Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Nie mów, nie czuj, nie ufaj

Nie mów, nie czuj, nie ufaj. Trzy proste zasady, którymi nasiąkają dzieci pijących rodziców. Zasady, które długim echem odbijają się w ich dorosłym życiu: nie pozwalają budować szczęśliwych relacji, sabotują rozwój zawodowy, odbierają wiarę w siebie. Dorosłe Dzieci Alkoholików – dorośli, którzy nie zdążyli być dziećmi.

Dzieciństwo bez odbioru

Mikołaj, pytany o dzieciństwo, jeszcze do niedawna potrafił tylko milczeć. Przeszłość to obrazy, których lepiej nie pamiętać.

Jak ten, kiedy zafascynowany radiokomunikacją postanowił kupić własny nadajnik. Przez trzy miesiące sumiennie odkładał pieniądze: ograniczył wydatki, sprzedał część swoich rzeczy, brakującą resztę pożyczył od kolegi.

Z efektem, bo długa, siedmiometrowa konstrukcja (antena i wysięgnik) stanęła przed domem. Sprzęt składali we dwóch, bo okazało się, że ojciec – z wykształcenia elektrotechnik – potrafi pomóc. Wspomina, że był dumny z taty. Razem rozpoczęli przygotowywania do państwowego egzaminu.

Tyle, że tata tatą jedynie bywał. Trudno było przewidzieć, kiedy dr Jekyll zamieni się w pana Hyde’a. Kiedy kilka tygodni później wrócił z pracy pod wpływem, pretekst pojawił się jak zwykle szybko. Pokój nie był posprzątany wystarczająco dobrze. Radio nie przetrwało zderzenia ze ścianą. Podobnie jak marzenia o licencji na dodatkowe pasma i wiara, że chcieć znaczy móc.

Nie życzyłem ojcu śmierci. Sam chciałem umrzeć. Nie mówiłem o tym wydarzeniu. Winę wziąłem na siebie. Radio upadło przez nieuwagę, przestało działać. Zapomniałem.

Do czasu. Flotę samochodów należącą do firmy, w której pracuje Mikołaj wyposażono w sprzęt CB. W czasie podróży nikt nie umiał skonfigurować urządzenia. On sam, z zapałem wartym lepszej sprawy, zrobił to w kilka minut.

Na pierwszej stacji poprosił o przerwę. Zniknął za budynkiem. Płakał.

Dorosłe Dzieci Alkoholików

W domu, w którym przynajmniej jeden z rodziców pije, nic nie jest pewne. Nie ma reguł, przewidywalności. Troskliwi i kochający dorośli chwilę później przestają nimi być. Codzienność zadeptuje podstawową potrzebę bezpieczeństwa

Wychowaniu towarzyszy narastające poczucie wstydu. Dzieci wiedzą, że w domu nie jest tak, jak być powinno, ale wszystkie wysiłki koncentrują na tym, aby zakrzywić rzeczywistość. Kiedy to przestaje być możliwe – ukryć ją. Dziecko uczy się, że nie może ufać temu co widzi, słyszy i czuje. Tata nie jest pijany, ale chory. Podobno kocha, ale przecież poniża, bije, zaniedbuje. Jest nieobecny.

Dziecko, zwłaszcza w pierwszym okresie życia, nie obciąża odpowiedzialnością rodzica. Wini tylko siebie. Nabiera sabotującego przeświadczenia, że nie zasługuję na nic dobrego.

Dzieci gorszych rodziców

Nigdy nie mogłam zaprosić do domu koleżanek. Kiedy moje przyjaciółki organizowały urodziny, nie byłam w stanie odwdzięczyć się podobnym zaproszeniem. W końcu przestałam wychodzić. – Piotr, ojciec Marty, nigdy jej nie bił. Nie poniżał, krzyczał mało.

Bolało, że choć fizycznie był obok, nigdy nie mogła powiedzieć, że ma tatę. Nie wiedział, kiedy córka ma urodziny, w której jest klasie, z kim się przyjaźni i co jest dla niej ważne. W pijackim amoku nie poznał jej podczas domowego przyjęcia. Dostrzegał jedynie spektakularne sukcesy, którymi mógł pochwalić się na forum publicznym. Na trzeźwo był skupiony tylko na sobie. Marta dusiła w sobie złość i żal.

Zajmował wysokie urzędnicze stanowisko, prowadził kilka firm. Alkoholizm białych kołnierzyków. – Chciałam mieć sine plecy i pękniętą wargę. Czekałam aż uderzy, albo sponiewiera przy innych. Wtedy nie musiałabym udawać. Nie mogłam znieść, że w domu był zimny i obojętny, a na zewnątrz – wzór cnót.

Kiedy Marta odwiedziła ratusz, ojciec podszedł w towarzystwie kolegów, pochwalił, sięgnął do portfela. Zapytał, czy potrzebuje czegoś jeszcze. – Chciałam powiedzieć, że tylko ojca, zakłamany skurwysynu… Było mnie stać jedynie na uprzejmy uśmiech. Nam, gorszym dzieciom, dobrą minę do złej gry zapisano w kodzie genetycznym.

Bohater i maskotka

W rodzinie z problemem alkoholowym dochodzi do zachwiania ekosystemu. Dzieci, czy tego chcą czy nie, muszą wziąć na siebie część zadań, które w normalnych warunkach albo spoczywają na dorosłych, albo w ogóle nie występują. W książce Uzależnienia. Geneza, terapia, powrót do zdrowia dr Bohdan Woronowicz mówi o rolach, w które wcielają się dzieci z rodzin dysfunkcyjnych.

Bohater nie sprawia kłopotów, opiekuję się rodzeństwem, osiąga dobre wyniki. Dostarcza rodzinie poczucia wartości. Dba o pijącego rodzica, pociesza innych. Nad wiek dojrzały, skrajnie odpowiedzialny. Mądry. Jednocześnie z silną tendencją do bagatelizowania własnych potrzeb. Żyjąc w stanie ciągłego napięcia, nie potrafi ani bawić się, ani odpoczywać. Jako dorosły skupia swoją aktywność i energię na tym, aby pomagać innym. Tyle, że zapomina o sobie. Bohaterowie, którzy dawno opuścili dom, choć cieszą się dużym szacunkiem i uznaniem innych, żyją w cieniu ciągłego zmęczenia.

Kozioł ofiarny odciąga uwagę od alkoholika i sam staje się źródłem problemów. Trudne dziecko, które stwarza kłopoty wychowawcze, źle się uczy. Kozioł nie potrafi konkurować ze starszym bohaterem, a więc staję się jego przeciwieństwem. Sam dość szybko uzależnia się od środków psychoaktywnych. Jako dorosły staje się społecznie niedopasowany i żyje poniżej swoich realnych możliwości.

Kolejna z ról – dziecko niewidzialne. Zamknięte w sobie nie wymaga od innych, nic nie oczekuje. Nie sprawia kłopotów. Stopniowo traci kontakt z otoczeniem. Towarzyszy mu poczucie bezradności. Przed piętrzącymi się problemami ucieka w świat marzeń i baśni. Kiedy niewidzialne dziecko staje się niewidzialnym dorosłym, nie potrafi nawiązywać trwałych, szczęśliwych związków.

Maskotka przez humor i błyskotliwość rozładowuje domowe napięcie zanim nastąpi jego eskalacja. Żartami maskuje problem pijącego rodzica, spycha na plan dalszy. Poczucie własnej wartości uzależnia od akceptacji innych. Potrzeba ciągłej uwagi i bycia docenionym utrzymuje się u maskotek również w dalszym okresie życia. Towarzyszy im niska samoocena i niemal zerowa asertywność. Zmagają się z obniżoną odpornością na stres.

Rzadko bywa tak, że dziecko przyjmuje tylko jedną z opisanych strategii. Zwykle to wypadkowa kilku ról. W rodzinach, w których dzieci jest więcej, role zmieniają się dynamicznie.

Jak fatum

Ryzyko, że niewłaściwe wzorce postępowania zostaną przeniesione na grunt dorosłego życia jest duże. Ale DDA to nie fatum. Nie każdy, kto dorastał pod jednym dachem z rodzicem alkoholikiem, jest skazany na syndrom. Joanna Wieczorek–Jonak, psycholog i psychoterapeuta uzależnień, podkreśla: – Nie zawsze historia alkoholowa w rodzinie determinuje poważne trudności u osoby dorosłej. Wiele zależy od głębokości traumy, okresu jej trwania, osobowości dziecka, itp. U każdej osoby dorastającej w rodzinie z problemem alkoholowym trudności występują, ale nie muszą one determinować całego życia.

Zranić zanim zostanę zraniony

Mikołaj, zanim trafił na terapię DDA, a później do grupy samopomocowej, zdążył poważnie zachorować, zrezygnował z kilku intratnych ofert pracy, zaprzepaścił szansę na udany związek.

Kłopoty z budowaniem intymnych relacji to cecha wspólna Dorosłych Dzieci. Obniżone poczucie własnej wartości sprawia, że osoby cierpiące na syndrom nie wierzą, że zasługują na akceptację i bliskość drugiego człowieka. Miłość wiąże się z zagrożeniem i bólem. Sabotują związek, bo w ten sposób uprzedzają potencjalne zagrożenie. Zranić, zanim zostanę zraniony.

Podobny schemat występuję w kontekście innych aktywności: – Najlepszy i pierwszy. Kiedy wiedziałem, że nie wygram, musiałem się wycofać. Mogłem przez długi czas pracować nad projektem, tylko po to, aby na dzień przed finalizacją zrezygnować. Moja głowa nie jest moim najlepszym przyjacielem.

Kiedy zaobserwował objawy charakterystyczne dla depresji: brak snu, myśli samobójcze chroniczne zmęczenie, apatia, zwrócił się o pomoc.  Zdiagnozowano syndrom DDA. – Na liście cech charakterystycznych dla dorosłych dzieci zaznaczyłem wszystkie. Poczucie odmienności, zbyt poważne traktowanie siebie, funkcjonowanie wg zasady „wszystko, albo nic”, brak zaufania do ludzi, stałe poszukiwanie aprobaty, alergia na krytykę, skłonność do krytykowania innych.

Marta po kolejnym związku z osobą uzależnioną zdecydowała się poprosić o pomoc. Trzykrotnie, bo po pierwszym i drugim telefonie do poradni łudziła się, że poradzi sobie sama. Nie udało się.

Naprawić duszę

Nie wszyscy, którzy rozpoznają w sobie cechy charakterystyczne dla DDA, decydują się na przyjęcie profesjonalnej pomocy. Joanna Wieczorek-Jonak mówi otwarcie: – Wielu pacjentów żyjąc latami w sposób nieszczęśliwy nie ma świadomości, że można to zmienić. Osoby z syndromem DDA mogą mieć trudności w nawiązaniu relacji z terapeutą, w zaufaniu osobie spoza rodziny. Pacjentom z syndromem DDA zwykle towarzyszy głęboki, ukryty smutek i cierpienie. Odkrywanie jego źródeł i uświadamianie sobie dramaturgii własnego życia dla wielu jest bardzo trudnym doświadczeniem.

Podczas pracy z psychologiem Mikołaj zrozumiał dwie rzeczy. Po pierwsze, że mimowolnie staje się kopią swojego ojca. Choć nie pije, reaguje na rzeczywistość w podobny, destrukcyjny sposób. W końcu, że uciekając od przeszłości, zamiast zapominać, staje się jej niewolnikiem. Dzieciństwo wraca w najmniej oczekiwanych momentach.

Przepracowanie trudnych doświadczeń było jak głęboki oddech po długim okresie zanurzenia. Choć echo przeszłości jest obecne w jego dzisiejszych wyborach, to świadomość siebie pozwala unikać błędów. Wybaczył niewybaczalne.

Nie każdy potrzebuje terapii. Tak jak nie każdy, kto wychował się w dysfunkcyjnym domu, cierpi na syndrom DDA. Czasem wystarczy dobry, mądry przyjaciel, kapłan, albo partner życiowy, który będzie umiał na problem spojrzeć z odpowiednim dystansem. W Polsce funkcjonuje wiele grup samopomocowych. Adresy spotkań łatwo znaleźć w Internecie. Refundowana przez NFZ profesjonalna pomoc dostępna jest niemal przy każdym ośrodku terapii uzależnień. Placówki nie wymagają skierowań. Psychoterapeuci prowadzą praktyki prywatne. Wsparcie leży na wyciągnięcie ręki.

Mam prawo

W materiałach samopomocowych DDA i otrzymanych notatkach znajduję kilka zdań. Prostych, nieprostych. Mam prawo czuć to, co czuję. Mam prawo do wszystkich dobrych chwil, za którymi tęskniłem przez te wszystkie lata, a których nigdy nie dostałem. Mam prawo żyć w taki sposób, w jaki ja sam chcę. Mam prawo do radości w tym życiu – tu i teraz.


logoImiona bohaterów oraz niektóre didaskalia zostały na ich prośbę zmienione. Materiał jest pierwszym tekstem w cyklu Halo Reportaż, który realizuję w ramach programu Onet Autorzy, gdzie pojawił się wcześniej.

  • Naprawdę mam am prawo myśleć o sobie? Czytać i szukać pomocy? To nie jest fanaberia ‚miastowych’? Takie właśnie myśli chodzą mi teraz po głowie…

  • dda

    Czytam i płaczę.

  • Tak mało się o tym mówi, a przecież tyle dzieci jest paskudnie poranionych.

  • Mnie dziwi, że lwia część symptomów dotyczy również Dorosłych Dzieci Rozwodników. Kaliber zupełnie nie ten sam, a efekt niemalże identyczny…

  • Najsmutniejsze, że większość DDA, których poznałam nie chciało przyznać się do tego, że jest DDA. I to mnie odsyłali na kozetkę…

  • Cieszę się, że o tym piszesz…
    Fajnie to wszystko ująłeś.
    Pozdrawiam,

    M.

  • introwertyczka

    Jestem DDA. Ten artykuł uświadomił mi, że trzeba na poważnie rozważyć wizytę u psychologa. Alkoholizm mojej matki trwał od prawie zawsze. Od wiosny tego roku jest trzeźwa. Nie zostałam dotknięta jej chorobą bezpośrednio, ale pośrednio wiele razy. Do tego rozwód rodziców we wczesnym moim dzieciństwie- nieraz czuję się jak osoba pod sześćdziesiątkę, która już tyle widziała i tylu rzeczy doświadczyła, że nie ma siły dalej żyć.
    Cieszę się, że korzystanie z pomocy psychologów i terapeutów zyskuję większą aprobatę, dzięki temu podejmę chyba szybciej tę decyzję. Dziękuję za ten tekst i przepraszam za długość komentarza.

  • Weronika Szymańska

    Znam te profile osobowe. Moja mama, jako nauczycielka, miała kiedyś z tego szkolenie. Szczęście w nieszczęściu, mój tata idealnie wpasowuje się w bohatera. Naprawdę świetny artykuł, gratuluję.

  • Dziękuję Ci Konrad za ten tekst. Dzięki niemu zaczynam rozumieć podejście do życia bardzo bliskiej mi osoby.

  • Maja Sieńkowska

    To bardzo ważny temat i wydaje mi się, że coraz częściej poruszany, chociaż może mi się tak tylko wydawać, ze względu na to, że w moim otoczeniu więcej się o tym mówi. Coraz więcej osób rozpoznaje skrót DDA, jednak zauważyłam pewną trudność i pewien rodzaj zagubienia u osób, które rozpoznają u siebie cechy DDA, ale nie mogą przypisać sobie dorastania w domu z alkoholikiem. Może dziwnie to zabrzmi, ale osobie, której rodzic pije/pił łatwiej jest znaleźć źródło niepowodzeń czy źródło zaburzeń: miałeś rodzica alkoholika, teraz masz DDA, idziesz na terapię, uczysz się żyć na nowo. Spotykam się ostatnio dość często z poczuciem niezrozumienia siebie wśród osób, które, tak jak wspomniałam, widzą u siebie wiele cech dla syndromu DDA, ale nie mają czemu ich przypisać.
    Przy poruszaniu tego tematu zazwyczaj brakuje wzmianki o tym, że alkohol to tylko pretekst, a takie same skutki może wywołać inna używka, uzależnienie od czegokolwiek: narkotyków, leków (to szczególnie u kobiet), a nawet choroba psychiczna jednego z rodziców. Może być nawet tak, że nie ma żadnej substancji, a rodzina jest po prostu dysfunkcyjna, rodzice nie piją, ale są np. wybuchowi, zimni, nieczuli. Skutki są takie same.
    Jeszcze inną możliwością jest to, że rodzice/jedno z rodziców wychowywało się w rodzinie alkoholowej, ma syndrom DDA, ale nigdy z tym nic nie zrobiło, więc przenosi znajomy model na swoją rodzinę, to może się ciągnąć przez pokolenia.
    Warto zaznaczać, że nawet jeśli ktoś nie ma syndromu DDA, ale rozpoznaje u siebie te cechy, może szukać pomocy, pogrzebać w przeszłości rodziny, poszukać źródła. To, że rodzice nie pili, może nie mieć znaczenia.

    Dawno nie napisałam tak rozbudowanego komentarza, ale poprzez rozmowy z wieloma osobami, zaczęłam dostrzegać trudność innych w niemożności utożsamienia się daną grupą, mimo występowania podobnych cech, co wywołuje jeszcze większe poczucie zagubienia i negatywnej indywidualności: „bo rodzice nie pili, a ja mam te cechy, więc ze mną musi być już bardzo źle”.

    • wisznu

      otóż to – ale nie tylko choroby psychiczne, że tak powiem „zwykłe” choroby też potrafią zaburzać świadomość.

      Mam kontakt z dorosłymi dziećmi cukrzyka.

      I w końcu też zacząłem dostrzegać podobieństwa w ich zachowaniu, podejściu do życia, jak z DDA.

      Bo niestety ich rodzic w zachowaniu przypominał pijaka. W zależności od poziomu cukru i insuliny – a długo nie był w stanie wyrównać poziomu, potrafił być miły, potrafił być brutalny, a nawet potrafił mieć zaniki świadomości…

      A do tego zawsze miał wymówkę: „bo ja jestem ciężko chory”.

      Podobny problem może mieć dziecko osoby np. z choroby tarczycy. One czasem dają też ciekawe objawy, np CHAD, depresja, nadmierna nerwowość, drażliwość – zależnie od rodzaju choroby. A mozna długo nie rozpoznać właściwego problemu, pośród dużej ilości mylących objawów. Ale to już inna historia

  • malgosia

    Mam paru znajomych DDA – wszyscy w granicach między czterdziestką a pięćdziesiątką , wszyscy w jakimś stopniu przez pijaństwo rodziców zdeterminowani, nie mów/nie czuj/ nie ufaj nagminne pośród nich :/ Świetny komentarz panie Konradzie, choć zledwie pewnie tylko muska istotę problemu.