Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Prawdziwych bohaterów już nie ma

Prawdziwych bohaterów już nie ma. Świat czeka zagłada. Porzuć nadzieję bo nadchodzi czas mroku, bólu i cierpienia – na końcu wszyscy umrzemy. A nawet jeśli trochę przesadzam, to odrobina dramatu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Podobnie jak nikomu nie mogą zaszkodzić proste historie o tych dobrych, którzy zawsze wygrywają. Wręcz przeciwnie.

Kiedyś, kiedy wszystko było lepsze, uwielbiałem postać Supermana. Złośliwi twierdzą, że w dużym stopniu dlatego, że Clark Kent (Superman wtedy, kiedy nie jest Supermanem) sprawiał wrażenie niedorajdy, z którym łatwo mogłem się utożsamić. Choć osobiście nie podzielam tej diagnozy, to (niezależnie od motywów)  niecierpliwie czekałem na Człowieka ze stali. To miał być powrót do przeszłości opakowany w świetne efekty!

Niestety, rzeczywistość ponuro zweryfikowała te oczekiwania. Do domu wracałem rozczarowany, a podczas seansu wynudziłem się jak dawno. I dość szybko zrozumiałem, że to nie problem filmu. Owszem, fabuła okazała się miałka, ale przecież bazująca dokładnie na tym, co kiedyś mnie fascynowało, i nie mogłem spodziewać się niczego więcej.

Dwa rzędy przed nami siedziała grupa chłopców, mieli dziesięć, może dwanaście lat. Bawili się świetnie –  co druga scena wywoływała efekt niekontrolowanego WOW! Wychodząc z kina odgrywali scenki z filmu. Właśnie wtedy pomyślałem, że prawdziwych bohaterów już nie ma, ale to my ich zabiliśmy. A dokładniej: zabiła ich nasza dorosłość.

Człowiek ze stali uświadomił mi jak łatwo tracimy to, co tak bardzo cenne: umiejętność cieszenia się chwilą bez wewnętrznego dialogu, analizy i oceniania wszystkiego wg takich czy innych kryteriów. Kiedy tych kilku chłopców dało się wciągnąć w prosty świat, w którym dobro zawsze wygrywa, a on ratuję tę najpiękniejszą (reszta ludzkości jest tylko dodatkiem), ja zastanawiałem się jak to jest, że totalnej destrukcji najpierw ulega pół miasta, później pół planety, a w ogóle nie widać ofiar. Hej, panie Snyder, przesadziłeś! Co tu się dzieje?! I nie byłem odosobniony.

Można pokusić się o stwierdzenie, że to naturalne. Dorastamy i mamy inne oczekiwania. Prosty podział na czarne i białe jest niewystarczający – dzisiaj nie możemy się w nim odnaleźć. Nie pozwalamy sobie na uproszczenia, nawet jeśli chodzi o niezobowiązującą rozrywkę. Analizujemy i krytykujemy.

Ale to bzdura. Rzeczywistość bywa różna i właśnie dlatego, od czasu do czasu, potrzebujemy ją uprościć. Kiedy świat, ten opowiedziany, jest taki prosty, to z jednej strony możemy odpocząć, a z drugiej – zobaczyć to, co naprawdę ważne.

Bo przecież każdy z nas czasami potrzebuje uratować tę piękną, a po drodze przywalić kilku złym. Podobnie jak każda z Was, niezależnie od wieku, chce być tą wybraną i czeka, aby ją tylko uratować!

[fb_button]

PS Jest jeszcze jeden powód dla którego będę darzył Supermana niekończącą się sympatią. W czasach dawnych, kiedy poznawałem nową dziewczynę i po krótkiej wymianie uprzejmości pytała czym się zajmuję, odpowiadałem z przekonaniem, że jestem superbohaterem, który ratuje świat. Uwierzcie, to zawsze działało. Muszę przypomnieć żonie z kim tak naprawdę się związała.

PS2 Jeśli chcesz dodać niemiły komentarz, pamiętaj, że na tym blogu ta ja jestem tym dobrym i mam mnóstwo różnych supermocy!

Zdjęcie w nagłówku pochodzi z materiałów prasowych filmu.

{social-facebook-like}