Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

To nie jest kraj dla dobrych matek

W Polsce co dziesiąta kobieta doświadcza lub doświadczała przemocy ekonomicznej. Liczba ta będzie wzrastać, bo do szerokiego grona sprawców dołącza polskie państwo. Za zgodą wszystkich partii politycznych i przy milczącej akceptacji części społeczeństwa.

Dwa lata. Tyle czasu potrzebował parlament, aby opracować nowe zasady przyznawania zasiłków macierzyńskich. W efekcie na ręce prezydenta została złożona ustawa, która pozwoli rodzicom na zakup chusteczek pielęgnacyjnych (zostanie reszta) lub płynu do kąpieli (bez reszty). Alternatywę stanowi 2/3 opakowania pieluszek. Raz w miesiącu.

17,77 zł miesięcznie. Dokładnie tyle – po odliczeniu obowiązkowej składki zdrowotnej – otrzymają mamy, które przed zajściem w ciążę, zdecydowały się na otwarcie własnej działalności gospodarczej. Zmiana tej stawki (obecnie również istnieje możliwość otrzymania tak absurdalnej kwoty), choć możliwa, wymaga zdecydowanie większych i długoterminowych wpłat do ZUS. Nowe przepisy nie tylko stanowią antytezę dobrego prawa (łamanie konstytucyjnej zasady równości, nieprzemyślany okres vacatio legis), ale stają się praktycznym narzędziem społecznego wykluczenia.

Dychotomia postaw i narracji

To, że nowe przepisy wykluczają kobiety przedsiębiorcze, jest oczywiste i zostało już powiedziane. Państwo karze kobiety za to, że chcą płacić podatki, tworzyć miejsca pracy i angażować się społecznie. A przy tym decydują się na macierzyństwo. Dając więcej, otrzymują mniej, co wyraźnie pokazuje kalkulacja dołączona do petycji zorganizowanej przez Matki na Działalności Gospodarczej. Ale wykluczenie, które będzie konsekwencją wprowadzenia ustawy zasiłkowej, sięga zdecydowanie dalej.

Wciąż – i słusznie – wraca problem powrotu kobiet na rynek pracy po urlopie macierzyńskim, a więc ich niezbywalnego, bo osobistego prawa do samorealizacji. Dyskutujemy o parytetach i tym, że głos kobiet powinien być wyraźny i słyszalny. Podkreślamy, jak ważne jest, aby rodziny mogły funkcjonować wg własnego, wypracowanego modelu, a nie odgórnych zasad podziału obowiązków. A parlament, zupełnie obok i przez blisko pół kadencji, uchwala ustawę, która nie tylko stawia przed kobietami wybór macierzyństwo lub praca, ale w wielu przypadkach prawo do bycia mamą ogranicza w sposób zupełny.

Dzieje się tak m.in. w przypadku kobiet, które nie zdecydowały się na własną działalność gospodarczą, ale zostały do niej zmuszone przez okoliczności. Okoliczności, a więc wcale nie rzadkie ultimatum: samozatrudnienie lub brak pracy. Kobiety te, choć w praktyce są pracownikami etatowymi (pracują w pełnym wymiarze godzin, często w siedzibie pracodawcy), w systemie ubezpieczeń społecznych funkcjonują jako samodzielne przedsiębiorstwa. Nie chroni ich prawo pracy, co w większości przypadków oznacza trwałą utratę zatrudnienia.

Druga grupa to kobiety, które nie mogą liczyć na odpowiedzialnych i zaangażowanych ojców. Pracują same, a założona firma stanowi podstawowe źródło ich utrzymania. Nowe przepisy w największym stopniu godzą w tych przedsiębiorców, którzy opłacają preferencyjną stawkę ZUS, a więc prowadzą firmę nie dłużej niż dwa lata. Jest więcej niż oczywiste, że to okres inkubacji przedsiębiorstwa, często czas inwestycji, gdzie koszty przewyższają zyski. Nowe przepisy determinują nie tylko zawieszenie lub zamknięcie przedsiębiorstwa, ale jeśli połączyć je z nieporadnością państwa przy egzekwowaniu alimentów, są długoterminowym wyrokiem skazującym.

W obu przypadkach nowa rzeczywistość prawna stawia znak równości pomiędzy macierzyństwem a utratą środków do życia. W konsekwencji zasoby, które można przeznaczyć na świadczenia macierzyńskie i wsparcie, będzie trzeba ulokować na kontach ośrodków pomocy społecznej. Różnica polega na tym, że przy okazji okradamy kobiety z godności. Mówimy: nie możecie funkcjonować samodzielnie, musicie prosić o pomoc.

Wielu karanych za niewielu

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej konieczność zmian tłumaczy nadużyciami z lat ubiegłych. Tyle że nowe przepisy to klasyczna forma negatywnej odpowiedzialności zbiorowej. Zamiast zabezpieczać budżet przed kolejnymi nieprawidłowościami, odbiera należne świadczenia tym, którzy mogliby z nich skorzystać w sposób zgodny i z literą, i duchem prawa. Państwo wielu niewinnych karze za wątpliwą winę niewielu.

Odpowiedzialność zbiorowa może być skuteczna tylko i wyłącznie, kiedy jest stosowana „do” i opiera się o zasadę dobrowolności. Dla przykładu: czujemy się współodpowiedzialni za innych, stąd zaangażowanie charytatywne i pomoc słabszym. Kara, która zostaje wymierzona w społeczność, pogłębia zachowania szkodliwe, bo winni nie ponoszą pełnych konsekwencji swoich decyzji. Więcej, cementuje przekonanie o opłacalności złego postępowania, bo cenę płaci grupa, nie sprawca.

425 posłów za

Wspomniane Ministerstwo Pracy obiecuje, że absurdalna stawka 17 zł zostanie podniesiona przez kolejną ustawę i dystansuje się od głosów krytyki. Doświadczenie jednak uczy, że z politykami rozmawiać można wyłącznie o tym, co jest, nie o tym, co być może. wywiadzie dla Interii, rzecznik Ministerstwa mówi niemal wprost, że ucieczką od niskiej stawki jest (sic!) zawieszenie działalności.

Przepisy nie były konsultowane z organizacjami kobiecymi. Dzisiaj, mimo że temat przecieka do mediów, głos kobiet wciąż jest wołaniem na pustyni. Myślę, że szczególnie teraz – na progu kampanii wyborczej – warto o tym pamiętać. 425 posłów poparło wprowadzenie dyskryminujących zmian.

Żaden z nich nie otrzyma mojego głosu.

 

Tu petycja, którą można, a moim zdaniem należy podpisać. Szczególnej uwadze polecam działania Fundacji Rodzić po Ludzku. Dziękuję też niezawodnej Ani Kowalczyk, która z dużą rzetelnością podjęła temat na swoim blogu. 

Ministerstwo opublikowało swoje dementi oraz prowadzi aktywną komunikację w mediach społecznościowych. Dementi ocenia i komentuje Money.pl. 

{social-facebook-like}