Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Co się stało z naszą klasą?

Drodzy Politycy,

Wierzę w społeczeństwo obywatelskie. W to, że suma odpowiedzialności i zaangażowania posiada siłę sprawczą, a rzeczywistość można zmieniać bez odgórnej inspiracji. Również w to, że od rządzących możemy wymagać wówczas, kiedy sami wnosimy do społeczności jakąś wartość. Przestaję jednak wierzyć w klasę polityczną. W Was. W przestrzeni, którą stworzyliście, plebiscyt krzyku wyparł kompetencje i poczucie misji.

Staram się być człowiekiem świadomym i aktywnym. Wspieram społeczność lokalną, angażuję się w działalność organizacji pozarządowych, w poczuciu odpowiedzialności za dobro wspólne śledzę przestrzeń publiczną.

Dbam o to, aby moje podatki zostały opłacone na czas i nie szukam ulg tam, gdzie nie należą mi się z mocy prawa. Wciąż chce wierzyć, że efekt mojej pracy może służyć innym, a przynajmniej niektórzy z Was potrafią tymi środkami rozporządzać właściwie.

Zwykle krytykuję ostrożnie i z dużym dystansem, bo rozumiem, że trudna historia na długo zdławiła w nas oddech. Dostrzegam oczywisty fakt, że cywilizacyjnie i kulturowo dorastamy na nowo, a w świecie technologii i styku różnych wartości nie jest to proces ani łatwy, ani szczególnie przyjemny.

Zwykle krytykuję ostrożnie i z dużym dystansem, bo rozumiem, że trudna historia na długo zdławiła w nas oddech. Dostrzegam oczywisty fakt, że cywilizacyjnie i kulturowo dorastamy na nowo.

Tyle, że coraz częściej brakuje mi cierpliwości. Ludzi podobnych do mnie jest wielu.

Jestem daleki od naiwnej wiary w to, że Wasz świat będzie krystalicznie czysty. Tyle, że to świat, który z roku na rok traci na wartości. Równia pochyła, gdzie służba przestaje mieć znaczenie, a zyskuje partykularny interes wąskiej grupy zainteresowanych. Gorszy pieniądz wypiera lepszy.

Przed tygodniem do pięciu Waszych komitetów przesłałem krótki list. Kierowała mną czysta ciekawość o rzeczywiste zaangażowanie tych, którzy starają się o mój głos. Pytałem o sytuację na Ukrainie, kwestie współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, w końcu o politykę poszerzania Unii. Mało wymagający, licealny standard. Dla dodania sprawie kolorytu, treść przygotowałem w języku angielskim. Dokładnie dzisiaj minie ósma doba od momentu kliknięcia przycisku Wyślij, a więc czas, który tuż przed epicentrum kampanii wyborczej wydaje się wiecznością. Nikt z Was nie odpisał.

Tłem tej inicjatywy stała się kampania, która do przestrzeni publicznej nie wnosi żadnej wartości. Poza kilkoma ekstremalnymi akcentami, Wasze materiały informacyjne i spoty nie różnią się od siebie. W praktyce jeśli pozbawić Was partyjnych emblematów i wzajemnej nienawiści, przestajecie się różnić. Paradoksalnie: więcej niż o sobie mówicie o politycznej konkurencji. Za sloganami o silnej Europie i nowoczesnej Polsce nie kryję się żaden konkretny pomysł, ani idea. A jeśli nawet, to nie potrafiliście z tym komunikatem do mnie dotrzeć.

To zastanawia: jeśli nie potraficie zadbać o własny, wyborczy interes, w jaki sposób chcecie podejmować się działań dalece trudniejszych?

Na listach wyborczych znalazły się nazwiska znanych osób, które jednak nie posiadają ani wiedzy, ani doświadczeń niezbędnych do pełnienia funkcji publicznych. To kolejne potwierdzenie przykrego faktu, że nie traktujecie nas poważnie. Należę do licznego grona zignorowanych: ludzi, którzy nie chcą głosować na twarz, ale na rozwiązania.

Na listach wyborczych znalazły się nazwiska znanych osób, które jednak nie posiadają ani wiedzy, ani doświadczeń niezbędnych do pełnienia funkcji publicznych. To kolejne potwierdzenie przykrego faktu, że nie traktujecie nas poważnie.

Jestem zmęczony faktem, że – przy jednoczesnym zatraceniu zdolności do porozumienia – do perfekcji opanowaliście umiejętność bycia przeciw. W tym poczuciu zmęczenia nie jestem osamotniony.

Wy natomiast z uporem wierzycie, że bycie w opozycji do tych drugich niezależnie od kontekstu, przyniesie w pierwszej kolejności rozpoznawalność, w drugiej wyborczy sukces. W efekcie degradujecie własne środowisko. Jeszcze jakiś czas temu głównym motywem zaangażowania w sprawy społeczne była chęć tworzenia rzeczy ważnych. Ambicja kształtowania rzeczywistości. Przez Wasz egoizm większość ludzi o dużym potencjale i kompetencjach znalazła się poza głównym nurtem polityki. Przyciągacie tych, którzy nie są w stanie funkcjonować w żadnym innym środowisku, co finalnie zamyka błędne koło obniżanych kompetencji.

Przyciągacie tych, którzy nie są w stanie funkcjonować w żadnym innym środowisku, co finalnie zamyka błędne koło obniżanych kompetencji.

Do końca kampanii wyborczej pozostały dwa tygodnie. Chciałbym zobaczyć debatę, w której widać różnicę poglądów, a nie antagonizm osób. Wysłuchać dyskusji, gdzie – mimo tych różnic – politycy szukają tego co wspólne, a na tej płaszczyźnie potrafią budować porozumienia. Tyle, że to już nawet nie naiwność, a stan dalece posuniętego oderwania od rzeczywistości. Szkoda.

25 maja stanę przy urnie wyborczej i wybiorę jednego z Was. Z towarzyszącym temu wyrzutem sumienia. Obywatelski obowiązek obliguje mnie do oddania głosu, ale jednocześnie wiem, że robiąc to, daję Wam legitymację do sprawowania władzy w sposób, który opisałem wyżej.

Otóż nie, nie daję. Ten list jest tego skromnym manifestem.

[fb_button]

{social-facebook-like}