Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Bo jesteś

Istnieją rytuały religijne i świeckie. Rytuały przejścia, inicjacji, wykluczenia i powrotu. Istnieją też rytuały najważniejsze, bo codzienne.

O jednym wspominam tu często. Kiedy Lila zasypia, mówię, że jest piękna, mądra i dobra, że kochamy ją bardzo. Pytam, czy wie dlaczego i szybko wyjaśniam: bo jesteś. A jest przecież – zaraz będą dwa lata – bo kochamy i siebie i ją.

Kiedy podróżuję, uruchamiamy Skype, Kamila trzyma najmłodszą na kolanach i rozmawiamy w ten sposób. A jeśli Internet nie działa, nie ma warunków, bo lotnisko lub pociąg, to przynajmniej telefon, kilka sekund, tatusiu. Nasz rytuał, choć spłaszczony i na odległość, trwa.

Tylko raz zapytano mnie, czemu służą te nasze rozmowy. Pytanie było podchwytliwe: kryła się za nim teza, w tezie oskarżenie. Oskarżano o potencjalny narcyzm i równie potencjalną arogancję. Odpowiedziałem wtedy, że i jedno i drugie jest w naszej rodzinie obciążeniem genetycznym. Nie można pomóc, bardziej zaszkodzić również nie sposób. Bóg mi świadkiem, było blisko innej odpowiedzi, pozbawionej wirtuozerii, zwyczajnie i po prostu: oddal się pospiesznie, człowieku.

Widocznie Bóg interweniował, bo zamiast przeklinać, dodałem, że wszyscy tęsknimy do rodziców (czasami tylko wymyślonych), którzy wierzą i akceptują. Takich, którzy jeśli wymagają, to mądrze, jeśli krytykują, to bez odrzucenia. Szanują, troszczą się, trwają.

A skoro o szacunku. Jeden z pacjentów Nathaniela Brandena miał powiedzieć  Mój ojciec rozmawiał bardziej uprzejmie z każdym kierowcą autobusu niż ze mną. Pomyślałem, że to smutna prawda o naszym pokoleniu.

Przywykliśmy, że dzieci w najlepszym wypadku nie mają głosu. W najgorszym: znowu to zrobiłeś, nie mam już siły, ile razy mam powtarzać, debilu. Odbieramy im prawa, w tym prawo do szacunku, bo wciąż zbyt często mylimy wychowanie z tresurą. Łatwiej zabronić niż wyjaśnić.

Dzieci potrzebują więcej, widzą świat inaczej, używają innego języka. Uczą się. Opieka nie jest relacją równorzędną. Nie zawsze możemy traktować ich na równi z dorosłymi. Ale szacunek wymyka się z tych podziałów. Kilkulatek traktowany z mniejszą uprzejmością, mniej poważnie, w końcu kiedy staje się dla dorosłych niewidzialny, nasiąka przekonaniem, że jest niewystarczający. Bywa, że ten deficyt uwiera przez całe późniejsze życie. Nigdy dość powtarzania, że musimy uważać na to, co i jak mówimy naszym dzieciom. One w to uwierzą.

Szacunek to również, a może przede wszystkim słuchanie. Czytanie zachowań, pytania, uważność. Kiedy dziecko płacze, to znaczy, że coś przeżywa, nie wymyśla i nie przesadza. Gdy mówi że się boi, odczuwa strach, nawet jeśli nieuzasadniony, to zawsze realny.

Nie można pozwalać na wszystko, to jasne, nie zawsze musimy się zgadzać. Ale zawsze musimy wysłuchać.  Inaczej dajemy małemu człowiekowi do zrozumienia, że jego uczucia, pragnienia, porażki i sukcesy, nie są istotne. W rezultacie on sam przestaje być istotny dla siebie.

Rytuały mają swój cel. Za pozornym kryje się niepozorne, oczekujemy, że coś się zmieni. Mówię więc najmłodszej, że jest piękna, mądra i dobra. Przede wszystkim, że jest kochana. Robię to z nadzieją, że kiedy już w to uwierzy, świat nie zdoła podważyć, że zasługuje na miłość. Bo, że będzie próbował, wszyscy wiemy zbyt dobrze.


Planowałem opublikować powyższy tekst w Dzień Dziecka, 1 czerwca. Dedykować go dzieciom i wolontariuszom z AKADEMII PRZYSZŁOŚCI, bo 1 czerwca jest tak bardzo ich. Myślę, że mimo dwóch dni spóźnienia, życzenia nie tracą na aktualności. Możecie wszystko, więc wszystkiego Wam życzę. Bycie obok Was, jest jednym z najważniejszych elementów mojej pracy.

{social-facebook-like}