Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Nonsens, w który wszyscy uwierzyliśmy

Jeśli myślisz, że określa Cię Twoja praca, wykształcenie, metka na koszulce lub miejsce zamieszkania – jesteś w błędzie.  W mniejszym lub większym stopniu, wszyscy wpadamy w tę pułapkę. Korzystamy z produktów klasy N, oczekując, że staniemy się ludźmi klasy N. Nonsens, w który wszyscy uwierzyliśmy.

Inspiracją do napisania tego tekstu był wpis Pawła Opydo na jego blogu. Paweł zwrócił uwagę na powszechne zjawisko: ludzie manifestują swoją wartość, porównując swoje gusta z gustami innych.  Lista przeczytanych książek, ulubione gatunki muzyczne, miejsca, które odwiedzamy, nawet rodzaj herbaty – chcemy się tym pochwalić i powiedzieć: przynależę, jestem lepszy niż Ty.

Materialnie

Podczas spotkań biznesowych panuje brzydka maniera wyciągania telefonów komórkowych i trzymania ich na stole. Dzisiaj posiadanie iPhona jest powszechne, ale nie zawsze tak było. Pamiętam poczucie zakłopotania, które towarzyszyło mi przez jakiś czas,  kiedy ludzie obok wyciągali swoje lśniące telefony z logo Apple, a ja dorzucałem na stół tajwański (świetny, ale jednak tajwański) smartphone HTC HD.

Nie przywiązuję dużej wagi do statusu materialnego innych i zwykle nie klasyfikuję ludzi przez pryzmat tego, co posiadają. Poznałem wystarczająco wielu, którzy nie posiadają z wyboru. I wielu, którzy posiadają dużo, ale są ludźmi więcej niż przyzwoitymi.  Mimo to, czułem się niezręcznie. Bez dramatu – przez krótką chwilę było mi, tak zwyczajnie, nieswojo.

Intelektualnie

Pierwsze książki, bez presji rodziców, zacząłem czytać jeszcze przed pójściem do szkoły. Odkąd pamiętam, ciągnęło mnie do czytania w zupełnie naturalny sposób.  Nie potrzebowałem dużo czasu, aby zacząć pielęgnować w sobie przekonanie, które często towarzyszy ludziom chcącym uchodzić za intelektualistów. A mianowicie:  w związku z tym, że moje zajęcia wymagają aktywności szarych komórek, jestem lepszy niż Ty. Funkcjonujemy na dwóch, różnych poziomach. Ty – niżej.

Książki to przykład pierwszy z brzegu, ale możesz odnieść ten schemat niemal do wszystkiego, co dotyka myślenia.  Sposobu, w jaki się wypowiadasz; muzyki, której słuchasz; wiedzy, którą posiadasz.

Duchowo?

Wierzę, że Bóg jest i wbrew pozorom, ma się dobrze. To, co zaraz powiem będzie hermetyczne –  ostrzegam zawczasu. Choć chrześcijaństwo jest religią totalnego zaufania, ciągle spotykam chrześcijan, którzy mają z tym totalny problem. Szukamy dziury w całym.  Ci bliżej tradycji z góry patrzą na tych postwierzących. I odwrotnie. W praktyce – jedni i drudzy – oceniamy stopień relacji z Bogiem (żeby było śmieszniej, u innych), czyli coś, czego nie da się ocenić. Później dajemy sobie prawo do stwierdzenia, że mój jest lepszy, pełniejszy.  Spuśćmy zasłonę wstydu na pogardę względem wątpiących i niewierzących. To już wyższy poziom absurdu i napiszę o tym dla Banity. Niebawem. Teraz chodzi o sam mechanizm.  Nawet wiary można użyć tylko po to, aby domalować sobie wartości we własnych oczach.

To tylko strach

Mówiąc, że nasze aktywności (materialne, intelektualne, duchowe, cokolwiek) nie mają znaczenia, mam na myśli tylko tyle, że one same w sobie są neutralne. To my, w naszych głowach, nadajemy im  znaczenie.  To naprawdę nie jest aż tak ważne. Jasne, dobre książki, filmy, technologie, miejsca – to nas kształtuje. W różnym stopniu, ale zawsze.

Rzecz w tym, co w języku religii nazywamy intencją (a współcześni motywacją). Jeśli podkreślasz to, co udało Ci się osiągnąć i mówisz o rzeczach, które zrobiłeś lub posiadasz, bo jest Ci z tym dobrze – w porządku. Każdy potrzebuje  dzielić się radością. Jeśli robisz to samo, żeby odróżnić się od innych i zaznaczyć swoją wyjątkowość (jakkolwiek ją rozumiesz) – wyląduj. To działa przeciw Tobie.

Ukryłeś fundamentalny strach, że nie jesteś wystarczająco dobry, ale czytaniem lepszych książek, oglądaniem lepszych filmów, byciem lepszym od innych, nie załatasz tej dziury. Tym bardziej mówiąc o tym. Czasem tylko ktoś pomyśli, że jesteś dupkiem.

Jedyne, co określa nas naprawdę, to relacje z innymi. Te najzwyklejsze – tu i teraz. Cała reszta to scenografia. Ludzie, którzy czują się dobrze sami z sobą, nie mają potrzeby udowadniania czegokolwiek. Oni po prostu są. To w ich towarzystwie jest Ci najlepiej – nie dadzą Ci powodu do tego, abyś pomyślał, że są lepsi od Ciebie. Dobrze jest być kimś takim. Przynajmniej od czasu do czasu.

[fb_button]

{social-facebook-like}