Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Dzieci, które są Twoje

– Moja mama jest pijana i poszła spać, koleżanka jej też i taki pan też poszedł spać. I ja jestem sam i się boję.
– A ile masz lat?
– Sześć. (…) Ale ja nie chcę iść do domu dziecka!

To nie jest fragment kiepskiego kryminału klasy B. Chciałbym, żeby tak było. To zapis rzeczywistej rozmowy wyemitowanej we wczorajszych Faktach TVN. Przerażony sześciolatek zadzwonił na komisariat policji w Bartoszycach. Tutaj, w Polsce, tuż obok Twoich drzwi. 

Dzień wcześniej media doniosły o innym chłopcu, czteroletnim Danielu, którego najpierw głodzono, a w końcu śmiertelnie pobito. Rzecz miała miejsce na Wyspach, a Daniel nie zdążył poprosić o skuteczną pomoc.

Różne mądre głowy (łącznie z w-ce premierem Wielkiej Brytanii) zaczęły prześcigać się w wymienianiu instytucji, które – w obu przypadkach – powinny zareagować z odpowiednim wyprzedzeniem. Lista winnych okazuje się być długa. Jesteśmy na niej obaj. Ja i Ty.

Odkąd żona obwieściła, że jesteśmy rodzicami, próg mojej wrażliwości na sprawy tego typu drastycznie spadł i przyznaję, że moja pierwsza reakcja nie była zbyt wyważona. Na ziemię sprowadził mnie felieton Doroty Zawadzkiej o Ludzkim obowiązku. Krótki tekst, który zadaje proste pytanie.

A co Ty zrobiłeś?

Kilkakrotnie byłem świadkiem jak opiekun publicznie (w autobusie, w sklepie, na przystanku) dyscyplinuje dziecko w sposób daleki od przyjętego za normalny. Zawsze czułem się zakłopotany, bywało, że chciałem zareagować, ale poza jednym, ekstremalnym przypadkiem, nigdy nic nie zrobiłem. Jest mi wstyd i słowo, nigdy więcej.

Zacząłem zastanawiać się dlaczego, jak dotychczas, nie przerywałem wulgarnych tyrad wściekłych matek, kierowanych pod adresem wystraszonych kilkulatków? To oczywiste, że nikt nie powinien być poniżany, niezależnie od wieku ani rodzinnych zależności. Nigdy nie towarzyszyło mi przekonanie, że to nie moja sprawa, ani też naiwna nadzieja, że zareaguje ktoś inny (to się nie zdarza). Po fakcie zawsze odzywał się we mnie wyrzut sumienia, że jednak należało coś zrobić. Więc dlaczego?

Nie kiedy, ale jak.

Pytanie czy i kiedy zareagować jest niewystarczające. Równie ważne: jak to zrobić? W łańcuchu od powinności do działania zawsze brakowało mi właśnie tego ogniwa: praktycznej wiedzy o tym w jaki sposób zwrócić komuś uwagę. Jasne, to nie jedyny powód, nie zamierzam się tym zasłaniać, ale kiedy wiesz co zrobić, łatwiej zacząć.

Dla przykładu: wystarczy, że zaczynam przyglądać się ruganemu dziecku, rodzic staje się jeszcze bardziej krytyczny i nie kto inny, a maluch jest obwiniany za niezdrowe zainteresowanie, które wzbudziła sytuacja.

Odpowiedź na Jak to zrobić? pada na stronach kampanii społecznej Reaguj na przemoc wobec dzieci. Masz prawo, do której odsyła również Dorota Zawadzka. Wcześniej zetknąłem się z tą akcją, ale w komunikacyjnym natłoku uciekła z mojego pola widzenia. Dopiero realny kontekst wzbudził moje zainteresowanie. Lepiej późno niż wcale.

To dzieję się tuż obok Ciebie

Przemoc wobec dzieci jest realnym problemem. Nie tylko ta fizyczna, ale emocjonalna i ta wynikająca z zaniedbań. Problemem jest też, a może przede wszystkim, nasza obojętność. To banał, ale wydarzenia ostatnich dni pokazują, że należy go wyartykułować jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze…

Zwrot to nie moja sprawa jest absurdalnym tłumikiem sumienia, a narzekania na sąd, policję, nauczycieli i instytucje pomocy społecznej hipokryzją. Pytania gdzie oni byli? wyrzucane na Facebooku pozostaną hipokryzją tak długo, jak sami nie zaczniemy umiejętnie reagować na trudne sytuacje, które dzieją się za ścianami naszych mieszkań i w autobusach, którymi dojeżdżamy do pracy.

Oby było ich jak najmniej bo za Pawłem Królikowskim to nie ma nie naszych dzieci.

[fb_button]

{social-facebook-like}