Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Nieustająco przekraczam bariery

Uznał, że innym należy pomagać mądrze. Tak, aby sami mogli nieść pomoc dalej. Znany ze Stowarzyszenia WIOSNA i Szlachetnej Paczki oraz mówieniu o Bogu inaczej. Jacek Stryczek, ksiądz, który sypiał na podłodze, a przed galerią handlową rozstawił konfesjonał. O sytuacjach granicznych, podejmowaniu wyzwań i o tym, jak rozumie męskość.

[fb_button]

Bywa, że Ksiądz się boi?

Tak, ale rzadko.

Pytam, bo jeśli ktoś w Alpach wpada w szczelinę lodowca, zostaje wyciągnięty przez przyjaciół i chwilę później – jak gdyby nigdy nic – idzie dalej, to zastanawia.

Chwilę później wpadłem drugi raz. (śmiech)

Zaczęliśmy wchodzić na Elbrus przy padającym śniegu i we mgle. We czterech. Wracając weszliśmy na pole lodowe.  Wtedy wpadłem po raz pierwszy – tylko do pasa. Na Mont Blanc spadłem około dziesięć metrów. Na szczęście nic się nie stało, a adrenalina pozwoliła iść dalej.

Moja postawa życiowa to droga pod górę, ciężko, tam gdzie wyzwania. Boję się jak wszyscy, natomiast nieustająco przekraczam bariery i ograniczenia.

Moja postawa życiowa to droga pod górę, ciężko, tam gdzie wyzwania. Boję się jak wszyscy, natomiast nieustająco przekraczam bariery i ograniczenia.

Strach przed byciem niewystarczającym jest obecny wśród mężczyzn? John Eldredge, inni autorzy, poświęcają temu dużo uwagi.

Wiem, że wszyscy zaczytują się w „Dzikim sercu”. Eldredge napisał tę książkę ze swoją żoną i ta książka jest bardzo kobieca. Nie o to chodzi. Lęk, strach, są obecne. Trudno powiedzieć, że ich nie ma. Nie rozumiem jednak, w czym tkwi problem. Jeśli wchodzę na ścianę i boję się, że spadnę, to trzymam się pewniej. Strach jest, ale nie ma potrzeby, żeby się nad nim skupiać szczególnie.

A jeśli strach paraliżuje i w ogóle nie wchodzę na ścianę?

Kryzys męskości istnieje. Mężczyźni zniewieścieli – nie rozumieją, że życie polega na wyzwaniach. Jeśli odrzucają wyzwania, to nie odczuwają satysfakcji wynikającej z tego, że przekraczają pewną granice. Nie czują swojej męskości. W efekcie jeszcze bardziej utwierdzają się w zniewieściałym świecie, w którym szukają komfortu.

W moim środowisku, w Męskiej Stronie Rzeczywistości, taki człowiek natychmiast otrzymuje reprymendę. Kiedy ktoś zamyka się w swoich lękach, uzyskuje informację: albo odchodzisz, albo zostajesz i coś się zmienia.

Ta filozofia wyzwań budzi moją wątpliwość. Czy nie jest tak, że stawiając kolejne wyzwania, przekraczając kolejne bariery, próbujemy sobie coś udowodnić? Za wszelką cenę?

Ten język sugeruje, że udowadniamy coś sobie, kiedy posiadamy kompleksy. Nie o to chodzi. W mojej naturze, a jestem facetem, tkwi przekraczanie barier. Rozmawiałem z chłopakami, kiedy zakładaliśmy MSR, i wspólną cechą dla nas wszystkich była potrzeba pójścia w nieznane. To czy posiadamy kompleksy, lęki, jest drugoplanowe. Mam to, ale idę z tym bagażem.

Jeśli jednak nie mam wyzwań, to nie jestem sobą. Człowiek, który podejmuje wyzwania, zmienia się. Jeśli wchodzę na Matterhorn, to góra pozostaje taka sama. Ale ja się zmieniam – jestem innym człowiekiem. Wiem, że potrafię tam wejść. Wyzwanie jest czymś bardzo mierzalnym.

Prawdziwa natura męskości polega na tym, że pomiędzy dyskusją, marzeniem, celem, a tym, że to robię, jest bardzo mała odległość. Jeśli mężczyzna mówi, że coś zrobi, to realizuje ten zamiar. Bierze na siebie ciężar.

Prawdziwa natura męskości polega na tym, że pomiędzy dyskusją, marzeniem, celem, a tym, że to robię, jest bardzo mała odległość. Jeśli mężczyzna mówi, że coś zrobi, to realizuje ten zamiar. Bierze na siebie ciężar.

Wyzwanie weryfikuje mężczyznę? Mówi coś o nim?

Nie tylko weryfikuje. Przede wszystkim tworzy mężczyznę.

Tworzy?

Zmieniam się, staję się zdobywcą i to zostaje we mnie. Kiedy zobaczyłem świat z Matterhornu, gdzie na szczycie byliśmy ok. 11 w nocy, stałem się kimś innym. Tam świeciło słońce – 3 km niżej od dawna było po zmroku. -15 stopni, a my praktycznie w letnich ubraniach. Nie mogę tego zapomnieć. Nie dlatego, że jestem dumny, ale dlatego, że jestem innym człowiekiem: inne rzeczy mnie fascynują, Inaczej patrzę na świat.

Co z tymi, którzy nie są w stanie wyjść na szczyt?

Rozumiem, że nie każdy potrafi wejść na Matterhorn. Jeśli ktoś podchodzi do ciężaru 100-kilogramowego, a on nie drgnie, to może zacząć od dziesięciu kilogramów. Ważny jest sukces. Podjęcie wyzwania.

Ze szczytu łatwiej patrzeć na innych z góry. Łatwiej zmienić perspektywę na mniej właściwą.

Tu zostaje pytanie: o co mi w życiu chodzi? W WIOŚNIE mieliśmy problem z ludźmi, którzy osiągali z nami sukces. Bywało tak, że ktoś zorganizował paczkę, i był tak zachwycony sobą, że nie mogliśmy dalej pracować. Na pewnym etapie to nieuleczalna choroba. Z czasem nabieramy pokory.

Nie jest tak, że to porażki są najlepszym nauczycielem pokory?

Porażka sama w sobie nic nie wnosi. To, że wszedłem na Matterhorn było poprzedzone tym, że wcześniej zdobyłem wiele innych szczytów. Miałem trudności i problemy. Porażka jest jedynie informacją, że „teraz nie”. Nie niesie ze sobą żadnego, innego komunikatu.

Spotykam ludzi, którym mówię „po owocach ich poznacie – pokaż mi swoje wyniki”, a oni zasłaniają się pseudo-katolicką koncepcją pokory. Tym, że są słabi i pokorni, boją się.

Nie jestem człowiekiem, który wygrywa za pierwszy razem. Przegrałem 999 razy, żeby ten tysięczny mógł okazać się wygraną.

Gdzie i czy w ogóle jest granica próbowania? Kiedy powiedzieć sobie: dość, nie dam rady?

Granica jest, ale tu nie chodzi o życie adrenaliną. Chcę coś zrobić, bo jestem tego ciekaw, albo coś jest dla mnie ważne. Przeniesienie Szlachetnej Paczki z tego, co sam robiłem na akcję ogólnopolską jest elementem mojej życiowej misji. To duże wyzwanie, za które zapłaciłem ogromną cenę, ale widziałem w tym sens. Tę misję noszę w sobie.

Mam przed sobą różne cele: chcę być PR-owcem, wydać książkę i rozwijam się w tym kierunku. Takie podejście jest budujące.

Mężczyźni porzucają kobiety. Rozpada się blisko połowa małżeństw. Jeśli w związku pojawia się dziecko niepełnosprawne statystyki sięgają 80%.

To objaw kryzysu męskości. Mamy nowy rodzaj mężczyzny, który codziennie pyta, gdzie będzie mu lepiej. W domu przestaje być wygodnie, bo kobieta nie zaspokaja jego potrzeb, więc szuka nowego miejsca. Ale w taki sposób nie można żyć. Mężczyzna tak naprawdę potrzebuje przekraczać siebie. Szuka prawdy, jest odpowiedzialny, zmienia świat.

To jak z treningiem. Jesteśmy morderczo zmęczeni, ale później pojawia się hormon szczęścia. Bywało, że z treningu wychodziliśmy na kolanach, ale wiedzieliśmy, że jesteśmy w innym świecie.

To coś zupełnie innego niż wtedy, kiedy mężczyzna napije się piwa, obejrzy mecz i pościska z kolegami. Nie rozumiem, jak mężczyźni mogą sprowadzać to autentyczne doświadczenie do przyjemności. Uważam, że Ci ludzie i tak pozostają nieszczęśliwi.

Kryzys męskości jest największą przyczyną rozwodów w naszych czasach. Jest konsekwencją tego, że dla mężczyzn przyjemność stała się stylem życia.

Kryzys męskości jest największą przyczyną rozwodów w naszych czasach. Jest konsekwencją tego, że dla mężczyzn przyjemność stała się stylem życia.

Męska Strona Rzeczywistości jest na ten kryzys odpowiedzią?

Ten kryzys zaczął dotykać również mnie. W tym sensie, że w moim środowisku zaczęli pojawiać się chłopcy zniewieściali. Nie potrafiłem w tym funkcjonować. Zbuntowałem się. Zaczęliśmy pracować.

Naszą tożsamość należy budować przez tożsamość płci. Współczesna kultura stawia nacisk na to, z czego możemy korzystać, a nie to, kim jesteśmy. Ważniejsze jest, co przychodzi z zewnątrz, niż ze środka. Chciałbym, żebyśmy rozwijali to drugie.

Zaczęliśmy zgłębiać naszą męską naturę i za tym pójść. To naturalny proces rozwoju. On nie kończy się w MSR. Tutaj ludzie to ćwiczą, ale później przenoszą na to, jakimi są mężami, ojcami, na rozwój zawodowy i wolny czas. To jest praca na ich naturze. W tym, że stajemy się bardziej sobą, znajdujemy największą satysfakcję.

Naszą tożsamość należy budować przez tożsamość płci. Współczesna kultura stawia nacisk na to, z czego możemy korzystać, a nie to, kim jesteśmy. Ważniejsze jest, co przychodzi z zewnątrz, niż ze środka. Chciałbym, żebyśmy rozwijali to drugie.

Właśnie do tego potrzeba doświadczeń ekstremalnych? Do stawania się sobą?

Tak, dokładnie. Męskość zaczyna się od przekraczania siebie. Istnieje proces męskiej inicjacji. Najpierw mężczyzna jest z matką, ale później następuje zmiana. To nie jest teoria, ale coś, co my praktykujemy i mamy dobre owoce.

Męskość się realizuje, nie debatuje o niej. Sam potrafię dużo powiedzieć na temat męskości, mam wprawę w analizowaniu siebie. Ale zwykle faceci, prawdziwi faceci, nie mówią o tym, ani nie myślą, tylko tak żyją. Po kilku spotkaniach dotyczących męskości z chłopakami praktycznie  zorganizowaliśmy zimową wyprawę na Mont Blanc.

I jest Ekstremalna Droga Krzyżowa, długa, wyczerpująca wyprawa przez noc.

Zwróciliśmy uwagę, jak mało osób przychodzi dzisiaj na Drogę Krzyżową. Szczególnie jak mało mężczyzn. Droga Krzyżowa w kościele odbywa się w kółko, bezpiecznie. Dla kobiet. Kiedy jeden z moich przyjaciół przeszedł ze swoimi synami część trasy EDK (ok 20km – synowie mieli 10 lat), to nie chcieli już iść na żadną inną. Właśnie dlatego, że to jest wyzwanie: długo, w nocy. I boli.

Co mężczyzna może tam zyskać?

Pytanie „co mężczyzna może tam zyskać?” jest niemęskim pytaniem. EDK to męska forma duchowości. Jeśli dla kogoś Bóg jest ważny, to idąc na EDK ma szansę Go doświadczyć. Wtedy, kiedy kusi mnie, żeby się nad sobą użalić, mówię „nie”. Wówczas, kiedy jest źle, trzeba sobie poradzić i to jest ważny, charakterystyczny element dla męskiej duchowości.

Wątpiący mężczyźni znajdą tam przestrzeń dla siebie?

Wątpiący tak. Język rozważań jest bardzo uniwersalny.

Czy nie jest tak, że Ewangelia, religia w ogóle, jest ofertą dla słabych ludzi? Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają (Mt 9,12); Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście (Mt 11, 28).

To jest oczywiście nieprawda. Jeśli jest powiedziane „poznacie ich po owocach”, to znaczy, że należy mieć wyniki. Natomiast to, że ktoś przychodzi słaby, żeby zyskać siłę dzięki Jezusowi, to zupełnie inna sytuacja. Kiedy choruję, dobrze żeby ktoś mi pomógł, ale pozostanie w tej słabości nie jest celem.

Tak zmieniło się moje podejście do pomagania biednym. Kiedyś byłem bardzo przejęty ich losem, ale zobaczyłem, że jeśli im pomagam, to więcej nie pracują. Teraz pomagam tak, żeby oni sami podjęli wyzwanie.

Dlatego Kościół docelowo powinien być Kościołem twardych ludzi. Pomaganie jest bolesnym procesem. Trzeba być asertywnym, mądrym, rozsądnym, odpornym na dużo negatywnych emocji. Kiedy wolontariusze Szlachetnej Paczki wchodzą do nieznanych rodzin, ryzykują sobą. To nie mogą być ludzie słabi.

[fb_button]

EDK to ekstremalna przygoda podczas pieszej, kilkudziesięciokilometrowej wędrówki, w środku nocy, w totalnej ciemności, bez względu na aurę, warunki terenowe, zmęczenie, znużenie czy ból. Jest inicjatywą Męskiej Strony Rzeczywistości, którą stworzył ks. Jacek.

Tegoroczna edycja EDK rozpocznie się wieczorem w piątek 11 kwietnia. Ze względu na rosnące zainteresowanie przygotowywanych jest kilka tras, w tym 2 trasy do samotnego przejścia. Zapisy trwają tylko do 8 kwietnia lub do wyczerpania limitu miejsc. Formularz zgłoszenia oraz pakiet dodatkowych informacji dostępny na stronie na www.edk.org.pl.

Rozmowa z ks. Jackiem jest efektem współpracy Halo Ziemia ze Stowarzyszeniem WIOSNA, będącym partnerem strategicznym EDK. Wywiad otwiera jednocześnie nowy cykl #haloczłowiek, gdzie o rzeczy ważne będę pytał tych, z którymi nie zawsze się zgadzam, ale których głos jest istotny i cenny.

[fb_button]

Fotografia wykorzystana w nagłówku: Beata Frysztacka.
  • Iza

    Dlaczego czytając wypowiedzi ks. Jacka mam wrażenie, że zachłysną się „rozwojem osobistym” i mocno przesiąkną ideologią guru motywacyjnych? Nie lubię też nazywania niektórych mężczyzn „zniewieściałymi” i na dodatek tylko dlatego, że są niezaradni, słabi. W ogóle wydaje mi się, że ludzie źle podchodzą do słabości i niezaradności innych upatrując w tym tylko lenistwo albo nieodpowiednią mentalność. Gdyby życie dało się tak prosto zmienić to nie było by tylu pacjentów z nerwicą i depresją, nie wspominając o tych którzy swoje życie postanowili zakończyć.

  • Pingback: Dzieciowo mi! | Piątek z blogującym rodzicem – słowa do Ziemian()

  • Poznałam prawdę o sobie, nad którą muszę popracować. Jakoś nie mogę się skupić na treści bo ciągle myślę o formie. Miałam okazje poznać ks. Jacka. Podziwiam go za całe dobro jakie zdziałał w Polsce. Byłam 6 lat wolontariuszką WIOSNY (projektu AKADEMIA PRZYSZŁOŚCI, o którym rzadko się mówi) i to doświadczenie zmieniło mnie. Idea mądrej pomocy stała się czymś co jest ze mną na co dzień. To wszystko jest w jakimś stopniu zasługą księdza, który razem z innymi niesamowitymi ludźmi (bo trzeba o tym pamiętać!) stworzył niezwykłe projekty. To wszystko wiem, ale jakąś część mnie buntuje się jak czytam/słucham księdza Jacka. Uważam, że jako mężczyzna powinien mieć więcej pokory. Bo jakoś forma przedstawiania/Jego postawa, nie daje mi spojrzeć na to CO chce przekazać. Ale jak sam zauważyłeś „(…) tych, z którymi nie zawsze się zgadzam, ale których głos jest istotny i cenny”.

  • Sebastian

    Ha, ha, ha, ha :D Podejmujemy wyzwania! Nie zadajemy niemęskich pytań! Z drugiej strony wielki szacun za umieszczenie tego wywiadu, który właściwie burzy fundamenty tego bloga. Czy może teraz spojrzysz inaczej na swój tekst „Nowy stary kult jednostki”?

    • Fundamenty tego bloga mają się dobrze. I nie widzę powodów, dla których na tekst o kulcie jednostki powinien spojrzeć inaczej, za to widzę, że tamten tekst dotknął Cię do żywego. Przyjrzyj się temu, bo więcej mówi o Tobie, niż o tekście.

      • Sebastian

        O jej :). Wycieczki personalne :). Pozwól, że wyjaśnię. Jestem przedsiębiorcą, zatrudniam ludzi i szlag mnie trafia jak obserwuję osoby niezdolne do pracy nad sobą, które odpuszczają sobie na każdym kroku i zawsze znajdą jakieś usprawiedliwienie w stylu „Bóg mnie kocha takim jakim jestem” albo „nie udaje mi się w życiu przez innych, złych ludzi, którzy nie mają życia duchowego i robiąc karierę moim kosztem wypełniają pustkę swojej marnej egzystencji.” Posłuchaj lepiej mądrego księdza, bo jego filozofia jest konstruktywna.
        A na koniec mała przepowiednia. Kiedy Twoja córka dozna pierwszej porażki w życiu, powiesz jej: spokojnie, jeszcze nie teraz, ale w końcu odniesiesz sukces – tylko nie odpuszczaj. Nie powiesz: nie musisz być wyjątkowa, nie dajesz rady i to jest OK. Odpuść sobie. Zakład? :)

        • Widzisz Sebastian, tu nie ma wycieczki personalnej, a prosta obserwacja, że tekst, który pojawił się na blogu niemal miesiąc temu, wciąż w Tobie rezonuje. Finalnie wracasz do niego w zupełnie innym miejscu. Tekst, którego nie rozumiesz, bo mówi o sile, która nie jest autentyczna, a stanowi tylko i aż maskę dla strachu. Maskę dla konkretnego przekonania o byciu niewystarczająco dobrym. Psychologia nazywa to iluzorycznym poczuciem własnej wartości, które często manifestuje się zewnętrzną skutecznością. Chrześcijaństwo to samo zjawisko nazywa „brakiem życia w prawdzie”.

          To, że publikacja rozmowy z ks. Jackiem w kontekście poprzednich Cię zaskakuje, jedynie potwierdza to, że mówimy o dwóch różnych tekstach, choć patrzymy na jeden. I tak, Bóg, w którego wierzę, kocha Cię takiego jakim jesteś, jakkolwiek banalnie to brzmi. Miłość tym różni się od kontraktu, że jest bezwarunkowa.

          A skoro przy wycieczkach osobistych jesteśmy, moja kariera zawodowa, choć nie jest priorytetem, ma się zaskakująco dobrze. Tyle, że nie mam potrzeby ani tego manifestować, ani brać udziału w licytacjach. Ludzie natomiast bardzo rzadko doprowadzają mnie do szału swoimi słabościami, bo zamiast się irytować, wolę być względem nich użyteczny.

          Mimo, że dzieli nas różnica zdań, fajnie, że zaglądasz tu regularnie.

  • Dobrze, że jest człowiek, któremu to leży na sercu- tzn. męska tożsamość w praktyce. Sposób realizacji tej troski pewnie jest zgodny z jego pasjami i to mnie bardzo urzeka (nawet jeśli moje pasje są inne, co do treści i jeśli prowadzi to do zawężenia spojrzenia). Według mnie ważne, żeby mężczyzna w ogóle ruszył d… z kanapy i podjął odpowiedzialność. Nieważne tempo działania. Ważny w ogóle fakt ruchu. Jeśli jeszcze kierunek tego ruchu jest trafiony, to już sukces. A ten kierunek podpowiada cały czas serce- kwestia, żeby je usłyszeć. Pozdrawiam, Michał

  • Pingback: DROGA SŁABOŚCI | Ojciec Grzegorz()

  • Justka

    Uwielbiam ten blog i do tej pory podziwiałam księdza Jacka, ale pierwszy raz się zawiodłam. Czy przekraczanie granic to tylko domena męskości? Czy kobiety nie podejmują na codzień wyzwań przekraczania swoich słabości? Zgadzam się, że są one inne w przypadku każdego człowieka, zarówno kobiety jak i mężczyzny.

    • Hania

      Sądzę, że ksiądz wybrał zajmowanie się mężczyznami. To mu pasuje i to robi. Nikt nikomu nie broni robić tego samego dla kobiet.
      Nie wydaje mi się też, by ksiądz twierdził, że przekraczanie własnych ograniczeń to domena mężczyzn. Nie wymagałabym zresztą od mężczyzny pełnego zrozumienia kobiecych dylematów. Od pomagania nam w tym zakresie są starsze, dojrzalsze, mądrzejsze kobiety. A czasem to my musimy być drogowskazem dla innych.

  • olgierd

    Cieszę się, że wątpliwości autora bloga wybrzmiały w tym wywiadzie. Nie znałem wcześniej ks. Jacka i rozumiem, że forma rozmowy, jak napisał ktoś wyżej, upraszcza sprawę, ale przyznam, że osobiście w jego wypowiedziach odnajduję coś niepokojącego. Kryzys męskości jest dziś „oczywistym faktem”, jednak wydaje mi się, że chrześcijańscy liderzy zbyt często ulegają pokusie polaryzacji – zniewieściałość kontra bycie prawdziwym, twardym facetem.
    Zastanawiałem się też nad mężczyznami, którzy w moim życiu są wzorami i których darzę wielkim szacunkiem i mam obawy, że mogliby nie przejść eliminacji na Chrześcijańskiego Twardziela Roku.
    Sam w ostatnich latach z jednej strony „stwardniałem” i widzę dużo dobra, które ta zmiana przyniosła w moim życiu, ale jednocześnie zrozumiałem, że to nie może być rodzaj „wiecznej zmarzliny” i tak samo widzę, ile dobra przynosi szczere dzielenie się z bliskimi swoimi emocjami, na męski sposób, bez zbędnego rozczulania się nad sobą.
    Zbyt wielu jest wokół nas twardzieli, którzy bez tej zdolności kończą z butelką w ręku lub na kozetce u psychiatry.

    • Łukasz

      Zgadzam się z tobą Olgierd. Moje dotychczasowe doświadczenia życia też skłaniają mnie do takiej refleksji. O ile np. EDK niesie ze sobą o wiele więcej dobrego – to jednak pomijamy, że każdy człowiek jest inny – ma inną konstrukcję genetyczną. Można urodzić się (bądź stać) chorym, ułomnym a to często wyklucza tzw. „kult siły”. Życie potrafi nauczyć pokory i spłatać figla a wtedy pojawia się gorycz porażki, łzy… co nie wyklucza bycia mężczyzną. Co na to wszystko nasza wiara? Pytania bez odpowiedzi? Kim jesteśmy? Często bycie „prawdziwym facetem” to kolejna maska pod którą dobrze ukrył się chłopiec.

  • Hania

    Kryzys męskości. Jak każdy kryzys, wynika z tego, że nie da się dłużej pozostać przy tym co było. Stare wzorce nie są w stanie sprostać nowym wyzwaniom. A brak jeszcze nowych wzorców.
    W dobie tzw. kryzysu męskości ja widzę wiele plusów. Mój ojciec za nic w świecie nie wyszedłby z wózkiem na spacer, bo to „niemęskie”. Współcześni ojcowie chodzą z wózkami, potrafią sami iść z dzieckiem do lekarza, i wiele innych rzeczy. Nie sądźmy po pozorach, po tym że ubierają się barwniej niż 40 lat temu. Popatrzmy na obrazy z dawnych epok i stroje mężczyzn. Że mężczyźni nie chcą bawić się w wojenki? I dobrze!
    Małżeństwa się rozpadają. Nie dlatego, że facet nie jest męski, ale dlatego, że nie chce sprzątać, prać, gotować i zajmować się dzieckiem. Kiedyś małżeństwa trwały mimo, że mężczyzni wcale nie byli wierniejsi. Kobieta nie miała wyboru. Teraz ma. I dla mnie, kobiety, to zmiana na plus.
    Pozdrawiam wszystkich panów, którzy szukają w swoim życiu sensu. „Szukajcie a znajdziecie” :)

  • Lu

    Wywiad ciekawy choć kontrowersyjny w wielu momentach. Na uwagę zasługuje jednak bezsprzecznie. Sam wywiad, jak i inicjatywa halo człowiek! Uwielbiam i niezwykle szanuję ludzi, którzy ze sławy wyciskają to co daje ona najlepszego – możliwość pomocy drugiemu! I tu ukłon w stronę obu Panów.

  • Karolina

    „Eldredge napisał tę książkę ze swoją żoną i ta książka jest bardzo kobieca.” – czyli jaka? Bo nie bardzo rozumiem jaka to jest książka „męska” a jaka „kobieca”.
    „Mężczyźni zniewieścieli – nie rozumieją, że życie polega na wyzwaniach. (…) Nie czują swojej męskości. W efekcie jeszcze bardziej utwierdzają się w zniewieściałym świecie, w którym szukają komfortu.” – trudno mi się zgodzić z utożsamianiem „męskości” z podejmowaniem wyzwań a „kobiecości” z szukaniem komfortu. Znam wiele kobiet – i sama się do takich zaliczam – które stawiają sobie ambitne cele i wytrwale do nich dążą. Nie jesteśmy przez to „męskie”. Jesteśmy po prostu rozsądne, odważne i dobrze zorganizowane, nie tracąc przy tym empatii. Jeśli to właśnie rozumiemy jako „kobiece” to może tego typu „zniewieścienie” byłoby jak najbardziej wskazane.

  • jac

    w takim razie spytam w kontekście kryzysu męskości: Abba, co należy czynić?

  • Ewa

    Identyfikowanie męskości ze stawianiem sobie wyzwań i przekraczaniem barier jest nadużyciem. Często te 2 rzeczy są ucieczką, próbą oszukania siebie. Prawdziwy mężczyzna w obliczu wyzwania staje na wysokości zadania i podejmuje je, ale nie szuka go na siłę. Bo nie to jest najważniejsze. Tak wielu mamy teraz „zdobywców”, wybitnych mężczyzn, którzy angażują się w dziesiątki projektów, odnoszą sukcesy, a tak naprawdę ich bliscy nie mogą na nich liczyć, bo po prostu ich nie ma gdy są potrzebni. Prawdziwą męskość udowadnia ten, kto potrafi wziąć odpowiedzialność, za swoje decyzje i zobowiązania. Tylko tyle i aż tyle. Takiemu wiecznie zabieganemu, zajętemu naprawianiem świata człowiekowi łatwo jest zgubić właściwe proporcje i w czasie walki o cele wyższe, zaniedbać to co jest fundamentalne.

    • Osobiście jestem przekonany, że nie ma celu wyższego, niż to co fundamentalne. Więcej, jeśli mężczyźni czy ludzie w ogóle uciekają do rzeczy wielkich i stają się przez to nieobecni w domach, w swoich środowiskach, to rykoszetem obrywają i oni sami, i wszyscy w zasięgu. Stąd też moje wątpliwości, zaakcentowane zresztą w jednym z pytań.

      Inna rzecz, że ks. Jacek wyraźnie w jednym miejscu podkreśla, że filozofia wspólnoty MSR jest przenoszona właśnie na życie rodzinne.

      Dzięki za głos. Bardzo cenny.

    • W punkt.

    • jac

      pani Ewo, zgadzam się z Panią. Refleksja nt wzoru męskości x. Jacka łudząco przypomina efekt szkolenia korporacyjnych manager’ów.

    • wojtek

      Wywiad siłą rzeczy upraszcza sprawę. Kodeks Honorowy obejmuje pracę nad następującymi zasadami: Siła, Odpowiedzialność, Mądrość i Honor. Czyli „chodzenie po górach” to jedynie element większe całości. :)

  • Wielkie dzięki za ten wywiad.
    Księdza Jacka miałem okazję poznać osobiście, daaawno temu :) i nieustannie podziwiam :).

    Kurcze, coś jest na rzeczy z tym kryzysem męskości definiowanym wg. JS. Bezpieczne kopułki zamiast rozwoju.

  • Dwóch mądrych facetów. Dziękuję!

{social-facebook-like}