?

    „Ucieczka od odpowiedzialności za to, co się stworzyło, jest
    tchórzliwą zdradą męskiej tożsamości, bo to w nią trwale wpisane jest
    ojcostwo.”
    Jeszcze dobitnie powiedzmy mężczyznom, że jeśli nie są/byli/chcą być ojcami to nie są prawdziwymi mężczyznami.
    Gratulacje! Wmówiłeś wszystkim swoje przekonania pomijając kwestie trudne i kontrowersyjne, a ukazując tylko proste do potępienia postawy jak tchórzostwo, obojętność (na swoją żonę) i może leniwość. Ach, jeszcze powołałeś się na naczelnego debila ateistów (i mówi to ateistka), żeby wybrać najgłupsze z argumentów w dyskusji, albo ujmując je w ten sposób, żeby się głupie wydały. Gratulacje jeszcze raz, poklask matek siedzących przed monitorami gwarantowany (a trafiłam tu przez link z facebooka od świeżej mamusi)

  • Agata

    Rzeczywiście.Jest to egzamin,który oblewają nierzadko oboje.Potrzeba ogromnej siły i dużo miłości ukrytej gdzieś w głębi siebie…rodzimy się nie mając równego startu w dorosłe życie…czasem właśnie dzieci z biednych rodzin osiągają szczyty,spełniają marzenia,bo dążą do innego,lepszego życia…dzieci ludzi bogatych ,którym w życiu nie brakowało niczego,wyrastają na egoistycznych snobów(oczywiście nie generalizuję,czasem tylko obserwuję,bo lubię przyglądać się współczesnemu światu z wykrzywionym uśmiechem).Byłam w podobnej sytuacji…koleżanki namawiały mnie do aborcji,mężczyzna -tata mojego synka był przerażony.Myślę,że nigdy nie obarczy się odpowiedzialnością za chwilę nieodpowiedzialnego uniesienia.Nie dbam już o to.Urodziłam cudownego syna,bo przecież dziecko jest cudem:)

  • Przyszly Ojciec

    Przeczytalem w komentarzach, ze wiele osob na to nie stac. To prawda sa bedne rodziny ktore nie moga sobie pozwolic na kolejne dziecko, ale ludzie to nie zwalnia od odpowiedzialnosci, sex jest dla ludzi madrych, kazdy wie ze nawet najbezpieczniejszy niesie ryzyko. Niechcianej ciazy nie trzeba odrazu przerywac, w kazdym szpitalu mozna oddac dziecko do adopcji. Tysiace ludzi walczacych z bezplodnoscia czeka aby miec to szczescie ktorym inni tak gardza we wlasnym domu.
    Jesli chodzi o pomoc Panstwa Polskiego w utrzymaniu dzieci, na wzor norwegii czy zachodu, to wystarczy placic podatek, najglosniej krzycza ci co tego nie robia

  • Przyszly Ojciec

    Tekst wspanialy, kazdy powinien odpowiadac za swoje decyzje. Choc za poczeciem dziecka stoi nie tylko ojciec ale i matka, oboje sa rowno odpowiedzialni. Prawda ze dramat kobiet, to najczesciej wina ojca ktory nawet jesli jest nim przypadkowo powinien przyszlej matce pomagac w tym trudnym okresie (wiaomo ze sa sytuacje ekstremalne jak gwalty, ale to inny temat).

  • Wielorybka pisze, że rzadko mężczyźni odzywają się w kwestii aborcji. Nieprawda! Wypowiadają się za często. Chociażby panowie politycy wespół z panami biskupami.
    Masz rację, że gdyby mężczyźni nie umywali tak często rąk, byli psychicznym wsparciem – aborcji byłoby mniej.
    Ale aborcja czy rodzicielstwo to o wiele bardziej skomplikowana sprawa niż udany, wspierający się związek.
    I mogę Twój tekst uznać za słuszny, gdyby jego celem było wyrażenie swojego zdania i namówienie mężczyzn, by byli odpowiedzialni, nie zostawiali zapłodnionych partnerek.
    Ale niestety dyskusja w Polsce ma charakter polityczny i głosy pro-life wpływające na ustawodawstwo są szkodliwe.
    Kiedy kolejna ciąża oznacza zagładę rodziny, kobieta nie ma czasu dywagować, czy to już człowiek, czy nie, czy to morderstwo, czy zabieg. Usuwa, bo wie, że jak urodzi, pozbawi talerza z ciepłą zupą rodzinę, która już funkcjonuje, dzieci, które biegają po domu.
    Dywagują ci, co mają czas, pieniądze, a nie mają problemu.
    Odpowiedzi na to, kiedy zaczyna się życie nie dadzą teolodzy i filozofowie. Tak naprawdę dla każdego to coś innego. Pisałam pracę dyplomową dot. dzieciobójstwa. W świetle naszego kodeksu dzieciobójczyni to matka zabijająca noworodka w czasie porodu i pod wpływem jego przebiegu. Jest to przestępstwo uprzywilejowane i niekarane tak samo surowo jak inne zabójstwa. Dzieciobójczynie, których „profil przestępczy” jest niezwykle homogeniczny zazwyczaj ciążę przeżywają bez ani jednej wizyty u lekarza i ani jednego USG, mają brzuch, ale nie dopuszczają do siebie myśli, że w nim jest dziecko. Rodzą w polu i w polu zostawiają dziecko w szmatach. A przecież na USG serce, głowa, paluszki, słychać bicie serca i nawet krzyk przy pierwszym oddechu. Ale prawda jest taka, że to trzeba chcieć usłyszeć i zobaczyć.
    Absolutnie nie bronię dzieciobójczyń. Aborcji też chciałabym, żeby było jak najmniej. Ale każda kobieta powinna mieć prawo decyzji. Bo sytuacje są różne i naprawdę warto wyjrzeć poza czubek własnego nosa. A wspierająca obecność mężczyzn i kobiet jest zawsze mile widziana. Ale to kobieta, kobieta decyduje.

  • katarzyna

    Oczywiście, że kobiety trzeba wspierać i najlepiej żeby to był ojciec dziecka i najbliższa rodzina, ale życie nie jest tak ładnie poukładane. To co piszesz jest bardzo ładne i szlachetne, ale raczej nie zawsze do zrealizowania we wszystkich rodzinach. Mam już trochę lat i wychowałam troje dzieci (przy wielki wsparciu męża),choć fizycznie go przy mnie nie było(szczególnie w pierwszych latach ich życia)tak nam się po prostu ułożyło i powiem szczerze nie mogę powiedzieć, że bardzo mi go brakowało. Ja zajmowałam się dziećmi a ktoś musiał na nas zarabiać. Takie jest życie. Napisałeś „Ucieczka od odpowiedzialności za to, co się stworzyło, jest tchórzliwą zdradą męskiej tożsamości, bo to w nią trwale wpisane jest ojcostwo.”Ale co raz częściej rodzicielstwo( nie tylko ojcostwo) w naszym kraju zaczyna być bohaterstwem. A nie każdy nadaje się na bohatera. Od niedawna mieszkam na wsi. Jest to wieś w biednym regionie Polski. I możesz mi wierzyć tu być rodzicem to jest prawdziwe bohaterstwo.I mój tytuł by brzmiał :”Aborcja egzamin który oblało społeczeństwo.”

  • Kamil

    Mało obiektywny tekst dla mnie. Warto spróbować wczuć się w role niechcianych rodziców, niechcianych dzieci, pokazać choć trochę może też „normalne” życie zwykłych szarych ludzi, którzy nie do końca odnajdują się w rolach rodziców, a finansowo nie radzą sobie aż tak że mają dylemat czy odrzucić intratne zlecenie czy nie. Świat nie wygląda jak z Magdy M. Jeśli jest się obrońcą życia, czemu oczywiście nikomu nie bronie, to może warto zastanowić czego się broni. Bo może temu urodzonemu, ale niechcianemu dziecku, właśnie gotuje się piekło na ziemi w patologicznej rodzinie, gdzie mąż nie poprawia swojej żonie kapci na nogach. Łatwo powiedzieć kobiecie, musisz urodzić to dziecko, trudniej zastanowić się jak ona je później wychowa. Ale to już niezbyt większość obrońców życia interesuje. Ja nie widziałem żeby szkoła, która oczywiście nie zastąpi mądrych rodziców, wychowywała dzieci, nauczyła i przystosowywała swoich podopiecznych do życia seksualnego, życia rodzinnego, uczyła jakichś podstaw psychologii, podstaw wychowywania dzieci itp. Widzę że autor cieszy się z bycia ojcem, gratulacje dla niego, ale przez osobiste szczęście zabrakło chyba refleksji nad tymi, którym życie nie układa się tak kolorowo. Nikt nie przerywa ciąży dla zabawy, zazwyczaj to osobiste dramaty. Tyle że wbrew pozorom urodzenie dziecka też potem może być dramatem, zarówno dla dziecka jak i dla rodziców. Czy zarodek jest od poczęcia człowiekiem tego najlepsi filozofowie i naukowcy chyba prędko nie stwierdzą. Jeśli tak, to przy probie zajścia w ciążę, gdzie niektórzy starają się o to wiele miesięcy, dochodzi do wielokrotnego obumierania tego zarodka, niezagnieżdżenia się prawidłowo i w konsekwencji do śmierci zarodka lub jak kto woli śmierci człowieka (w tym drugim wypadku trochę populistycznie proponuję krzyknąć: „Gdzie jest prokurator?”). Tak więc, to też nie jest taka oczywista kwestia. Życie trzeba bronić, ale ja nie chce być sędzią, bo oceniać czyjeś wybory.

    • Ann

      Człowieku, a gdzie w tym co piszesz znaleźć można słowo „odpowiedzialność”? Trzeba było pomyśleć „przed”- żyjemy w XXI wieku! Odpowiedz sobie na pytanie: Dlaczego życie tego małego bezbronnego dziecka jest ważniejsze niż Twoje? Dla mnie jest jest tak samo ważne! Podpisuje się pod tekstem autora bloga:)

      • Kamil

        Rozumiem że w twoim postrzeganiu człowieczeństwa i życia nie ma miejsca na błędy, ludzie są odpowiedzialni, jak nie są to trzeba ich za to karać, albo co najmniej dać nauczkę, a jedyną dopuszczalną metodą antykoncepcji jeśli ktoś nie chce mieć dziecka jest abstynencja seksualna. Ja znam przypadki, gdy ludzie się zabezpieczali, nie chcieli dziecka, a jednak w ciążę zaszli. Dla mnie większą odpowiedzialnością jest stwierdzenie, nie jesteśmy gotowi w tej chwili na to dziecko, nie chcemy go, więc możemy sobie i mu wyrządzić krzywdę. Niż jego wspaniałomyślne urodzenie, na zasadzie jakoś to będzie, może się wszystko ułoży. I proszę w swoim postrzeganiu odpowiedzialności, skup się na własnej, a nie na cudzej i nie podejmuj decyzji za innych. Bronienie życia nie polega, na nakazywaniu prawem, straszeniu prokuratorem, sądem i policją. Jeśli jakaś kobieta będzie chciała usunąć ciążę, to zrobi to i nikt go siłą do urodzenia nie zmusi. Ja bronie życia, bym bardziej widział na uczeniu tej odpowiedzialności o której tak wspominasz, w zapewnianiu bezpieczeństwa i podstawowych potrzeb ludziom.

  • Pri

    A czy zastanawiasz się czasem, że JA – kobieta – nie mam ochoty na TO – dziecko ?? I ON – mężczyzna – nie miałby NIC do gadania.

  • Basia

    tattwa – Oczywiście, że mamy prawo do oceniania moralności innych ludzi. Gdybyśmy nie mieli takiego prawa to moralność by po prostu nie istniała, panowałaby wszechobecna samowolka i chaos.

    Konrad owszem pisze o tym, że należy spojrzeć najpierw na swój udział w sprawie, by móc ocenić kobietę dopuszczającą się aborcji: „Ale tak długo, jak będące w ciąży kobiety pozostają same; tak długo jak umywamy ręce od prostej obecności, nie mamy prawa do sądu nad tymi, które nie dają sobie w tym wszystkim rady.”, ale nie znaczy to, że ją usprawiedliwia, wręcz przeciwnie: „To nie znaczy, że aborcja powinna być dopuszczalna, to nawet nie jest okoliczność łagodząca, ale ocenę powinniśmy zacząć od siebie.”

    Aborcja jest morderstwem, odebraniem prawa do życia. Morderstwo jest złe. Zatem aborcja jest zła na wskroś, bo odbiera prawo do życia istoty, która nie miała możliwości tego życia posmakować w pełni, która nie może samodzielnie się obronić.

  • Dziękuję za tak spokojny, a jednocześnie uargumentowany tekst. I to z męskiej – co rzadkie – strony! Wypowiedzi facetów są nam bardzo potrzebne. Wszystkiego dobrego.

  • wrzask

    Konradzie, zaprezentowałeś interesujący argument za określaniem „co to jest człowiek” – fenomenologiczny – pisząc, że obraz rączek i nóżek w USG wzbudza Twoj sprzeciw wobec nienazywania płodu człowiekiem. Ale to oczywiste, jeżeli uświadomić sobie, jak bardzo działanie ludzkiego mózgu jest nakierunkowane na przetrwanie, i to przetrwanie nie w czasach dzisiejszej technologii, tylko na paleolitycznej sawannie czy stepie.

    Jednym ze znanych uproszczeń poznawczych mózgu jest dostrzeganie wzorów tam, gdzie ich nie ma – widzimy twarze w chmurach, sylwetki ludzkie w drzewach i tak dalej. Do tego jesteśmy – jak by nie było, słusznie – szczególnie wyczuleni na ochronę dzieci (dlatego też politykom tak łatwo idzie uprawianie demagogii z argumentacją „dla dobra dzieci”). Świadomość tych i wielu innych zniekształceń poznawczych serwowanych przez mózg powoduje, że uważam fenomenologię za chybioną metodę poznawczą, zwłaszcza w tym przypadku.

    Nie znam wypowiedzi Dawkinsa rozliczającej się z fenomenologią, ale mam jednak wrażenie, że go uprościłeś bądź nie zrozumiałeś – poznanie fenomenologiczne (przynajmniej takie, jak u Husserla) stoi ogólnie w sprzeczności z metodą naukową, więc być może Dawkinsowi nie przyszło nawet do głowy się zmierzyć wprost z tym pojęciem. Myślę, że Dawkinsa tutaj nie zrozumiałeś albo uprościłeś jednak. Z drugiej strozy, jego celebrytoza nie ułatwia przekazu.

    Przy czym, to w zasadzie dopiero początek problemu, bo prawda jest taka, że każdą definicję człowieka (z biologii, z owego doświadczenia fenomenologicznego jak wyżej, funkcjonalną itd.) da się zakwestionować, o ile nie odwoływać się wprost do dogmatów. Dlatego, prawda jest w sumie taka, że cały ten spór sprowadza się do tak czy innaczej pojętego zdrowego rozsądku. Mój rozsądek mówi, że raczej nie ma niczego magicznego w łączących się gametach, natomiast czymś zdecydowanie bardziej szczególnym jest stopniowe pojawianie się świadomości właśnie.

    Tyle, że ponieważ o świadomości nie wiadomo zbyt wiele, odpowiedzi na pytanie o to, czy ważniejsza jest świadomość płodu w 6 miesiącu ciąży czy dorosłego psa, zwyczajnie nie mam. Ale zarodek, u którego układu nerwowego zwyczajnie nie ma, świadomości czy nawet jej zalążka, cokolwiek by to było, moim zdaniem nie ma.

    • Basia

      Wg Ciebie nie ma magii podczas powstawania nowego życia? W takim razie jesteś bardzo ograniczonym człowiekiem. Jest to tak złożony proces, że aż wydawać się może niewiarygodny! Dosłownie w każdej sekundzie trwa rozwój! I wg Ciebie to nie jest niesamowite, że przez 9 miesięcy lub krócej z dwóch malutkich komórek powstaje człowiek? Na prawdę mało jest bardziej spektakularnych zjawisk, nawet jeżeli patrzymy na ten proces jedynie z naukowego punktu widzenia. Istotnym dla mnie faktem jest to, że finalnie rodzi się człowiek. Zatem aborcja jest najbardziej okrutnym aktem morderstwa, skierowanym przeciwko niewinnej istocie, jaką jest dojrzewający w łonie matki bezbronny, mały człowiek.

      Pierwsze usg miałam zrobione w 5tc i już wtedy serduszko mojego dziecka biło. Maleństwo nie miało jeszcze wtedy nóżek, ani rączek, ale miało powołanie do życia! Na szczęście trafiło na kochających rodziców, którzy pozwolili mu dojrzeć i przyjść szczęśliwie na świat. Jak bardzo żal mi tych wszystkich istot, które zostały pozbawione prawa do życia. Kim my jesteśmy by decydować o czyjejś śmierci? Jak można zabić część siebie? Jak można zabić niewinną istotę?

      Ludzie! Krzyczycie głośno, że nie należy jeść jaj, bo to małe kurczęta, ale zabijacie własne dzieci?! Gdzie wasi rodzice popełnili błąd?

      Jeżeli aborcja stanie się legalna to dla mnie świat się skończy. Dążymy do autodestrukcji. Zwierzęta są bardziej ludzkie niż ludzie…

  • Ana

    Trafiłam tu od Kamili z Archiwum Chaosu i powtórzę to, co napisałam u niej (właściwie w całości ctrl+c – ctrl+v, ale obojgu chcę powiedzieć to samo): jak rzadko w tej całej dyskusji o aborcji można przeczytać naprawdę mądre teksty, a nie kolejne z cyklu „nagonka za – przeciw”. Więcej takich poproszę, bo tymi mainstreamowymi aborcjami w wigilię katolicką i wigilię prawosławną człowiek już po prostu rzyga i nawet nie ma ochoty wnikać, dlaczego tak się dzieje. A i Ty, i Kamila bez krzyku mówicie więcej niż ci wszyscy zapaleni bojownicy.

  • Wiolatosca

    No właśnie nikt nikomu nie dał takiego prawa, kiedyś oceni nas wszystkich Bóg i nie za to co zrobiliśmy, czy czego nie zrobiliśmy, tylko rozliczy nas z miłości, miłości danej drugiemu człowiekowi nie ważne w jakim wieku i w jakiej sytuacji. Konsekwencje poniesiemy za brak tej miłości dla drugiej osoby. Zranić człowieka można już
    w pierwszych dniach życia i trudno je później naprawić.

  • Ewelina

    Rewelacyjny tekst. Dziękuję za tę wypowiedź, uświadomiłam sobie jak bardzo zapomina się o tym, że do poczęcia dziecka potrzeba dwoje, nie tylko kobiety… Tymczasem słychać głos niemal tylko kobiet. Oprócz wsparcia jakie jest potrzebne kobiecie jest jeszcze wola mężczyzny, który powołał dziecko do życia. Sformułowanie „to mój brzuch i mogę z nim robić co mi się podoba” to najgłupszy slogan jaki można wypowiedzieć w sprawie aborcji ale świadczy o ogromnym buncie poranionych kobiet pozostawionych samym sobie.
    Wiele dramatów aborcji wynika z nieodpowiedzialności mężczyzny, gdyż kobieta oddająca się mężczyźnie często staje się bezbronna wobec niego i zależna. Kiedy on nie okazuje się mężczyzną odpowiedzialnym, konsekwentnym, ona zostając sama ponosi zbyt wielki ciężar. Nie usprawiedliwia to morderstwa popełnianego przez kobietę, ale tak samo nie usprawiedliwia mężczyzny, który staje się również sprawcą.

  • szuflasa

    o jakiej tematyce ksiazka?

    • O lęku, męskości i dniu dzisiejszym. I o Bogu. :) Dobra wiadomość, że jest już wydawca, zła, że książka zaledwie w zarysie.

      • Ania

        Daj proszę znać, jak książkę będzie można gdzieś kupić. :)
        Piszesz mądrze, najbardziej interesuje mnie temat „O Bogu” Chętnie przeczytam książkę.

        Jak zaczynałeś pisać bloga, to pisałeś, że postanowiłeś zostać „dobrym blogerem”, zresztą do dnia dzisiejszego jest to napisane w zakładce „Kim jestem?”
        Kto by pomyślał, że tak szybko ludzie się na Tobie poznają. Zaczną Cię cytować, będziesz pisał artykuły, czy to na portalach internetowych, czy to w miesięczniku „W drodze”. Albo w końcu, że będziesz pisał książkę.

        Dziękuję, za Twoje mądrze napisane teksty.

        P.S.: Pisałeś niedawno, że starasz się pisać minimum raz na tydzień.
        Czekamy na kolejny tekst!

        Pozdrawiam!

  • Joanna

    Witajcie,
    Jestem studentką V roku psychologii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego i piszę pracę magisterską dotyczącą funkcjonowania kobiet po zabiegu przerwania ciąży.
    Bardzo proszę Was o pomoc, ponieważ chciałabym, aby moje badania były rzetelne. Każdą z Pań, która zechciałaby mi pomóc, proszę o kontakt na adres mailowy: siaa23@wp.pl
    Badanie, które chciałabym przeprowadzić nie powinno zająć więcej niż godzinę. Oczywiście badania będą w pełni anonimowe, a zainteresowanym chętnie udostępnię pracę po obronie.
    Pozdrawiam,
    Joanna.

    • Szanowna Pani Joanno,
      ośmielę się na małe sprostowanie: zabicie nienarodzonego dziecka nigdy nie kwalifikuje się tak pod względem biologicznym, a tym bardziej moralnym, do – jak to Pani nazwała – „zabiegu”.
      Ów czyn, bez względu na okoliczności, jest pozbawieniem życia samoistnego bytu – CZŁOWIEKA….
      Temat dość obszerny, ale pewne sprawy trzeba nazywać po imieniu.
      Co do artykułu: „Aborcja. Egzamin, który oblali mężczyźni” – jest na czasie i oby takich więcej, bo rola ojca na każdym etapie życia dziecka – od poczęcia włącznie – jest NIEZASTĄPIONA, choć tak często mało doceniana.
      Pozdrawiam,
      Józef

      • Renia

        Szanowny Panie Józefie,
        po pierwsze, najwyraźniej nie wie Pan, co to wedle słownika byt samoistny (byt doskonały ograniczony, wieczny, który sam się powołał do życia). Człowiek takim bytem nie jest. Poza tym, płód w trzecim, szóstym, czy nawet dziewiątym tygodniu ciąży nie jest w stanie żyć poza organizmem matki, więc nie jest to nawet byt samodzielny. Proszę się czasem zastanawiać, co się pisze, nawet, jeśli przekazuje się tylko opinię na dany temat, a niekoniecznie fakty. Właśnie przez takie jedynie słuszne poglądy na wszystko, wykorzystujące źle rozumiane lub niesprawdzone w słowniku pojęcia, prowadzą do tworzenia rzeczywistości alternatywnych… a świat i tak jest wystarczająco skomplikowany. Proszę o precyzję pojęciową.

  • Johnny

    @ttatwa – „Bo kto niby, do cholery, dał nam prawo, żeby oceniać moralność innych ludzi? ” Zależy co rozumiesz przez słowo „moralność”.
    Czasem jest tyle definicji ile ludzi. Sumienia i motywów postępowania nie powinniśmy oceniać, nie mamy na tyle wglądu w to wszystko i mieć nie będziemy, i bardzo dobrze, że tak jest! Czyny nie biorą się z eteru, one mają konkretnego wykonawce – człowieka, mężczyznę albo kobietę.
    Jeśli ktoś zachowuje się jak świnia, jak dupek, to nazwijmy to po imieniu, bez popadania w wygodne regułki „kto dał Ci prawo do…”. Kobiety się czasem głupiutko oburzają kiedy ich zachowanie jest nazwane po imieniu przez kogoś, bo im mężczyzn wypada dość jednoznacznie określać kiedy dany facet zachowuje się jak dupek i świnia, zaś one są bardziej nietykalne jeśli zachowują się obrzydliwie i fstrętnie. Tak, tak są takie panie, nie oszukujmy się i ich zachowanie jest żenujące. Póki tego nie zrozumieją, szansa na zmianę toru myślenia w nich jest bliska zeru. Będą tkwić w błędzie dalej, otumanione swoim poczuciem racji.

    Autor artykułu słusznie w tytule zaznaczył, że walkę o zabijanie nienarodzonych, przegrywają mężczyźni. Nie ma tutaj co się usprawiedliwiać. Tak przegrywają ją przede wszystkim mężczyźni.

    Konrad, zgadzam się, że pierwsza linia frontu przebiega przez nas własny dom. Tylko nierzadko jest tak, że widzisz, że w Twoim domu jest wszystko w porządku, panujesz nad tym (w końcu jesteś mężczyzną) i MUSISZ wychylić głowę „na zewnątrz” i się narazić ratując inne domy. Wtedy już nie ma czasu na dobrą analizę tak jak tutaj to opisujesz. Musisz działać i to szybko. Wtedy zawsze narazisz się na niezrozumienie, oplucie, agresje, ignorancję, niesprawiedliwe oskarżenia.
    Chcesz dowodu na to? Reakcja na wystąpienie Kaji Godek w Sejmie 26 września 2006- http://www.youtube.com/watch?v=2wC9RNXoNnM
    Wstyd, żeby takie ciosy przyjmowała kobieta a nie mężczyzna!

  • Kris

    Jak zwykle swietny tekst.
    ps. Pozdrow zone

  • Karolina

    Bardzo, bardzo mądre słowa. Oby trafiły do jak największej ilości mężczyzn ;P

  • Wreszcie kilka mądrych słów na temat aborcji.
    Kiedyś byłam za możliwością dokonania aborcji w początkowej fazie (leki wczesnoporonne), ponieważ uważałam, że każdy człowiek może sam o sobie decydować, a rodzice muszą decydować za dziecko. Uważałam także, że każdy dorosły człowiek wie co robi, ponosi odpowiedzialność za swoje czyny, a prawo nie powinno tego zabraniać – w przypadku aborcji możemy z niego skorzystać bądź nie.
    Jednak słuchając skrajnych ruchów (w szczególności feministek) otworzyły mi się oczy. Do tej pory oglądam niektóre debaty z otwartymi ustami i wytrzeszczem oczu, a na myśl przychodzą mi tylko brzydkie słowa.
    Niestety ludzie to idioci! Niektórzy nie mogą decydować o nowym życiu ponieważ nawet nie są na tyle odpowiedzialni, by odpowiednio się zabezpieczyć przed niechcianą ciążą!
    Temat ciężki, niektórzy ludzie nie powinni wychowywać dzieci, ale nie powinni też bawić się w Boga.

    • Joanna

      Mardybe, pewnie, że niektórych nie da się słuchać – zwłaszcza osób skrajnych i to po obu (albo więcej: wszystkich) stronach barykady. Ale zanim ocenisz, kto „powinien” albo nie wychowywać dzieci, uzupełnij własne braki. Żaden sposób antykoncepcji nie daje stuprocentowej pewności. Żaden! Jeśli para zabezpiecza się prezerwatywą i ona pęknie, mogą przynajmniej sięgnąć po pigułkę „po”. Jeśli zawiodły leki hormonalne, odkrywa się to za późno. (Pewnie są pary, które się nie zabezpieczają, ale o nich nie mówmy). Sama uważam za absolutnie najważniejsze, by rzetelnie uczyć o antykoncepcji i by każda kobieta miała do niej dostęp (tak niestety nie jest). Ale jeśli zawiedzie, a to się zdarza częściej, niż myślisz… należy PRZYNAJMNIEJ powstrzymać się od łatwego oceniania.

      • Basia

        Joanna – Jeżeli ktoś nie jest na tyle dojrzałym, by ponieść konsekwencje swoich czynów to znaczy, że jeszcze nie dojrzał do współżycia, bo jest dzieckiem. Chyba wszyscy wiemy, że antykoncepcja nie daje 100% pewności, ale wszyscy wiemy również skąd się biorą dzieci. Zatem podejmując decyzję o współżyciu powinniśmy zakładać ewentualność zajścia w ciążę. To, że antykoncepcja zawiodła nie jest argumentem za zabiciem tworzącego się życia.

  • Krystyna

    Boże ! Dziekuję,że są jeszcze na świecie tacy męzczyźni! Szkoda,ze nie mozna was sklonowac!

    • Karolina

      Haha:D Żartobliwe, ale prawdziwe…

  • Jolanta

    Jestem pod ogromnym wrażeniem po pana wypowiedzi w sprawie aborcji,nie myślałam że jeszcze są tacy mężczyźni a już trochę żyję na tym świecie.Gdyby było więcej tak myślących panów to jestem pewna że nie było by tyle krzyku i niepotrzebnych kłótni w sprawie aborcji.Proszę więcej i częściej się wypowiadać ,mam nadzieję że wiele osób skorzysta czytając pański blog.W nowym roku życzę zdrowia i twórczej „WENY”.

  • Kefas

    Czas sylwestrowo – noworoczny spędziłem rekolekcyjnie.
    Spotkałem tam kobietę, która dziecko i wnuczkę ma w jednym prawie że wieku. Kilkoro dzieci.
    Gdy była przy nadziei z ostatnim spotkała się z miażdżącą oceną, krytyką ze strony… kobiet. Zero wsparcia.
    Za to KAŻDY napotkany mężczyzna był dla niej oparciem, umocnieniem.
    Gdy – zamiast ulegać stereotypom, równie chętnie propagowanym przez feministki, co przez księży – zaczniemy szukać Prawdy, nie będziemy bezmyślnie uczestniczyć w niszczeniu Dobra. Nie będziemy – niezgodnie z Prawdą – dzielić świata na aja, cacy kobiety i złych, be mężczyzn. Wszak czemuś taki podział służy. Na pewno nie przyjęciu Biblii za wyznacznik naszego życia, postępowania.

    • krzysztof

      @Kefas
      Musze sie zgodzic – tekst bardzo dobry (powinien trafic do kazdego mezczyzny) ale niestety wpisujacy sie w trend narzekania na facetow.

      To prawda, ze jest duzo do zrobienia i musimy (my, mezczyzni) na nowo zdefiniowac meskosc – uwalniajac sie od ograniczen, a jednoczesnie przyjmujac do serca wykonywanie rol, ktore na nas spoczywaja. Jest to trudne. Obecnie mezczyzni w pewnym sensie sa zapedzeni w kozi rog. Zawieszeni miedzy atakujacymi z roznych stron stereotypami, pietnujacymi prawie kazdy model meskiego zachowania popadlismy w stagnacje. Nadszedl moment na emancypacje mezczyzn. Obudzmy sie i wezmy sprawy w swoje rece – badzmy odpowiedzialni, ale idzmy wlasna droga. Przykladem takiego mezczyzny wolnego, idacego wlasna droga(to nie znaczy „samemu”) jest autor bloga, ale pamietajmy, ze nie jest to jedyna sluszna droga – jest ich wiele i nie bojmy sie z nich korzystac.

      A dla Pan tak na mezczyzn utyskujacych polecam (bez zlosci i sarkazmu) prawdziwe zastanowienie sie, czy same bylyby w stanie spelnic wymagania, ktore na „plec brzydka” nakladaja.
      Kefas, nie moge sie oprzec wrazeniu, ze mowa o mojej mamie – trudno o zestaw tak charakterystycznych cech. Czy imie pani, o ktorej piszesz zaczyna sie na litere „J”?;)

  • Brak wsparcia, kiedy jest ono potrzebne, staje się przyczyną dramatów we wszystkich dziedzinach życia. W przypadku kobiet zostawianych samym sobie w tak ważnych chwilach boli podwójnie. Konrad, prezentujesz wartości godne naśladowania.

  • Miałam się kłócić, ale nie mogę :)
    Dzięki za ten głos. Potrzeba go bardzo, bo zbyt wielu panów umywa rączki są za to pierwsi do rzucania obelg.

    • Konrad, jak Łońska nie może się kłócić, to wygrałeś na całej linii :D

      Dla mnie to jest chyba właśnie oś całego sporu: NAJPIERW należy takie kobiety wspierać i umożliwiać im to, żeby nie musiały dokonywać takiego wyboru, a PÓŹNIEJ należy dopiero się zastanawiać nad tym co się powinno, a co się nie powinno. I nie oceniać pochopnie. Bo kto niby, do cholery, dał nam prawo, żeby oceniać moralność innych ludzi? Zwłaszcza tych, których powodów i sytuacji nie znamy?

{social-facebook-like}