Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Przyzwoitość kosztuje 1,99 zł

Jeśli do podręczników gramatyki trafi przymiotnik „cyniczny”, to stopniowanie powinno wyglądać mniej więcej tak: cyniczny, bardziej cyniczny, Robert Feluś – redaktor naczelny dziennika „Fakt” – z przyjaciółmi.

Cynizm w powszechnym rozumieniu to uznanie, że własna korzyść jest najważniejsza, a cel uświęca środki. Jest więc łajdactwem skalkulowanym.

Himalaje łajdactwa redakcja „Faktu” zdobyła przed tygodniem, kiedy opublikowano zdjęcia kilkuletniej ofiary z Kamiennej Góry. Powszechnie krytykowana okładka stanowiła jedynie grzeczne preludium do dalszej zawartości. Zdjęć, ustami wspomnianego red. Felusia, najpierw broniono, chwilę później zdecydowano się na przeprosiny. Przeprosiny tyle warte, że w kolejnym wydaniu „Fakt” opublikował materiał o podobnym charakterze…

Media, przynajmniej na poziomie deklaracji, posiadają pewne standardy. W Polsce wyraża je Karta Etyczna – wiązka nicości, zakurzony i zapomniany dokument, ale podpisany przez wszystkie działające stowarzyszenia dziennikarskie. W karcie zasada „poszanowania ludzkiej godności, praw i dóbr osobistych, a szczególnie prywatności i dobrego imienia”. Obok inne, które mówią, że dobro czytelnika jest ważniejsze niż interes wydawcy, a media odpowiadają nie tylko za treść, ale również za formę publikowanych materiałów.

„Fakt”, w tym redakcja wydania internetowego, wobec przytoczonych zasad zajmuje jednoznaczne stanowisko: oddalcie się pospiesznie (tyle że w wersji wulgarnej).

Śmiertelnie zraniona dziewczynka, jej bliscy i przyjaciele, to pierwsze ofiary nieszczęsnej publikacji. Nie uszanowano prawa do prywatności, podeptano intymność tragedii. Ale ofiarą jest również każdy, kto tego dnia zetknął się z „Faktem”. Publikacja takich materiałów obniża wrażliwość i sprawia, że stajemy się obojętni. Dramat pokazany wprost i bezpośrednio  jest albo zupełnie odrzucany, albo oswajany.

Tłumaczenia redakcji są nie tylko cyniczne, ale zakładają nieskończoną głupotę adresata. W przeprosinach red. Feluś pisze, że intencją nie było szokowanie okrucieństwem, a jedynie pokazanie jego skali. Okrucieństwo można pokazać w sposób wyraźny, ale nie poniżający. Dramatu obozów koncentracyjnych nie ilustrują precyzyjne zdjęcia ofiar (bo od nich w naturalnym odruchu odwracamy głowy), ale anonimowe stosy obuwia, włosów i dokumentów. O syryjskiej wojnie najskuteczniej przypomina dziewczynka, która podniosła ręce, myląc aparat fotograficzny z bronią. Obraz, który uzupełnia wyobraźnia, nie szokuje, ale dotyka i zostaje z nami na dłużej. Porusza, ale nie krzywdzi. I „Fakt” doskonale o tym wie. Ale wie też, że jednoznaczność łatwiej sprzedać, a oburzeniem można zarządzać.

Jest jeszcze krzywda przesuniętych granic. Bo jeśli można opublikować taki materiał, a później – bez realnych konsekwencji –  przeprosić i zapomnieć, to przesunięta granica nigdy już nie wróci na swoje miejsce.

„Fakt” nie jest jedynie odpowiedzią na potrzeby mniej wymagającego czytelnika. Jest szkodliwym społecznie zjawiskiem, za które odpowiada zdecydowanie więcej osób niż te, pracujące przy Domaniewskiej 52.

Oczywiście, redaktor naczelny „Faktu”  ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za opisywany maraton podłości, a fikołki hipokryzji wywijane w mediach społecznościowych tylko tę odpowiedzialność zwiększają, ale ani na wydawcy dziennika, ani na Robercie Felusiu ta wina się nie kończy. Ktoś dokonał selekcji zdjęć, ktoś przygotował tekst uzupełniający, ktoś złożył pismo, ktoś inny przygotował materiały promocyjne i ekspozycję artykułu w Internecie (pełna galeria była dostępna na stronach dziennika). Ktoś 19 sierpnia brał udział w kolegium redakcyjnym.

Odpowiedzialność dotyka również tych, którzy nie mają bezpośredniego wpływu na decyzje redakcyjne, ale pracują na rzecz tabloidu. Była to sytuacja, która – bez heroicznych manifestów, zwolnień i uniesień – wymagała spokojnej, ale jasnej deklaracji: nie zgadzam się, nie identyfikuję, nie tym razem. Za Bułhakowem: „Tchórzostwo nie jest jedną z najstraszniejszych ułomności. Ono jest ułomnością najstraszliwszą”

Chcę wierzyć, że wina Regionalnego Tygodnika Informacyjnego z Kamiennej Góry, ogranicza się do grzechu naiwności. To właśnie redakcja RTI sprzedała zdjęcia. Nie potrzeba dużej wyobraźni, żeby przewidzieć skutki targu z tabloidem. Trochę wstyd dziwić się teraz.

Winni są w końcu ci, którzy czwartkowe wydanie „Faktu” zdecydowali się kolportować, wystawić w swoich sklepach i salonach prasowych (a wiemy, że nie wszyscy to zrobili). Maciej Stuhr napisał, że winą podzielić muszą się również ci, którzy tabloid kupują. Zaryzykuję stwierdzenie, że 300 tysięcy osób codziennie sięgających po ten papierowy akt pogardy, ponosi największą odpowiedzialność.

Parafrazując słowa Warrena Buffeta, dziennikarz powinien charakteryzować się przyzwoitością, inteligencją i energią. Bez tej pierwszej, pozostałe dwie zabijają. Wszyscy wiemy, czego w zeszłym tygodniu zabrakło.

Robert Feluś w oświadczeniu z przeprosinami pisze: „Tak, zrobiliśmy błąd”. Panie Redaktorze, nie popełniliście błędu. Błędem jest dziennik, którym Pan zarządza. Tak naprawdę, kiedy opadła złość spotęgowana faktem, że sam jestem rodzicem, zacząłem Panu współczuć. Przecież jak każdy z nas, musi Pan od czasu do czasu popatrzeć w lustro.

 

  • mathieu

    Dziękuję za ten tekst.
    Nie śledzę zbytnio mediów, dopiero z niego dowiedziałem się o całej sprawie. Nigdy nie kupowałem Faktu i to się nie zmieni, ale smuci mnie, że tak wygląda najbardziej poczytny dziennik w Polsce.

  • Czasem staram się zrozumieć ludzką niezdrową ciekawość. Taką, która balansuje na granicy niesmaku, chamstwa i głupoty. Czasem. Jednak dziwię się i dziwić się będę tym, którzy przyzwoitość chowają w buty, za nic mając emocje i tragedie jednostek. Takim z całego serca życzę, by darowane zło do nich wróciło. Wiem. Nie jest to piękne i humanitarne z mojej strony. Ale co zasiejesz to zbierzesz.

  • Ja myślę, że red. naczelny tabloidu nie patrzy w lustro. Bo i tak jak spojrzy to tam nic nie ma.

  • Dobrze, że są mocne głosy jak Twój, ale tak jak piszesz, granica już została przesunięta i już się nie cofnie. Było już kilka takich zdjęć, które tę granicę przesuwało. I zastanawiam się co w związku z tym, czy to się da zatrzymać? Czy zostaje się oburzać ale obserwować jak media coraz bardziej i bardziej przyciągają naszą uwagę szokującymi obrazami, a my coraz bardziej się przyzwyczajamy i obojętniejemy?

  • Dziękuję, Konrad.

  • Dziękuję

  • Bardzo celnie ujęte i przedstawione zagdnienie.

    Szczególnie dobrze opisalłes temat odwracania głowy od bezpośrednio pokazanego okrucieństwa.
    Jako dziecko odwiedziłam Auschwitz z moją mamą (aż dziwne, że mnie wpuścili bo nie miałam anwet 13 lat). Pamiętam sale śmierci, miejsca gdzie przetrzymywano ludzi w pozycji w kuckach, zamknietych w czymś na miarę małego pieca, pamiętam krew na ścianach ale najsilniejsze wrażenie o którym nie zapomne nigdy, mam ten obraz przed oczami bardzo wyraźnie nawet dzisiaj, to wspomniane przez Ciebie stosy butów, wlosów, pędzli do golenia, walizek różnego rozmiaru. To pokazywało, że obóz nie róznicował na płeć, na wiek…na nic. A skrzywdzonych ludzi było niewyobrażalnie dużo…

    Mozna pokazac rzeczywistość, włacznie z okrucieństwem w godny sposób, taki, który skłoni do refleksji i zapadnie w pamięć.

    I znowu się zgodze, pokazywane wprost okrucieństwo sprawia, że się do niego przyzwyczajamy, powszednieje i nie robi wrażenia. Wie o tym każdy, kto ma choć troche psychologicznej wiedzy…

  • Bardzo byłem ciekawy jak odniesiesz się do swojego komentarzu na twitterze.

    • Oczywiście, że nie ejst to łatwe ale z drugiej strony, praca dla kogoś kto upadł tak nisko i pada często, czy nie daje ludziom do myślenia, nie zastanwia?
      Jeżel ktos sie tak zatacił w kontekscie publikowania dla mas to co jeszcz musi sie wydarzyć, zeby do ludzi (pracowników tych wydań) dotarło, że wazne sa tylko peniadze nawet po przysłowiowych „trupach do celu”?

      Tkwienie przy takim pracodawcy chyba nikomu, nawet zakredytowanym nie daje poczucia bezpieczeństwa pomimo tego, że pensja jest.

    • W tekście bardzo wyraźnie o tym, że to sytuacja, która nie wymagała „heroicznych manifestów, zwolnień i uniesień”.

  • Anka Górska

    ja mało czytam gazet, nie oglądam telewizji, ale słucham radia, głównie Radia Gdańsk i Trójki. życzyłabym sobie, aby przeglądy prasy tych rozgłośni nie rozpoczynały się od tego, co opublikował fakt i superekspres, a niestety to są najczęściej pierwsze tytuły, które się przytacza, czyli, jak mniemam, najważniejsze. to smutne. nie powinno się ich „przeglądać” w ogóle.

  • Tak jak nie robię często zakupów, tak tamtego dnia znalazłem się w markecie i stojąc w kolejce do kasy zobaczyłem okładkę, która tak bardzo zbulwersowała opinię publiczną. W pierwszej chwili nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Kto drukuje takie zdjęcia na pierwszej stronie? Zawsze wiedziałem, że Fakt to szmata do wycierania kurzu na półkach kiosków ruchu, ale tym razem nie chciało mi się śmiać, tylko współczuć całej redakcji. Później dotarło do mnie, że dokładnie tym charakteryzuje się tabloid. Ma rozegrać partię na naszych emocjach. Im bardziej nas zszokuje, tym lepiej. Red. Feluś, wygrałeś. Możesz być z siebie dumny. Chwileczkę, niekoniecznie wygrałeś. Z rąk wypadło Twoje dziennikarskie berło ironii, żartu i innych dobrych chwytów. W swoim fachu dotarłeś do granicy obłudy. Tej taniej sztuczki mogłeś użyć tylko raz. Fakt (czyt. gówno) niczym więcej już nie zaskoczy (gorzej nie zaśmierdzi), bo repertuar został wyczerpany.

  • Myślałem, że mam bujną wyobraźnie (ego blogera), ale w głowie mi się nie mieściło, że można taką fotografię opublikować! W wielkim błędzie byłem.
    Fakt powinniśmy zbojkotować. Wszyscy razem.

  • Michał Osiński

    Dzisiaj potrzebowałem przeczytać właśnie taki tekst. Dziękuję. Dziękuję, że stoisz na czele tych, dla których przyzwoitość oraz doza kultury w obecnych czasach jest czymś tak ważnym, że aż podstawowym.

    • Przyłączam się do podziękowań. Naprawdę tekst godny uwagi.

  • Nie widziałam tej okładki, bo nie czytam Faktu. Słyszałam o tej tragedii i o ludzkiej głupocie, która w takim momencie decyduje za człowieka o tym, żeby zdjęcie zrobić, a później sprzedać. Widziałam też wywiad z panem Felusiem o tej okładce, w którym z uśmiechem odpowiadał wymijająco i nie podał żadnego konkretnego powodu, dla którego w obliczu czegoś tak strasznego zdecydował się wypuścić gazetę ze zdjęciem, które nie tylko nigdy nie powinno zostać upublicznione, ale i zrobione.
    Powód znam, nie jest niestety to nic odkrywczego – pieniądze. Ludzie kochają kiedy leje się krew i dzieje tragedia, to sprzedaje się tak dobrze jak seks. Jednak jest tak jak napisałeś – odbiorca powoli nie widzi różnicy między wyreżyserowaną sieczką z telewizji, a prawdziwymi ludzkimi tragediami. Stajemy się emocjonalnie jałowi.

  • Dziękuję za ten tekst. Za emocjonalną reakcję również.

    Nie wyobrażam sobie stopnia zobojętnienia, który pozwoliłby podejść do tej sprawy bez emocji.

  • Widziałam okładkę i zdjęcia w środku gazety. Byłam, nadal jestem, przerażona tym, że ktoś mógł takie zdjęcia zrobić, że ktoś na nich zarobił. Mi gazeta wpadła w ręce przypadkiem, ale tysiące kupiły ten egzemplarz właśnie dla tego artykułu. Przykre to cholernie

{social-facebook-like}