Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Mamy dziecko, czyli urlop od życia

Urlop macierzyński nie jest przywilejem kobiet. Jest dobrem wspólnym, bo jako ludzie, jesteśmy za siebie odpowiedzialni. To, że kobiety stają naprzeciw trudnego wyboru pomiędzy poczuciem bezpieczeństwa, a własnym macierzyństwem, oznacza, że oblaliśmy kolejny egzamin.

Żadne rozwiązanie prawne nie przyniesie efektu, dopóki nie zmienimy sposobu myślenia. O macierzyństwie, relacjach i pracy. Nie kobiety, nawet nie przedsiębiorcy. My, wszyscy.

Tu nie chodzi o pieniądze

Żyjemy w kulturze, która wtłacza w nas przekonanie, że celem prowadzenia biznesu jest zysk i wpływy. Ale to nie działa w ten sposób. Pieniądze nie mogą być celem. Jeśli tak się dzieje, wcześniej czy później, ktoś cierpi.

Wycieramy sobie usta humanizmem i prawami człowieka, a zapomnieliśmy o czymś bardzo podstawowym: celem zawsze powinien być człowiek. Miarą tego kim jesteśmy, nie jest stan posiadania, ale sposób w jaki traktujemy innych.

Zysk jest zaledwie niezbędnym środkiem do funkcjonowania w poczuciu stabilności i komfortu. Finanse stanowią tylko i aż pomost do rzeczy zdecydowanie ważniejszych. Posiadanie i pomnażanie dóbr nie jest ani dobre, ani złe – to sposób użycia decyduje o ich wartości.

Tak długo, jak przedsiębiorcy nie będą w stanie zaakceptować, że ich empatia i zdolność do poniesienia kosztów, jest niezbędnym wsparciem dla przyszłych mam, tak długo urlop macierzyński będzie trudnym dylematem. I to niezależnie od długości jego trwania.

Dwa dni po tym, jak Stworzon pojawił się na świecie, jeszcze w szpitalu odebrałem telefon. Dzwoniła przełożona żony. Do mnie, bo nie chciała niepokoić Kamili. Z troską zapytała o przebieg porodu i nasze samopoczucie, złożyła gratulacje i przekazała pozdrowienia od pozostałych współpracowników. Zapewniła, że kwestie formalne związane z urlopem i wynagrodzeniem dopełnimy wtedy, kiedy będzie to możliwe.

Pomyślałem, że właśnie takim pracodawcą chcę być, i że nadal istnieją ludzie, którzy potrafią efektywnie zarządzać, a jednocześnie elementarnie dbać o innych. To nie miało nic wspólnego z przepisami, ale bardzo dużo z człowieczeństwem.

Jedna mama, tysiąc spraw

Maluch towarzyszy nam piąty miesiąc. Jeśli w tym chronicznym zmęczeniu, braku snu i czasu na oddech czegoś żałuję, to jedynie, że zwlekaliśmy tak długo. Jest cudownie, ale cudownie nie znaczy łatwo.

Okres tuż po porodzie był trudny. Kamila dochodziła do siebie długo, a obciążenia związane z nową rolą, karmieniem piersią, narastającymi ze wszystkich stron oczekiwaniami i tysiącem pytań, robiły swoje. Jeśli na horyzoncie tych spraw pojawia się dodatkowy niepokój związany z pracą, sytuacja nie należy do najprzyjemniejszych.

Przede wszystkim: to niezwykle intymny i ważny czas dla rodziców, kiedy po pobycie w szpitalu wśród obcych ludzi, strzykawek i preparatów, wreszcie mogą zostać ze swoim maleństwem sami. W ciszy i spokoju. Nikt nie ma prawa stać temu na przeszkodzie.

Stworzon jest materiałem wymagającym. Przez pierwsze trzy miesiąca spaliśmy na zmianę po 2-3 godziny. Lila zwijała się w kolkowym bólu, a jedyne co przynosiło ulgę, to sprężysty, szybki chód. I mordercza dieta żony. A więc ja chodziłem, a ona starała się nie umrzeć z głodu. W tym okresie próba zobowiązania kobiety do pracy (łącznie z obowiązkami domowymi), jest aktem przemocy.

Kolki ustąpiły, ale czas, który nasz maluch potrzebuje na sen, drastycznie zmalał. Jest hiperaktywna. Oddanie jej w ręce opiekunki lub do żłobka nie wchodzi w grę. Trudno powiedzieć, kto umarłby z zapłakania pierwszy: ona czy my.

Przyszłość

Ten rok obecności przy maluchu jest potrzebny. Dyskusja o tym problemie, oprócz kwestii zatrudnienia, odsłania jeszcze dwa aspekty.

Kobiety w obawie o utratę pracy unikają długich przerw. Ten lęk towarzyszy im również wtedy, kiedy mąż pracuje i jest w stanie utrzymać rodzinę. Z jakiegoś powodu przestaliśmy wierzyć w trwałość związków. A to nie ma nic wspólnego z kulturą organizacyjną firm.

Kiedy pisałem o aborcji, mówiłem, że ucieczka od odpowiedzialności za to, co się stworzyło, jest tchórzliwą zdradą męskiej tożsamości. To w nią trwale wpisane jest ojcostwo. My, mężczyźni, możemy podnosić głos przeciw tej czy innej ideologii, ale tak długo, jak nie zaczniemy związków traktować na serio i z koniecznym poświęceniem, tak długo nie mamy prawa do słów krytyki.

To my ponosimy odpowiedzialność za to, że nasze żony i dziewczyny obawiają się dnia, w którym znikniemy bez słowa. I zostawimy je z życiem same sobie.

Praca i rozwój zawodowy, choć nie najważniejsze, są istotne. Potrzebujemy realizacji na wielu płaszczyznach. To nie jest coś, co może zostać zarezerwowane jedynie dla mężczyzn. Przychodzi taki czas, w którym permanentna obecność mamy, nie jest dobrem koniecznym. I to znów jest przestrzeń, w której mężczyźni powinni być obecni. Bycie razem zawsze jest partnerstwem. Wspieramy się.

Moja żona jest w domu i jeszcze przez jakiś czas chce tu zostać. Planujemy Stworzona nr 2. Czasem mam wrażenie, że jest specjalnie zaprojektowana do bycia mamą. Jej wrażliwość, cierpliwość i intuicja zadziwiają. Jeśli jednak zdecyduje się wrócić do pracy, albo zająć czymś zupełnie swoim, a konsekwencją będzie ograniczenie moich aktywności, to dobrze. Mój świat nie ucieknie.

Kryzys

Umiera nas więcej, niż się rodzi. Starzejemy się i nagle, w trosce o czubek własnego nosa, bijemy na alarm. Kryzys demograficzny jest paradoksem: starzejemy się, bo nigdy nie staliśmy się dorośli. Chcemy zdobywać, robić wrażenie i posiadać. Zabija nas własny egoizm.

A wystarczy, że na chwilę rachunek zysków i strat przestanie być najważniejszy; że macierzyństwo zaczniemy traktować jako wartość samą w sobie, a nie alternatywę dla normalności. W końcu, że tam gdzie kobiety potrzebują wsparcia, będziemy obecni.

[fb_button]

 

Tekst jest głosem w dyskusji, którą wywołał wywiad z dziennikarkami Gazety Wyborczej. Sprawę komentowała Boska Matka, NaTemat.plTomasz Terlikowski. Celowo nie odnoszę się do żadnej z tych wypowiedzi bezpośrednio. Zbyt często zamiast spokojnie rozmawiać o problemie, krzyczymy i wskazujemy palcem.
{social-facebook-like}