Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Bez sinych oczu, bez pękniętych warg

Podbite oczy nie budzą współczucia, pęknięte wargi nie krzyczą. Trudno o paragraf, jeszcze trudniej o zrozumienie, bo choć obecna w co dziesiątym domu, to niewidoczna i przemilczana. Przemoc w białych rękawiczkach. Ekonomiczna.

Pamiętam ją ze szkoły. Zawsze przygotowana, mądra, bardzo atrakcyjna. Złośliwa w ten specyficzny, inteligentny sposób. Za kilka lat pani doktor, mecenas, może minister. Dzisiaj Kraków, jutro Genewa. Wszyscy tak myśleliśmy.

Po drodze zły czas, zły człowiek, zła krew. Szybkie małżeństwo, jeszcze szybszy kredyt. Dom. I rok 2008: kryzys finansowy, utrata pracy. Scenariusz tak banalny, że aż trudny do przewidzenia.

Zaczęło się od tego, że o pieniądze musiała prosić. Bez szansy na wspólne konto, bo po co? W międzyczasie – pół żartem, pół serio – że z domu może wyjść tylko z tymi znajomymi, których on akceptuje i zna. Zresztą, męczyło sumienie, że na rzeczy mało ważne wydaje pieniądze, o które on zabiega tak ciężko. Grał na tym długo i umiejętnie.

W końcu ludzi poniżać można w sposób wyrafinowany i podły. Nie zawsze tak, że piecze skóra. Czasami tylko godność.

Potrzeba władzy i kontroli

Trudno o jednoznaczną definicję przemocy ekonomicznej – dla polskiego prawa to wciąż terra incognita, ziemia nieznana. Fundacja Centrum Praw Kobiet, a z nią Instytut Spraw Publicznych, twierdzi, że przemoc ta ma miejsce, kiedy sprawca używa środków materialnych (a więc nie tylko pieniędzy) do zaspokojenia własnej potrzeby władzy i kontroli. Wykorzystuje uzależnienie drugiej osoby od własnych dochodów lub majątku. Stosuje mniej lub bardziej bezpośredni szantaż. Podporządkowuje sobie partnera, przerzuca na niego pełną odpowiedzialność za utrzymanie domu. W grę wchodzi uniemożliwienie dostępu do konta, kontrola wydatków, sprzeciw wobec prób podjęcia pracy.

Druga strona medalu to przywłaszczanie wspólnych środków, kredyty zaciągnięte bez konsultacji i zgody, alimenty opłacane warunkowo lub nieopłacane wcale.

Żółtym światłem okazał się nieopłacony bilet na podróż do domu. Bo zapomniał, bo zmęczenie, bo „to kurwa moje pieniądze i zdechniesz beze mnie jak pies”. Później podręcznikowo: żal, przeprosiny, obietnica poprawy, zrozumienie. Deklaracja, że w końcu wspólne konto. Nigdy więcej trwało dwa miesiące. Pomógł alkohol, po którym jemu puściły hamulce. Zniszczył płaszcz, bez finezji, kuchennym nożem. Zanim skończył, była już u sąsiadów. Dzień później w rodzinnym domu. To był rok 2013. 

Dziesięć na sto

Nie wszyscy mają tyle szczęścia i odwagi. Przemoc ekonomiczna odziera z poczucia własnej wartości, odbiera wiarę w siebie, tworzy iluzje zamkniętego kręgu i sytuacji bez wyjścia. Kiedy kobieta zajmuje się dziećmi, sytuacja jest szczególna: troska o ich dobro utrudnia podjęcie radykalnych decyzji. Dodatkowo w naszym kręgu kulturowym wciąż pokutuje krzywdzące przekonanie, że ten, kto zarabia, ma decydujące prawo głosu w kwestiach rodzinnego budżetu.

Uzależnienie finansowe, brak instytucji, które mogą pomóc kobietom (to właśnie one są najczęstszymi ofiarami takiej zależności), doprowadza do eskalacji innych form przemocy. Kobiety poniżane i bite nie szukają pomocy, bo boją się, że nie będą wstanie zapewnić i sobie, i swoim dzieciom odpowiednich warunków materialnych.

Pięć lat temu na zlecenie TNS OBOB przeprowadzono badanie dot. różnych form przemocy, w tym przemocy ekonomicznej. 12% kobiet i 6% mężczyzn deklaruje, że doświadczało niezdrowej zależności finansowej od partnera. Dwa razy więcej osób potrafi w swoim otoczeniu wskazać rodziny, w których dochodzi do przemocy ekonomicznej. Sięgając nawet najniższych wartości: dziesięć na sto kobiet. O dziesięć za dużo

Przeglądam badania i analizy. Rozmawiam ze znajomą, której historia skończyła się dobrze, ale przecież zło, zostanie złem. Czasu pełnego strachu, zażenowania i wstydu nie można cofnąć, wymienić na lepszy. Jest we mnie i żal, i bunt. Jak słabym trzeba być człowiekiem, jak wiele deficytów w sobie nosić, by relacje z innymi budować w oparciu o pozycję siły i pieniądza. I jak wiele odwagi i mądrości potrzeba, aby powiedzieć temu dość. Złamać schemat, uciec, poprosić o pomoc.

Patrzę na swoją córkę. Choć nie chcemy projektować jej życia, nie ma dnia, w którym nie myślę o jej przyszłości. Kim będzie, kogo spotka, ile życiowych sztormów przyjdzie jej przetrwać. Moja odpowiedzialność za nią, to codzienne wybory. Takie, które sprawiają, że świat jutro będzie lepszy od tego z dzisiaj. A lepszy świat to ten, w którym ludzie nie są poniżani. Niezależnie czy za pomocą pięści, czy karty kredytowej.

 


Niebieska Linia, nr dla ofiar przemocy: 801 120 002
Od przemocy ekonomicznej do niezależności – materiały Centrum Praw Kobiet
Przemoc ekonomiczna wobec kobiet – raport IPS

fot. Victoria Nevland / flickr.com / CC

  • Sprzet

    Ta, kościół ze swoim „nierozerwalnym, świętym węzłem małżeńskim” rzeczywiście pomaga w wyjściu z patologicznego związku.

  • Bibi

    Podziwiam tych, którym udało się wyrwać z zapętlenia. A ile osób dookoła nie jest w stanie tego zrobić, nie ma siły, odwagi, możliwości…

  • Bardzo ważny tekst. Przemoc, której nie widać, którą sprawca czyni w białych rękawiczkach, pozostaje przemocą. Trzeba ogromnej siły charakteru kobiety, która często przez wiele lat tłamszona, wyrywa się z takiej relacji. I spostrzegawczości najbliższych, by pomóc. Właśnie obserwuję taki przypadek – jestem wściekła, buzuje we mnie gniew i jednocześnie jestem pełna podziwu dla tej dziewczyny, manipulowanej i źle traktowanej, że ma siłę, by to zakończyć.

  • A wydaje się, że potrafimy sobie życie zaplanować, ustawić uszczęśliwiając się nawzajem… Planujemy, marzymy. Nie wiadomo kiedy przychodzi zaskoczenie. Przemoc, choroba czy śmierć. I możemy mieć złudną nadzieję, że zawsze na wszystko znajdziemy radę, przepis, paragraf. Poszukamy pomocy lub jej komuś udzielimy. I w tym przypadku też. Łatwo powiedzieć – zerwij więzy, przerwij toksyczny związek, wyzwól się. Gorzej jeśli trzeba zdecydować o swoim życiu…

  • Aleksandra

    Łatwo powiedzieć. „To jest problem”, „jak można tak się dawać” itd. Nikt nie jest w stanie zrozumieć kobiet poddawanych systematycznej przemocy wszelkiego rodzaju, albo w toksycznych związkach dopóki sama nie znajdzie się w takiej sytuacji. To jak próba zrozumienia osoby, której w pożarze zginęła cała najbliższa rodzina. Tego nie można sobie wyobrazić, nie da się. Nie da się zrozumieć, jak można pozwolić sobie samemu na takie poniżenie,jak np systematyczna przemoc fizyczna i psychiczna. Dopóki nie doświadczy się tego, nie zrozumie się nigdy. Nie ma wyjątków. Dlatego śmieszne jest jeśli przykładowo psycholog próbuje zrozumieć taką osobę. Zawsze jest patrzenie typu „jak możesz to robić” przecież wiesz, że to jest dla Ciebie złe”… I co z tego? Pewne schematy są silniejsze. Czasem nie da się od tak zrezygnować, przerwać nici powiązań bo są tak silne, że bez nich nie potrafi się oddychać.

    • Można wejść w rolę ofiary niezależnie od sytuacji życiowej (czy mówimy tu o przemocy domowej, mobbingu, bullyingu, czy o każdej innej, często błahej sytuacji, w której czyjeś „działanie” ogranicza się do: „to nie jest takie proste”). Warto spojrzeć na to jak na proces decyzyjny. I uwzględnić kwestię odpowiedzialności ulokowanej wewnątrz a nie w czynnikach zewnętrznych.

  • niwna

    znam to doskonale … on kupował sobie krem w Seforze ,ja w Inermache.Zakupy dla domu -oczywiście co tylko bym chciała .. pod warunkiem ,że jemu to odpowiadało …Zarabiał 300 tyś rocznie .Piękny dom -tylko na niego i na kredyt żeby skarbówka się nie upomniała- płacony z konta mamusi ,bo ona wykazywała odpowiednie dochody. nigdy nie wolno było mi wziąć pieniedzy bez pytania ,a i to dostawałam z łaską i wzrokiem mówiącym -ja zarabiam to jest moje ,ty mnie okradasz /i nie chodzi tu o setki złotych ,a o góra 100 zł bo chciałam zrobić drobne zakupy i czekając ,aż syn skończy lekcje napić się kawy w mc donaldzie z inna mamą/ wakacje -oczywiście za granicą ,ale tylko ja ,syn jego rodzice ,on nie ,bo odpoczywal od nas z panienkami u boku …Po pojawieniu się syna chciałam wrócić do mojej pracy to usłyszałam co z ciebie za matka ,stać mnie n to żebyś mogła z nim zostać?! Zostałam w domu… Nie kupowalam sobie nowych ciuchow ,wyposażenie domu tylko z nim i to co się jemu podobało -przecież nie zarabiałam to nie miałam odwagi wydawać co nie moje …W koncu zachorowałam ,nagle zaczęelo mu przeszkadzać ,że nie pracuję -teraz wiem ,ze pomysl założenia firmy byl po to ,żebym mogła się utrzymać jak mną się znudzi ,tylko ,że firma byla ścisle zwiazana z jego firma bez tego nie miała prawa bytu.

    Wszyscy zachwycali się nami jaką jesteśmy fajna parą ,no bo byliśmy-dla wszystkich i do czasu jak pojawiła się młodsza ,zdrowa i sprytniejsza ;) ja musialam się wyprowadzić z synem .Mieszkalismy kątem u znajomych. on sam w ogromnym domu .Należało mi się za głupotę -konkubiny nawet po 15 latach związku nie mają prawa do niczego. Panienka postawiła twarde warunki -biorą ślub… A przez to ,ze ja wystąpilam do sądu o alimenty na syna -zaczął mnie niszczyć -najpierw nie pojawiał sie na rozprawie,potem nie płacił ,a teraz odebrał mi dziecko… Nie mam sily przebicia ,bo nie stać mnie na prawników ,żyję z zasiłku z opieki spolecznej i dodatku pielęgnacyjnego jestem bardzo chora i dla sądu to byl argument na ograniczenie mi praw rodzicielskich… Syna nie widuję ,ja nie mam sposobu żeby go odwiedzic ,ojciec go nie przywozi ,nie wiem kiedy choruje ,do jakiej szkoły po gimnazjum poszedł. Ostatni założyl sprawę o odebranie mi całkowite praw rodzicielskich ,bo nie płacę dobrowolnych alimentow jakie chcial -600 zł /zasiłek to 380 miesiecznie/ on zarabia ok 30 tysiecy miesiecznie … Sym powiedzial naszemu znajomemu ,że tata to robi ,bo musial mamie płacić alimenty .Nie wróci do mnie bo jak mam go utrzymać z moich pieniędzy ? i jak konkurować z portfelem ojca … ja jeżdżę na wózku ,on nowym volvo… W sądzie powiedział ,ze biłam syna … wiedzialam ,że nie jest człowiekiem ,ale takiego kłamstwa się nie spodziewałam …Nie mam już siły

  • Beata

    Nieustannie – jako kobietę – zadziwia mnie zbyt częsta bezradność kobiet. Rozumiem, że czasami niesamowicie skomplikowały sobie życie i są uwikłane w sieć problemów, ale spora część przypadków jest prostsza. Można odejść z takiego układu, można sobie poradzić. Ale kobiety nie chcą, nie wierzą w siebie, w swoje siły. Nawet nie próbują! Nie wiem, czy to wina uzależniania finansowego od dziecka bez nadszarpnięcia tego układu w odpowiednim czasie i nauczenia swego rodzaju odpowiedzialności. Taka pasywna postawa w stosunku do życia jest druzgocząca… Powinno się częściej poruszać tematy godności, zwłaszcza w mediach. Mam nadzieję, że Twój post przyczyni się do otwarcia oczu na tę kwestię :)

  • Przemoc ma najprzeróżniejsze formy, często przenikające się wzajemnie. Można ją odmieniać, dzielić i grupować, ale przemoc to przemoc, nie ma gorszej czy lepszej – to zło i tyle. Zaczyna się od najwcześniejszych lat życia – dzieci często słyszą, że ma być tak czy tak, „dopóki ja cię utrzymuję”. W domyśle – masz się zgadzać na wszystko, nawet życie w rodzinnym piekiełku. Jedyne, co możemy zrobić dla naszych dzieci, to przykładem pokazać im na co dzień, czym jest szacunek – nie wyśmiewać, nie kpić, nie obmawiać, nie oczerniać, nie wrzeszczeć… niby niewiele, a wystarczy.

  • Przemoc to przemoc – niezależnie w jakiej formie.

  • Mam taki przypadek wśród moich bliskich. Młoda dziewczyna zapragnęła bycia żoną i matką. W w wieku 19 lat zaszła w ciążę, wzięła szybki ślub, edukację skończyła na drugiej klasie liceum, trzecią zrobiła zaocznie. Bez matury, bez wykształcenia, bez żadnych perspektyw. Zaczęło dziać się źle już kilka miesięcy po porodzie, kiedy okazało się dla chłopaka, że dziecko kosztuje. Wykorzystywał od początku fakt, że młoda mama nie ma grosza przy duszy, nie ma pomocy finansowej od najbliższej rodziny, nir ma możliwości pójścia do peacy. Zabraniał jej robienia samodzienie zakupów, cedził marne grosze na jedzenie i ubrania dla niej, choć twierdził, że na dziecko nie żałuje. Dostawała upokarzające tygodniowe kieszonkowe na siebie i syna. On dobrze zarabiał, ale w jego oczach jego pieniądze jej się nie należały. Teraz mają już dwoje dzieci, a sytuacja nie wygląda lepiej. Co gorsza mieszkają w jeg rodzinnym domu, wobec tego ona jest od niego zupełnie zależna. Probowalam wielokrotnie tłumaczyć jej, że fakt, że jeśli Twój mąż nie pozwala Ci zjeść śniadania i obiafu, a w ramach litości nad Tobą łaskawie zrzuca Ci na talerz resztki kolacji jest taką samą przemocą jak bicie i okaleczanie. Jak mam jej pomóc, jak wyperswadować to fałszywe poczucie winy i zależnosci?

  • Mam taki przypadek wśród moich bliskich. Młoda dziewczyna zapragn3ła byvia żoną i matką w. W wieku 19 lat zaszła w ciążę, wzięła szybki ślub, edukację skończyła na drugiej klasie liceum, trzecią zrobiła zaocznie. Bez matury, bez wykształcenia, bez żadnych perspektyw. Zaczęło dziac się źle już kilka miesięcy po porodzie, kiedy okazało się dla chłopaka, że dziecko kosztuje. Wykorzystywał od początku fakt, że młoda mama nie ma grosza przy duszy, nie ma pomocy finansowej od najbliższej rodziny, nir ma możliwości pójścia do peacy. Zabraniał jej robienia samodzienie zakupów,cedził marne grosze na jedzenie i ubrania dla niej, choć twierdził, że na dziecko nie żałuje. Dobrze zarabiał, ale w jego oczach jego pieniądze jej się nie należały. Teraz mają już dwoje dzieci, a sytuacja nie wygląda lepiej. Co gorsza mieszkają w jeg rodzinnym domu, wobec tego ona jest od niego zupełnie zależna. Probowalam wielokrotnie tłumaczyć jej, że fakt, że Twój mąż nie pozwala Ci zjeść śniadania i obiafu, a w ramach litości nad Tobą łaskawie zrzuca Ci na talerz resztki kolacji jest taką samą przemocą jak bicie i okaleczanie. Jak mam jej pomóc, jak wyperswadować toffałszywe poczucie winy i zaleznosci?

  • Dobrze że o tym piszesz, że tego nie przemilczasz…to dużo.

  • Guest

    Mam

  • Mnie zadziwia fenomen takiego uwikłania, w którym okazuje się, że zależność finansowa wcale nie wymaga, by wykorzystujący partner miał przewagę w portfelu. Znane są mi sytuacje, kiedy to właśnie strona zarabiająca więcej jest ofiarą tego/tej, który/która zarabia mniej. Ciągnięcie w dół, wpędzanie w wyrzuty sumienia, granie na emocjach, ograniczenie możliwości cieszenia się z tego, do czego się doszło, korzystania z tego. Zabijanie radości.
    Nieco sztuczne są te podziały na przemoc ekonomiczną, fizyczną, seksualną, psychologiczną. Często współistnieją one obok siebie. Uzupełniają się. „Przyzwolenie” na jedną jej formę, niezależnie od typu relacji, bywa nieplanowanym, nieświadomym zaproszeniem do kolejnej. I kolejnej. I nie chodzi mi tu bynajmniej o rolę ofiary w sytuacji przemocowej. Bo to temat tak obszerny, że zasługujący raczej na oddzielny artykuł, niż na kilka słów komentarza.

    Pozdrawiam Cię Konradzie.

  • Na podobnej zasadzie może działać taka forma przemocy wobec dzieci. „Jesteś ode mnie zależny, wybieraj – my albo Twoje widzimisię. Jeśli Twoje, to wynoś się z domu”. Trudniej wtedy zgłosić się po pomoc, jeśli dziecko nie jest dorosłe lub dopiero w nią wchodzi.

    Nie jest na to wszystko gotowe. W dodatku otrzymuje sygnały, że jest niekochane, że jego wartość zależy od jego wyborów… I tkwi potem w patowej sytuacji. Zalęknione, bezbronne. Pół biedy, kiedy z tego domu szybko „wychodzi”. Gorzej, jeśli uzależnienie sprawia, iż pozostaje w nim już mentalnie, a nawet fizycznie, do końca życia.

    Dobrze, że nie milczysz. Dzięki Konrad.

  • Z perspektywy czasu stwierdzam, ze mój były mąż próbował „tej sztuczki”, wykorzystywał moją zależność finansową od niego by mnie kontrolować. Na szczęście w porę otworzyłam oczy ja, w porę zobaczyli moi rodzice co się dzieje i mi pomogli się wydostać z tego powoli wciągającego mnie bagna.
    Strasznie ciężki temat. Trzeba mieć w sobie naprawdę dużo siły by odejść od takiego męża.

  • Znam z życia, koleżance pomogło jedno krótkie zdanie, wypowiadając je nie byłam w ogóle świadoma jego mocy: – Ja bym tak nie mogła. Ono podobno zmieniło w jej życiu wszystko, o czym mi powiedziała dopiero po tym jak od niego odeszła.

{social-facebook-like}