Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Wulgaryzmy na sztandary

Przynajmniej akapit dziennie, jedno spostrzeżenie.  Wszystko z przekonania, że mózg i wytrwałość wystarczą do symulacji talentu.

Wojciech Kuczok, który nie symuluje, wydał zbiór miniatur „poza światłem”. To „wypisy z dzienników podróżnych i raptularzy włóczęgowskich”. Skoro Kuczok pozwala sobie w książce, to może nie zgrzeszę, jeśli fragmentami własnych przeżyć podzielę się na blogu? Raz na dwa tygodnie?


Sobota

W MOCAK-u oglądam „Stoły-pułapki”, czyli utrwalone stoły po posiłkach, czyli to, co człowiek po sobie zostawia. Straszny syf, ale piękny. Może właśnie na tym polega kultura? Sprawia, że syf, który zostawiamy, staje się piękny? Wstydzę się tej myśli, ale zaraz pojawia się kolejna, narcystyczna. A jeśli to ze mną coś nie tak? W końcu najbardziej lubię reportaże, po których chce się rzygać. Tochman opisuję gwałt, a ja myślę „o jebany, jak on to opisał, jak on to opisał!”.

Robię zdjęcia, bo nic co ludzkie nie jest mi obce, nawet instagramowy lans na sztukę współczesną. Jak bardzo bym nie pudrował, jestem dzieckiem swoich czasów.


Wtorek

Trzecia korekta książki i znów wykreślają mi wulgaryzmy. Nie, kurwa, nie. Wulgaryzmy na sztandary.


Piątek

Stres i zmęczenie, więc kompulsywnie kupuję książki. W Bonito kupiłem Kuczoka. W Saturnie Vonnenguta – jedyne 9,99 zł. Wyprzedaż: na jednej półce podróbki Greya, kolorowanki uspokajanki, marne kryminały. I jeden z największych prozaików współczesnego świata. W sklepie z inteligentnymi lodówkami.


Środa

Na zamkniętej grupie dla rezydentów hub:raum (miejsca, w którym pracuję) zapowiedź spotkania i zdjęcie z napisem „We need to talk”. Reaguję w wyuczony sposób. „Czy zostawiałem w kuchni brudne naczynia? Czy nie byłem za głośno? A może komuś przeszkadza, że jeżdżę po biurze na hulajnodze?”.

Spotkanie dotyczyło nowej przestrzeni z okularami VR, z których będziemy mogli korzystać. I wspólnych śniadań. I Gosi, która będzie o nas dbać.

Jak długo będę pewien, że wszystko, co się wydarzy, to kataklizm, którego jestem epicentrum?


Piątek

Nie wierzyłem, kiedy Paulina przekonywała, że w Internecie kobiety nienawidzą kobiet. A później na profilu reporterki Justyny Kopińskiej przeczytałem komentarz: „A ma pani inne zdjęcia niż swoje?”.


Wtorek

Nie będzie mnie już w Coachingu. Kasię Sroczyńską porwali do Przekroju, a nowa naczelna rezygnuje z felietonów. Odpisałem w trybie „bierna agresja”: „Rozumiem decyzję i życzę powodzenia w prowadzeniu pisma. Oczywiście żałuję, bo czytelnicy często podkreślali, że właśnie od mojego felietonu zaczynają lekturę”.

A tak naprawdę jest mi przykro. Lubiłem tę ostatnią stronę i bardzo się przykładałem.


Ciąg dalszy prawdopodobnie nastąpi…

 

 

  • Czytając to:
    a) zrobiło mi się wstyd
    b) pomyslałam „o, jaki ludzki Konrad” :)

    Chcę tego więcej

  • W zasadzie dobrze, że Vonneguta nie zmrozili w jednej z tych inteligentnych lodówek ;) Coaching – szkoda wielka i rozumiem Ciebie doskonale. Jednak ostatecznie: ich strata! Ciekawe czym zaowocuje ten koniec? Czekam na ten ciąg dalszy i pozdrawiam niedzielnie :)

  • Fajne, można ukraść pomysł? ;D

    Czekam na kolejne części

  • Pisz. Zamiast w Coachingu, pisz na Halo Ziemia :)

  • Dobre, naprawdę dobre.

  • Emilia Maciejewska

    Czytywałam Twoje felietony w Coachingu. Szkoda, że już się nie pojawią. Zostajemy jednak z Twoim zbiorem przemyśleń, które są cholernie trafne i zostawiają niedosyt.

  • matylda.semadeni

    Uwielbiam Vonneguta.

    Nie wiedziałam, że pisałeś do Coachingu, więc nie żałuję, że już nie będziesz pisał, ale trzymam kciuki, żeby było twoich słów więcej w drukowanej prasie.

    Też lubię wulgaryzmy, w odpowiednim momencie.

  • makate

    Ach ta środa, taka znajoma…
    Czekam na kolejne wypiski z codzienności.

  • Piotr Dudziński

    Konrad, pisz. Robisz to dobrze.