Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Kobieta – kategoria minus jeden

Tragedią naszych czasów stało się definiowanie męskości przez pryzmat siły i wpływów, przy jednoczesnym twierdzeniu, że jest zupełnie inaczej. W przestrzeni publicznej – na poziomie deklaracji – sposób w jaki myślimy i mówimy o kobietach ma się dobrze. Ale tu, gdzie życie toczy się naprawdę, kobieta jest synonimem tego, co gorsze.

Kraków, autobus linii 105. Chłopiec. Sześć, góra osiem lat. Upada przy gwałtownym hamowaniu. Z plecaka, którego objętości i ciężaru trudno zazdrościć, wypada kilka rzeczy. Kredki trafiają na drugi koniec pojazdu. Bohater dramatu nie potrafi się w nim odnaleźć, a stłuczone kolano nie pomaga. Przez chwilę patrzy na opiekuna, w końcu zaczyna płakać.

Opiekun – wszystko wskazuje na to, że tata, choć równie dobrze mógłby być starszym bratem – podnosi głos: przestań się mazgaić, nie zachowuj się jak baba, idź po te kredki. Patrzę na chłopca i widzę jak w kilka sekund ulatuje z niego wszystko co pozytywne. Ze mnie też.

Branżowa konferencja. Tłum ludzi. Znajomi, z którymi nie widziałem się jakiś czas, ale Internet pozwolił utrzymać trwały, względnie dobry kontakt. Męskie grono. Kiedy wspólna znajoma publikuje nowe zdjęcie, rozmowa szybko schodzi na zupełnie nie-branżowy temat. Mądra, świetna dziewczyna z bogatym portfolio sukcesów. Tu, w gronie światłych i wykształconych, momentalnie staje się materiałem do oceny i nieosiągalnym trofeum. Uczestniczę w tej rozmowie i dopiero po chwili znajduję w sobie odwagę, żeby ją przerwać. Na tyle późno i tak bardzo naokoło, że jeszcze przez jakiś czas będzie mnie męczyć moralna czkawka.

Jesteśmy przesiąknięci społecznie szkodliwą definicją męskości, w której kobieta nie jest partnerem, ale poddanym. Człowiekiem kategorii minus jeden. Tym, co słabsze i gorsze. Przede wszystkim obiektem seksualnych westchnień i mało wyszukanych ocen. I choć większość z nas nigdy tego nie przyzna, z łatwością potrafimy odnaleźć sytuację z przeszłości, w której nasze zachowanie da potwierdzenie tej tezie. Niewybredny żart, mało wyszukany komentarz po kilku głębszych, albo tuż przed nimi. Czasami uwaga skierowana wprost lub – to częściej – zza ekranu komputera.

Tony Porter, pomysłodawca i współzałożyciel organizacji „A Call to Men” (Apel do mężczyzn), w swoich publicznych wystąpieniach mówi o pakiecie przekonań, który wdrukowała w nas cywilizacja: nie pokazuj swoich emocji i nie akceptuj ich, nie okazuj słabości, ani strachu. Bądź agresywny i dominujący. Decyzje zawsze podejmuj samodzielnie, bez pomocy i wsparcia. Kobiety traktuj przedmiotowo. Tragedia polega na tym, że większość z nas nigdy nie weryfikuje tych przekonań. Stają się one nieuświadomionym autopilotem naszych zachowań.

Jesteśmy przesiąknięci społecznie szkodliwą definicją męskości, w której kobieta nie jest partnerem, ale poddanym. Człowiekiem kategorii minus jeden. Tym, co słabsze i gorsze. Przede wszystkim obiektem seksualnych westchnień i mało wyszukanych ocen.

Dla jasności: jestem daleki od twierdzenia, że płeć nie ma znaczenia, a różnice pomiędzy kobietą, a mężczyzną nie istnieją. Istnieją i źle, jeśli próbujemy je za wszelką cenę zatrzeć. Tyle, że między nami nie ma, i nie może być relacji nadrzędności.

Fundacje i stowarzyszenia przeciwko przemocy, te, które zabiegają o równouprawnienie płci, dobrze rozumiany, rozsądny feminizm, wszystkie te środowisko wykonują i wykonały wiele dobrego, aby zmienić tę perspektywę. Ta praca jest potrzebna i niezbędna. Mam jednak głębokie poczucie, że to, co Tony nazywa pakietem przekonań, jest tak silnie wpisane w męski sposób myślenia, że każde społeczne działanie będzie niewystarczające.

Istnieje jednak przestrzeń, w której zmiana jest możliwa w relatywnie krótkim czasie. To przestrzeń naszych mieszkań. Mam to wielkie szczęście, że jestem ojcem kobiety. Standardem, do którego chcę dorastać, jest odpowiedź na proste pytanie: jak mężczyźni powinni traktować moją córkę? Jak o niej myśleć, zwracać się, jakie relacje budować na gruncie zawodowym i prywatnym. Chcę, żeby dorastała w świecie, w którym męstwo nie oznacza władzy, ale odpowiedzialność i wsparcie, a siła jest konsekwencją doświadczeń i wewnętrznego uporządkowania. W rzeczywistości, gdzie możliwa jest przyjaźń między kobietą, a mężczyzna, bez podejrzeń i przekraczania granic.

Istnieje jednak przestrzeń, w której zmiana jest możliwa w relatywnie krótkim czasie. To przestrzeń naszych mieszkań.

Kiedy na świecie pojawi się nasz syn, a autobus zahamuje zbyt gwałtownie, moją odpowiedzialnością będzie powiedzieć: hej mistrzu, masz się dobrze? Choć, ogarniemy razem ten bałagan. Bez oskarżeń, i bez krzywdzących porównań. Chcę, żeby wiedział, że zawsze może liczyć na wsparcie, bo kiedyś – jako mężczyzna – będzie wsparciem dla innych. Przyzwolenie na to, aby czuł to, co rzeczywiście czuje, będzie jednym z cenniejszych prezentów, które mogę mu ofiarować. I wszystkim kobietom, które spotka w przyszłości. Jakość myślenia o innych zawsze ma źródło w tym, jak myślimy o sobie.

Tony Porter mówi, że jego wyzwolenie jako mężczyzny, jest ściśle powiązane z wyzwoleniem kobiet. Nie potrafię znaleźć bardziej trafnej myśli. Paradoksalnie, choć to mężczyźni są źródłem krzywdzącego traktowania kobiet, są też jego rozwiązaniem. Dopiero kiedy uwolnimy się od destrukcyjnych sądów na własny temat, i stereotypu źle rozumianej siły, innych będziemy mogli traktować dobrze.

{social-facebook-like}