Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Pięć myśli po Francji

Humanizm to nie znaczy mówić: „Zrobiłem to, czego żadne zwierzę by nie zrobiło”, to znaczy mówić: „Odrzuciliśmy to, czego chciało w nas zwierzę, i chcemy odnaleźć człowieka wszędzie tam, gdzie znaleźliśmy to, co go miażdży”.


To André Malraux, francuski pisarz i eseista. Walczył w obronie Francji. W 1940 roku trafił do niewoli, po zwolnieniu przystąpił do francuskiego ruchu oporu. Był ministrem informacji, później kultury. Wczoraj, kiedy w Paryżu zabijano ludzi, wróciłem do dwóch jego książek: Czasu PogardyNadziei.

Teraz, po nocy nad kuchennym stolikiem i po dniu jałowych rozmów, noszę w sobie pięć myśli:

1. Blisko 130 osób nie żyje, kolejne 100 walczy o życie. Ale pisząc #prayforparis, myślę przede wszystkim o tych, do których wiadomość „jestem bezpieczny” nie dotarła. Martwię się o Kareem i Nibal, o innych – obcych w Europie, których trudno oskarżać o ekstremizm. Już dzisiaj stają się ofiarami naszego gniewu. Gniewu, który coraz łatwiej uzasadnić, bo ofiarami jesteśmy również my sami. Rezygnujemy ze znajomych i tworzymy światopoglądowe getta. Język strachu i złości staje się językiem powszechnym. Ta nienawiść nas zaraża. 

2. Ostatnią rzeczą, na którą mógłbym sobie pozwolić, to postawienie znaku równości pomiędzy Islamem a terroryzmem. Aktów terroru dokonywał Irgun (organizacja żydowska), IRA (katolicy), Ku Klux Klan (protestanci) i Czerwone Brygady (wojująca lewica). W końcu niemal w całej Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie sami muzułmanie stają się ofiarami współbraci w wierze. Ale twierdzenie, że wydarzenia we Francji nie mają nic, kompletnie nic wspólnego z Islamem, jest nadużyciem. Słusznie na Facebooku zauważa Michał Broniatowski (redaktor naczelny Forbesa), że duchowi przywódcy Islamu nie śpieszą się z aktami potępienia. Każdy imam (ale i każdy rabin, pastor, ksiądz czy świecki ideolog), który w swoich kazaniach nawołuje do nienawiści, powinien być pociągany do odpowiedzialności.

3. Dyskusja o kryzysie migracyjnym staje się jeszcze bardziej oderwana od rzeczywistości. Choć z uporem twierdzimy, że świat nie jest czarno-biały, to rozmawiamy właśnie w taki sposób. Z jednej strony gloryfikujemy totalną otwartość, z drugiej bronimy irracjonalnych tez, że zamachy są prostą konsekwencją migracji. Byłem na Węgrzech, czytam relacje przyjaciół z Polskiej Akcji Humanitarnej i Polskiej Misji Medycznej. Słuchałem opowieści Wojciecha Tochmana o kobietach, które chcą wyjść z domu, ale czeka na nie gwałt i śmierć. I nigdy nie zgodzę się na „Polskę tylko dla Polaków”. Nie może być tak, że karę za terror płacą ofiary.

To nie znaczy jednak, że dyskusja nie jest potrzebna. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego nie szukamy rozwiązań pośrednich: pomocy tym, którzy rzeczywiście jej potrzebują, przy jednoczesnym zachowaniu maksymalnych środków ostrożności. I niezbędnej interwencji u źródeł problemu. Na Węgrzech widziałem skrajności: albo granicę kompletnie pozbawioną kontroli, albo uwłaczające, niehumanitarne warunki w obozach przejściowych.

4. We wrześniu pisałem, że kryzys humanitarny jest straszliwą konsekwencją kryzysu światowego przywództwa. Wieloletnie ignorowanie problemów Bliskiego Wschodu i Afryki, decyzyjny impas i konflikty doprowadziły do sytuacji, w której ofiarami są zwykli ludzie po obu stronach europejskiej granicy. Ludzie tacy jak my: nauczyciele, lekarze, architekci, kierowcy. Mogę przeczytać tysiąc mądrych książek, artykułów i analiz. Gardłować w Internecie i szukać potwierdzenia swoich racji. I z dużym prawdopodobieństwem: w ich życiu to kompletnie nic nie zmieni. Ale mogę zrobić coś bardzo konkretnego: wesprzeć organizacje humanitarne, które próbują uratować to, co zostało do uratowania. Polska Akcja Humanitarna od 2012 roku dociera z pomocą do objętej wojną Syrii.

5. Odzywają się we mnie różne pragnienia. Bywa, że chciałbym zabrać dyktafon i aparat, zostawić wszystko i ruszyć w świat. Zwłaszcza w miejsca, gdzie ten świat płonie. Ale jestem tatą i kiedy patrzę na naszą dwuletnią L., to każde pragnienie przegrywa z tym o dobrym świecie dla niej. We Francji jest ktoś, kto pragnie tego samego dla swojej dwuletniej Madeleine. W Bejrucie, gdzie w zeszłym tygodniu w zamachu zginęło 49 osób, żyje kilkuletnia Afra.

Humanizm to nie znaczy mówić: „Zrobiłem to, czego żadne zwierzę by nie zrobiło”, to znaczy mówić: „Odrzuciliśmy to, czego chciało w nas zwierzę (…)”. Mimo że francuski rysownik napisał „stop religii”, modlę się za Francję. Również dlatego, że każda minuta modlitwy to szansa na mniej zła we mnie samym.

{social-facebook-like}