Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Dobrzy ojcowie trzymają się razem

Są badania, które mówią, że obraz ojca wpływa na obraz Boga. O Bogu myślałem, że jest dobry i miły, ale nie interesuje się mną szczególnie. Że Bóg to jak karta BP – zdobywasz punkty, które możesz wymienić na parasol.


 W klubie przedstawiają się imieniem, liczbą i wiekiem swoich dzieci. Przynajmniej raz w miesiącu unikają kobiet. Ostatnio szukali źródeł Wisły.

Spotkanie w lipcu otworzył Tomasz (bliźnięta – 11 lat, i syn – 6). Zapytał o pracę domową. Przed miesiącem mówili o konsekwencji: Czy jeśli czegoś zakażę, jestem w tym konsekwentny? I czy konsekwentnie nagradzam swoje dzieci? Czy dotrzymuję słowa? Czy traktuję wszystkie swoje dzieci podobnie?

Ojciec nr 1, z końca sali, sześcioro dzieci (rekordzista w grupie):

– Mamy z tym problem, całkiem poważny. Konkretna sytuacja: umawiamy się z tym trzynastoletnim, że będzie mógł jechać na wycieczkę, jeśli poprawi oceny. Nie poprawił, a żona idzie do nauczycielki i mówi: „Przecież on się tak starał”. I to tyle, jeśli chodzi o konsekwencję.

Ojciec nr 2 (9 i 8 lat):

– Przyjęliśmy z żoną, że nie podważamy swoich decyzji. Zdarza się, że Marysia o czymś zdecydowała, a syn przychodzi do mnie z nadzieją, że będzie inaczej. Mówię wtedy: „Mama podjęła taką decyzję, musisz rozmawiać z nią”. Czasami widzę, że przegięła – wtedy rozmawiamy, ale sami. Dopiero później mówimy dzieciom o zmianie. To się nam sprawdza.

Ojciec nr 3 (13 i 7 lat):

– Po ostatnim spotkaniu zacząłem podkreślać pozytywną stronę konsekwencji. Byliśmy na lodach i mówię do nich: „Wczoraj obiecałem wam lody i jesteśmy. To też jest konsekwencja. Nie tylko wtedy, jak proszę o mycie zębów”. Jedzą te lody i mówią: „Aha, aha”.



Zrobiłem to, co robi mój tata

Mają swoją książkę – drogowskaz. To „7 sekretów efektywnych ojców” Kena Canfielda. Canfield założył Narodowe Centrum Ojcostwa (National Center for Fathering). Na stronie organizacji czytamy: „Wierzymy, że każde dziecko zasługuje na tatę, na którego może liczyć”.

Jeden z rozdziałów to „Bezpieczeństwo i troska” i właśnie o tym będą dzisiaj rozmawiać. Spotkanie prowadzi Adam, wykładowca akademicki (panowie zmieniają się co miesiąc). Projektor, zabawny film, wzruszający film, kilka definicji, bo czym właściwie jest troska? Na jednym slajdzie komiks i dialog:
– Tato, to jest Adam.
– Cała przyjemność po moim trupie.

Później praca w grupach. Ojcowie wymieniają potrzeby swoich dzieci, takie jak: potrzeba ruchu, bezpieczeństwa fizycznego, potrzeba granic, bliskości, kontaktu fizycznego, pochwał, czułości.

Kolejny slajd to pytania: „W jaki sposób Twój ojciec opiekował się Tobą? W jaki sposób wpłynął na Twoją postawę opiekuńczą względem dzieci?”. Adam rozdaje każdemu materiały, w tym wiersz:

W ostatnim tygodniu
Czytałam w gazecie o chłopcu
Trzynastolatku
Uratował życie swojego brata
Zawiózł go do szpitala
Samochodem ojca
Chociaż
Nie umiał prowadzić
Wytłumaczył się
To nic takiego. Zrobiłem tylko to, co robi mój tata.

I dalej:

Dlaczego tak wiernie trwałeś przy swoim synu podczas odwyku?
– Zrobiłem to, co robi mój tata.
Dlaczego z taką wściekłością rzuciłeś narzędziami w pralkę?
– Zrobiłem to, co robi mój tata.

Wiersz jak puszka Pandory. Dyskusja wypełnia całe spotkanie. Jeden z ojców sugeruje, żeby kontynuować temat za miesiąc.

Perspektywa syna – Adam

Są badania, które mówią, że obraz ojca wpływa na obraz Boga. O Bogu myślałem, że jest dobry i miły, ale nie interesuję się mną szczególnie. Że Bóg to jak karta BP – zdobywasz punkty, które możesz wymienić na parasol.

Tata to był ciepły i dobry człowiek. Taki miś – zawsze można się przytulić. Ja też jestem emocjonalny. Potrafię przytulić swoich synów, a wiem od kolegów, że to nie zawsze przychodzi łatwo.

Większość czasu spędzał pod stertą gazet. Wracał z pracy i albo czytał, albo oglądał telewizję. To mi się nawet podobało, bo zawsze mieliśmy dobre czasopisma. Dopiero później zobaczyłem, że on znikał pod tymi gazetami. Mama przejęła większość ról – zajmowała się naszą edukacją, chodziła na wywiadówki, pilnowała wizyt u lekarza.

Od czasu do czasu organizował nam wycieczki. Zabrał mnie na weekend do Warszawy i poszliśmy do kina stereofonicznego. Wielkie przeżycie.

Jak zdawałem na studia, chciałem, żeby przywiózł mi z Krakowa katalogi: ile punktów trzeba zdobyć, jakie są progi. Bardzo mi zależało, ale zapomniał. Pokłóciliśmy się wtedy. Później miał wypadek, stracił przytomność i już się nie obudził. Rozstaliśmy się w gniewie. Najpierw byłem zły o te katalogi. Później o to, że umarł. W akademiku widziałem, jak do kolegów przyjeżdżali ojcowie: przywozili im rzeczy, montowali półki. Nie miałem takiego wsparcia.

Przez większą część życia moja opinia o sobie zależała od innych. Wiedziałem, że zrobiłem coś dobrze, dopiero kiedy mnie pochwalono. Negatywna opinia, nawet pojedyncza, odbierała mi dobre zdanie o sobie.

Perspektywa syna Krzysztof

Pamiętam, jak tata uczył mnie jeździć na rowerze. Ćwiczyliśmy między garażami. Miałem mały rower – żółtego Reksia. Domontowaliśmy długi kij. Ojciec mnie puścił, jechałem sam. Utrzymałem równowagę.

Zostawił nas, jak miałem sześć lat. Spakował się i opuścił dom. Nie, chyba nie byłem zły. Rozmawialiśmy z mamą, starała się nie mówić o tacie źle. Utkwiło mi w głowie takie zdanie: „Pamiętaj, to Twój tata – zawsze powinieneś podać mu szklankę wody”.

Miałem obok siebie innych mężczyzn. Niemal całe wakacje spędzałem u wujka – to był dobry wzór męskości.

Żal? Czasami. Zasypiałem i przychodziła myśl: „A inne chłopaki to mają tatę, a ja nie mam” albo „Tato, dlaczego się nie spotykamy?”. Miałem proste potrzeby: pomóc w lekcjach, nasmarować rower, zabrać na sanki. Mama była z nami. Dla nas. Ona doskonale sobie poradziła w swojej roli. Może dlatego nie odczuwałem tego braku?

Tata jakoś tam wspierał nas ekonomicznie. Lata 80, bardzo trudne czasy. Ta pomoc była potrzebna. Pojawiał się w domu, ale sporadycznie i nie rozmawialiśmy. Raczej krótkie: „Cześć. Cześć. Co słychać?”. To było dawno, naprawdę niewiele pamiętam.

Któregoś razu przywiózł mi z Turcji radiomagnetofon kasetowy. To akurat zapamiętałem. Taki magnetofon to było coś.

Był instruktorem nauki jazdy, uczył mnie przed egzaminem na prawo jazdy. Miałem 17 lat, mieliśmy wtedy lepszy kontakt. A później tak się potoczyło, że wrócił. Zamieszkał z mamą. Byłem na studiach. Gdy przyjeżdżałem do domu, to wyciągał mnie do garażu. Miał smykałkę do mechaniki.

Czasami ludzie się rozstają. Było jak było. Tata nie żyje – to już jest dawno za mną. Na pewno żałuję, że nigdy nie porozmawialiśmy. Nie zapytałem: „Tato, jak to wyglądało z Twojej strony? Nie tęskniłeś?”. Mam taką nadzieję, że kiedyś usiądziemy przy św. Piotrze i nadrobimy. Ojciec z synem.

Wiesz, myślę, że ten wątek nie ma dużego wpływu na moje ojcostwo. Że możemy to spokojnie pominąć. Chyba nie chciałbym o tym wiele mówić.

Moje dzieci? Mam nadzieję, że nigdy nie będę tego przechodzić – braku taty.

Perspektywa syna – Tomasz

Chodziliśmy w góry. Długie, piesze wycieczki. Miałem 7 lat, a jednego dnia potrafiliśmy przejść 20 km. Mówiłem: „Hej, tato! Weź mnie na barana!”. Dopingował mnie: „Dasz radę, jeszcze trochę!”. Do dzisiaj stawiam sobie poprzeczki wysoko.

Dopingował, ale częściej wymagał. Wracałem ze szkoły i mówiłem, że dostałem czwórkę z fizyki. Pytał wtedy, czy nie było wyższych ocen. Jak przyniosłem piątkę, to „dlaczego nie szóstkę?”. Bardzo chciałem, żeby mnie zauważył. Czekałem na pochwałę, której nigdy nie było.

Na kempingu zaczepił mnie obcy chłopak. Był większy, bałem się. Czułem się fizycznie zagrożony. Tata nie zareagował, to ktoś inny stanął w mojej obronie. Bardzo brakowało mi takiego głosu: „Hej, przestań, to jest mój syn! Zostaw go!”.

Przed studiami rodzice przekonali mnie do złożenia dodatkowych dokumentów w innym mieście. Zaprosili mnie do salonu, mówili wspólnym głosem. To było bardzo cenne.

Jako dorosły człowiek szukałem akceptacji u innych. Za wszelką cenę chciałem zdobyć uznanie przełożonych, a kiedy to się nie udawało – cierpiałem. Praca stała się studnią bez wody, bez światła. Bez warunków do życia.

Myślę, że to ważne, żeby wiedzieć, czego nie dostałem od taty. Z taką prawdą o sobie można coś zrobić. Chciałbym dać swoim dzieciom to, czego sam nie dostałem. Między innymi po to założyliśmy klub: żeby wzmacniać dobre strony swojego ojcostwa, a tam, gdzie nam czegoś brakuje, uczyć się od innych.

Być tatą

Joanna Włodarczyk w badaniu „Być tatą” pisze, że ojciec do początku XX w. odgrywał rolę króla – decydował i oczekiwał bezwzględnego posłuszeństwa. Ale król abdykował, a tron został pusty. Ojcowie przestali być obecni. Najpierw dosłownie, bo ginęli na frontach I i II wojny światowej. Później emocjonalnie – choć pojawiali się fizycznie, nie budowali więzi ze swoimi dziećmi. W 2007 r. w badaniu przeprowadzonym w ramach kampanii „Powrót Taty” padło pytanie: Czy rozmawiałeś ze swoim tatą o uczuciach? „Tak” odpowiadało 3% ankietowanych.

Wejście w nieznane

Do Adama ojcostwo przychodziło etapami. Pierwszy urodził się Aleksander:

– Miałem 23 lata, byliśmy na studiach, mieszkaliśmy w kawalerce. Było biednie, ale wesoło. Od początku bardzo kochałem syna. Ponad życie. Ale emocjonalnie nie byłem gotowy na zostanie ojcem. Bo przecież jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, nie czas się statkować.

Drugi etap to Antek, dzisiaj ma 11 lat.

– To był przełom, dojrzałem. Ale wtedy między mną a pierwszym synem stała już ściana. Uwierało. Zobaczyłem, że Alek jest jak ja. Posprzątał i mówił: „Zobaczcie, jak dobrze posprzątałem”. Był zadowolony, kiedy usłyszał pochwałę.

Pojechaliśmy na wspólny obóz. Tworzyliśmy zespół, rywalizowaliśmy z innymi. Okazało się, że razem potrafimy wygrywać. Ściana zaczęła pękać. Później były warsztaty Tato.net. Nie wiem, jak na nie trafiłem. Może mail, może znalazłem w sieci. Czułem, że powinienem tam być. Dostałem kwestionariusz „Jak dobrze znasz swoje dziecko?”. Okazało się, że nie wiem, jak ma na imię przyjaciel mojego młodszego syna ani jakie kolory lubią. Wróciłem do Krakowa z postawieniem: lepiej poznam swoje dzieci. Jakiś czas później odebrałem wiadomość: „W Krakowie powstaje klub ojca. Może chciałbyś do nas dołączyć?”.

Córka sprawiła, że Krzysztof na chwilę stracił zdolność opisywania świata. Miał 31 lat:
– Dostałem Polę do rąk i to było niewyobrażalne. Nie da się tego opisać. Uczucie eksplodującej dumy i radości. Że oto jest – tu i teraz. Jest na tym świecie z nami! Zostałem tatą późno i miałem wiele rzeczy poukładane. Wiedziałem, że nasze życie się zmieni. Chciałem zainwestować czas w ojcostwo. To trochę jak z interesującą  dziewczyną, którą poznajesz: chcesz się z nią spotykać, lepiej dla niej wyglądać, łatwiej o kompromisy. Inwestujesz, bo Ci zależy.

Jakiś czas później dołączył do nich syn.

– Urodził się Tomek i to znów była wielka radość. Mieliśmy już doświadczenie i wiele rzeczy przychodziło nam łatwiej. Znasz anegdotę o monecie? Jeśli pierwsze dziecko połknie monetę, to biegniesz na pogotowie. Jak drugie, czekasz, aż sprawy załatwią się same. Przy trzecim mówisz: „Wisisz mi dwa złote”.

Do Krzysztofa zadzwonił kolega, z którym wcześniej mijali się na korytarzu w szkole córek. Zaprosił na spotkanie klubu. Krzysztof pomyślał: „Kobiety spotykały się przy darciu pierza albo na targu i rozmawiały o swoim macierzyństwie. Mężczyźni? W korporacji, przy biurku? Można, ale to krótka rozmowa, dwa zdania. To nie jest głupi pomysł, jestem ciekaw”.

Tomek:
– Chcieliśmy mieć dzieci. Miałem 25 lat, kiedy urodziły się bliźniaki. I wielkie szczęście, że mamą moich dzieci jest właściwa osoba. Czułem pewnie to, co większość mężczyzn… Cieszyłem się, wielka radość. Ale nie od razu zrozumiałem, że ojcostwo to kolejny etap, że to kariera, która trwa całe życie. Myślałem o tej pierwszej – zawodowej.

Dziecko, zwłaszcza pierwsze, to duża sprawa. Pojawia się niepewność o jutro, bo nie odpowiadamy już tylko za siebie. Odpowiadamy za nowego człowieka. Bałem się tej odpowiedzialności. To było wejście w nieznane.

Dzieci miały 6 lat. Zrozumiałem, że powstaje luka, której nie będę mógł zapełnić. W pracy stawiałem sobie poprzeczkę wyżej. Pytałem siebie: co mogę zrobić lepiej? Jak mogę pracować efektywniej? Zacząłem zadawać te pytania inaczej: Co mogę zrobić, żeby być lepszym ojcem?


ht_3_02_b

ht_3_01_b

ht_3_03_b


Na stronie fathers.com przeczytałem, że jeśli ojciec chce zrobić coś dla swojego ojcostwa – jeśli ma to być tylko jedna rzecz w roku – to powinien dołączyć do klubu ojca. To jest oczywiście bardzo sprytne, bo obecność w klubie determinuje inne aktywności… Ale powiedziałem sobie: „Dobrze, zrobię to!”.

W Krakowie nie było takiego klubu. Założyliśmy go. Nie jesteśmy psychologami ani grupą wsparcia. Chcemy dzielić się konkretną wiedzą i materiałami, czymś bardzo praktycznym. Klub wspiera inicjatywa tato.net. Na jej stronie jest broszura „ABC Ojcowskiego Klubu”, a tam wypowiedź Kena Canfielda: „Dobrzy ojcowie trzymają się razem”.

Tomek:

– To ważne, żeby ojcowie się wspierali. Ojcostwo to maraton, bieg na długi dystans. Nawet jeśli jesteś dobrze przygotowany, dobrze mieć wsparcie.

Perspektywa ojca Krzysztof

– Rozmawialiśmy w klubie o zabawach. Adam opowiedział o rozgrywkach piłki balonowej. Gdzieś przeczytałem, że można z dziećmi bawić się w ściąganie sobie skarpetek. Usiedliśmy z synem na dywanie, zaczęliśmy próbować. Często wracamy do tych „zapasów”. Najpierw mu utrudniam, potem daję trochę fory. Jak wygrywa, jest duma: „Ach! Udało mi się!”. Lubię wychodzić z dziećmi np. na warsztaty czy wystawy i kiedy mówią po powrocie: „Mamo, mamo! Wiesz, jak było fajnie?”.

W kwestionariuszu „Jak dobrze znasz swoje dziecko?” nie potrafiłem odpowiedzieć na kilka pytań. Chciałem to uzupełnić. Zrobiłem tak, jak kolega z klubu – przeprowadziłem z dziećmi wywiad. Dla nich to było fajne: pan redaktor przyszedł z nami rozmawiać. A tam oprócz pytań o ulubiony kolor np. takie: „Czego ode mnie oczekujesz?”. Nie wiem, czy bez tego kwestionariusza zapytałbym dzieci wprost.

Łapię się na tym, że przychodzę do dzieci, kiedy śpią. Słucham, jak oddychają. I to są takie momenty, kiedy myślę: „Boże, jak dobrze, że jestem ojcem”. Chciałbym, żeby kiedyś powiedziały: „Mieliśmy fajnego tatę. Dużo nas nauczył. Pokazał nam świat”.

Perspektywa ojca – Adam

– Mamy w domu taki zwyczaj, że nie zasypiamy pokłóceni. W Piśmie Św. jest wers: „Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce” – traktujemy go dosłownie. Bywa, że przychodzę do swoich synów i mówię: „Przepraszam”. Również do żony, bo trudno o dobre ojcostwo bez dobrego macierzyństwa.

Podziwiam ich. W Olku chyba głównie to, że potrafi się rozwijać bez presji innych. Teraz zajmuje się grafiką komputerową, uczy się samodzielnie, pokazuje nam swoje prace. Antek jest stanowczy w najlepszym tego słowa znaczeniu. Jeśli wie, że coś jest złe, nikt go do tego nie namówi.

Już w klubie, całkiem niedawno, znów wypełniałem kwestionariusz „Jak dobrze znasz swoje dziecko?”. Poszło nieźle, a to znaczy, że poznałem swoje dzieci. Dotrzymałem słowa.

Perspektywa ojca – Tomasz

– Dawniej praca była osią mojego życia. Dzisiaj wyznaczam granice i lepiej planuję czas. Cieszę się, że mogę zrobić synowi kanapkę, zapukać do jego pokoju. Posiedzieć z nim, zapytać: „Co słychać, synu?”. To sprawia mi radość.

Jako dziecko nie grałem w piłkę, ale wiem, że dla mojego syna to ważne. Więc uczę się i próbuję. Podczas spotkań jeden z kolegów powiedział, że gra z dziećmi w domu. Balonem albo czymś miękkim. Robimy to samo.

Mieliśmy w klubie warsztaty z opowiadania historii. Opowiedziałem dzieciom, jak poznałem ich mamę. Zareagowali entuzjazmem, żona też. Dzięki historiom w dzieciach zostaje rodzinna tożsamość. To jest bardzo cenne – wiedzą, że są częścią czegoś większego.

Razem dyskutujemy o ważnych sprawach i dzieci współuczestniczą w podejmowaniu decyzji. Ostatnio rozmawialiśmy o wyposażeniu domu, usiedliśmy przy stole i powiedziałem, ile możemy wydać. Mogły wybrać: basen, huśtawka, może trampolina. Jestem więc w trakcie organizowania basenu.

Mamy takie powiedzenie: miało być pięknie, a wyszło jak zwykle. Chcę, żeby było pięknie.

Cztery albo osiem gałęzi

Krzysztof:

– Trochę chcemy zmienić świat. Jest takie powiedzenie, że dzieci nie rodzą się dla nas, tylko dla świata. Jeśli wychowamy mądrych, kochających ludzi, to zmiana przyjdzie.

Adam:

– W klubie są różne osoby: takie, które miały dobrych ojców i średnich. Na jednych zostawiło to ślad, na innych niekoniecznie. Przez nasz kraj zawsze przebiegał jakiś front, mężczyźni ginęli… Łańcuch dobrego ojcostwa został zerwany. Umiemy rozmawiać o polityce, biznesie, gospodarce, sprawnie rozwiązujemy światowe problemy. Ale nie rozmawiamy o swoim ojcostwie. Nam zależy, żeby ten łańcuch naprawić. Patrzymy w przód.

Tomek:

– Nie wiem, jak to jest w społeczeństwie. Nie jesteśmy ani socjologami, ani psychologami. Spotykamy się, żeby pracować nad swoim ojcostwem. Jeśli jest jedna, pojedyncza gałąź, to łatwo ją złamać. Jeśli mamy dwie, również łatwo. Ale jeśli już połączymy cztery albo osiem gałęzi, to one są bardzo silne. I tak jest z klubem, tak jest z rodziną. Walczymy!

Krzysztof:

– Myślę, że każdemu ojcu zależy na tym, żeby być fajnym tatą. Zależy na dobrych relacjach ze swoimi dziećmi i żonami.

32 minuty dziennie

Z badania Centrum Rozwoju Zasobów Ludzkich wynika, że polski tata spędza z dzieckiem średnio 32 minuty dziennie. W ankiecie przeprowadzonej przez TNS w 2013 r. tylko 16% osób wskazało tatę jako bliską osobę. 90% osób zadeklarowało, że nie rozmawia z ojcem na ważne tematy.

W Krakowie w 2015 roku urodziło się osiem tysięcy dzieci. W mieście mieszka 470 tys. mężczyzn w wieku produkcyjnym. Na spotkanie klubu przychodzi kilkunastu. Klub organizował wyprawę do źródeł Wisły pod hasłem „Pozwólmy odpocząć mamom”. Adam z żoną rozesłał informację do rodziców z klasy młodszego syna. Odpowiedział jeden ojciec. Nie był zainteresowany.

Zapytałem członków klubu: „Dlaczego tu jesteście?”. Dwa zdania pojawiały się najczęściej.

Kocham swoje dzieci. Nie jesteśmy wyjątkowi.

* * *

– Antek, jak tata?
– Mój tata? Mój tata w porządku.


Halo.Tato to projekt reporterski poświęcony ojcom i ojcostwu. Z jednej strony to historie konkretnych ludzi, z drugiej – próba stworzenia katalogu dobrych, inspirujących postaw. Projekt zakończy publikacja książki. Reportażom towarzyszą zdjęcia Agnieszki Wanat i krótkie formy wideo realizowane przez ISTV Media.

Za pomoc w realizacji tej części projektu, dziękuję Audio Network, Kraków Pinball Museum i Atlantic Squash Fitness. Na zdjęciach Adam Ryś z synami. Strona krakowskiego klubu „Tato-OK”: tato-ok.pl. Lista klubów działających w innych miastach dostępna na stronach tato.net

belka_sponsorska_art_bz_wbk

  • Leeni

    Dobrze, że powstaje taki cykl.

  • Myślę, że taki kwestionariusz z pytaniami „Jak znasz swoje dziecko” to i wielu matkom by się przydał.

  • SPLIN

    „Pozwólmy odpocząć mamom” …co może zrobić ojciec: regularne sprzątać po sobie, prać po sobie, gotować całej rodzinie posiłki co drugi dzień – a nie zwiewać na wyprawę do źródeł Wisły. Mamy same chętnie by zwiały z dziećmi na wyprawę, zostawiając dom do ogarnięcia ojcom.

    Największym problemem mężczyzn-ojców był i nadal jest: mizoginizm.

  • Dot

    „W akademiku widziałem, jak do kolegów przyjeżdżali ojcowie: przywozili im rzeczy, montowali półki. Nie miałem takiego wsparcia.
    Przez większą część życia moja opinia o sobie zależała od innych. Wiedziałem, że zrobiłem coś dobrze, dopiero kiedy mnie pochwalono. Negatywna opinia, nawet pojedyncza, odbierała mi dobre zdanie o sobie.” Jakbym czytała własne myśli…

    „Wiesz, myślę, że ten wątek nie ma dużego wpływu na moje ojcostwo. Że możemy to spokojnie pominąć. Chyba nie chciałbym o tym wiele mówić.
    Moje dzieci? Mam nadzieję, że nigdy nie będę tego przechodzić – braku taty.” Mocno wierzę w to, że moje dzieci (jeśli będę je miała) nigdy nie doświadczą tego, co ja. Gdyby się tak stało, czułabym, że to w jakimś stopniu moja wina, że coś zrobiłam nie tak, gdzieś popełniłam błąd i dlatego nie mają normalnego domu i kochających się rodziców. Zgadzam się ze zdaniem Tomasza: „Myślę, że to ważne, żeby wiedzieć, czego nie dostałem od taty. Z taką prawdą o sobie można coś zrobić. Chciałbym dać swoim dzieciom to, czego sam nie dostałem.” Sama również chciałabym dać moim dzieciom to, czego sama nie miałam.

    „Wracałem ze szkoły i mówiłem, że dostałem czwórkę z fizyki. Pytał wtedy, czy nie było wyższych ocen. Jak przyniosłem piątkę, to „dlaczego nie szóstkę?”.” Hah, zupełnie jakbym słyszała moją mamę, kiedy byłam mała. Zapytana o to po latach tłumaczyła, że chodziło jej o to, czy wiedziałam jakie błędy popełniłam, że nie dostałam piątki. Może i tak, ale brzmiało to jak ciągłe pretensje o niespełnianie jej oczekiwań.

    „Mieliśmy w klubie warsztaty z opowiadania historii. Opowiedziałem dzieciom, jak poznałem ich mamę. Zareagowali entuzjazmem, żona też. Dzięki historiom w dzieciach zostaje rodzinna tożsamość. To jest bardzo cenne – wiedzą, że są częścią czegoś większego.” Takie historie są bardzo fajne :) Ale nie wszyscy mają takie rodziny, w których się je opowiada.

    „– Myślę, że każdemu ojcu zależy na tym, żeby być fajnym tatą. Zależy na dobrych relacjach ze swoimi dziećmi i żonami.” Nie wiem z czego to wynika, ale niestety nie każdemu.

    Wspaniały wpis i cieszę się, że ktoś wpadł na pomysł stworzenia takiego klubu :)

  • Dzięki Janek )

  • Zaczytałam (zakochałam) się w tym tekście, w promowanej idei i historiach ojców!

  • Piękna sprawa taki klub ojców. Jest tyle miejsc i różnych warsztato-kręgów dla mam , że super że ktoś pomyślał o ojcach

  • Marcin Maj

    Dałbym bardzo dużo, żeby mój tata miał taką świadomość siebie i poszedł np. do takiego klubu. Świetni bohaterowie, choć jest w tych historiach sporo smutku. Dziękuję Wam.

  • Przeczytałam ze szczerym zainteresowaniem. Wprawdzie temat raczej mnie nie dotyczy, jako dziewczyny w wieku młodocianym i bez dzieci w najbliższych planach, ale mam w końcu ojca, mam znajomych… I widzę. Nie mam z ojcem niesamowicie dobrych relacji, ale jestem do niego mocno podobna (dwóch introwertyków…), jeździmy razem szukając bunkrów i słuchając Sabatonu, i mamy ogólnie wspólne tematy ;) Mam kumpla, który mieszka tylko z matką. Kochany chłopak, ale widzę, jak zazdrości mi ojca, i tych bunkrów i muzeów… On lubi majsterkować, ale nie ma kogoś, kto by go nauczył, do wszystkiego dochodzi sam. Interesuje się historią, ale nie ma z kim pogadać o rakietach i haubicach, więc rozmawia ze mną. To jest wręcz niesprawiedliwe, to jest taka tragedia dzisiejszych czasów, że dzieci mają wychowywać się bez ojców. Jakim ojcem będzie w przyszłości mój kumpel?

    • Dot

      Odpowiadając na pytanie, myślę, że dobrym. Szczerze wierzę w to, że brak ojca nie determinuje aż tak bardzo tego, jakimi rodzicami będziemy.

  • Świetna sprawa taki klub ojców – aż muszę poszukać czy w Warszawie jest coś takiego i zapytać męża czy nie chciałby dołączyć. Bo rzeczywiście my mamy mamy gdzie pogadać o naszym macierzyństwie, a ojcom takich miejsc brakuje.

{social-facebook-like}