Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Regres, Postęp, Blog

Jacek Żakowski miał powiedzieć, że blogi w znaczeniu jakościowym to regres, w wolnościowym – postęp. Publicysta Polityki swoją opinię uzasadnił tym między innymi, że redakcja jest rodzajem instytutu, think-tankiem, w którym każdy powstający materiał można poddać ocenie zespołu. Bloger natomiast pozostaje dla siebie kapitanem, sterem i okrętem.

Na progu kolejnej edycji Blog Roku, w rok po tym, jak sam zostałem uhonorowany tym tytułem, znajduję w sobie wystarczająco dużo odwagi, aby skonfrontować się z tym poglądem. Zanim to się stanie, muszę nadmienić, że przytaczana wypowiedź pochodzi z roku 2012. To ważne, bo dzisiaj Internet wygląda zupełnie inaczej. Chcę też dodać, że nie jest to głos polemiki wobec samego Jacka Żakowskiego, którego pracę i wpływ na ogólny kształt debaty publicznej niezwykle cenię.

Nie jest też tak, że z tezą o jakościowym regresie nie zgadzam się w sposób totalny. Jestem jednak przekonany, że z roku na rok, z miesiąca na miesiąc, traci na aktualności. Traci, bo mamy do czynienia z kilkoma równorzędnie występującymi zjawiskami.

Z jakiegoś powodu uznaliśmy, że pierwszym i najważniejszym elementem decydującym o jakości publicystyki jest doświadczenie i wynikająca z niego – możliwie szeroka – perspektywa. To oczywiście niezwykle ważne, bo trudno zabierać głos, kiedy nie ma się nic do powiedzenia. Tyle, że sam proces twórczy i samą decyzję o wyrażeniu opinii, musi poprzedzać poczucie odpowiedzialności za odbiorcę. Etos pracy.

Trudno nie ulec wrażeniu, że media funkcjonujące klasycznie ten etos gubią. W coraz mniejszym stopniu kształtują odbiorcę, a w coraz większym chcą schlebiać jego gustom. Umówmy się, że nie zawsze wyszukanym. Od wartości dużo ważniejszy stał się czas przekazania informacji, a w przypadku komentarzy – ich wyrazistość. Media (za światem polityki) uległy silnej polaryzacji i zamiast współtworzyć dialog społeczny, stają po określonej stronie. Debata publiczna to coraz częściej próba przekonania dawno przekonanych. Oczywiście, oddajmy sprawiedliwość, wciąż istnieją redakcje, które nie ulegają tym trendom lub ulegają im w sposób incydentalny.

Blogosfera z kolei swojego etosu nie zdążyła wypracować. Osobista niedojrzałość, tematyka, którą dotychczas się zajmowaliśmy (treści lekkie, odległe od tematów o dużej wadze społecznej) oraz stosunkowo niewielkie znaczenie w przestrzeni publicznej sprawiały, że jego poszukiwanie nie było potrzebne.

Ale sytuacja dość dynamicznie ulega zmianie. Obok słabnącej roli mediów tradycyjnych pojawiły się media społecznościowe i z dnia na dzień zajęły bardzo ważną rolę w procesie kształtowania opinii. I to w każdym aspekcie funkcjonowania: od decyzji zakupowych po wyborcze. To właśnie społeczności sprawiły, że na przestrzeni ostatnich lat głos blogosfery zyskał na sile. Nasze rosnące znaczenie sprawia, że – wbrew złym proroctwom – zaczynamy coraz częściej pytać samych siebie o zakres odpowiedzialność i zasady, na których powinniśmy się oprzeć. I choć często kryje się za tym pewna naiwność, to myślę, że światu nie zaszkodzi odrobina szlachetnego idealizmu.

Druga strona naszej troski o jakość jest bardzo praktyczna i przyziemna. Wiemy, że te same społeczności, które stawiają nas na piedestale, mogą nas z tego piedestału zdjąć. To prowadzi do bardzo prostego wniosku: jakość i wiarygodnością stanowią nasz podstawowy kapitał. Jeśli nie będziemy jej dostarczać, stracimy znaczenie, o które tak konsekwentnie zabiegaliśmy. W gruncie rzeczy to właśnie jakość decyduje o naszym być albo nie być. Za dziennikarzem redakcyjnym stoi medium, które reprezentuje. Za blogerem tylko i wyłącznie jego dotychczasowa praca.

Już dzisiaj jest tak, że na wielu obszarach blogosfera i redakcyjne formy tworzenia treści funkcjonują jakościowo równolegle. Poza dziennikarstwem informacyjnym, tych obszarów będzie coraz więcej.

Z tej perspektywy trudno bronić tezy Jacka Żakowskiego o jakościowym regresie wobec mediów tradycyjnych, choć oczywiście podtrzymuję stwierdzenie, że wciąż jesteśmy na etapie dojrzewania i dobiegania do jakości, którą zdążyły wypracować opiniotwórcze redakcje. Te różnice widać na każdym kroku, bo brakuje nam doświadczenia i środków. Rzecz w tym, że doświadczenie to w dużej mierze kwestia czasu, a rewolucja technologiczna i nowe modele biznesowe sprawiają, że środki potrzebne do tworzenia dobrych treści nie stanowią już progu, którego nie można przeskoczyć.

Zostawiając na boku problem jakości, łatwo dostrzec jeszcze jeden, ważny błąd, który popełniliśmy kilka lat temu. Obustronnie. Środowisko dziennikarzy i publicystów z miejsca zmarginalizowało rolę blogosfery i Internetu w ogóle. Z kolei my, blogujący, obwieściliśmy śmierć starych mediów i wyciągnęliśmy na sztandary hasła rewolucji. Bez podstaw, ale z charakterystyczną nutą arogancji.

Tymczasem dzisiaj funkcjonujemy w jednym ekosystemie, którego najważniejszym elementem jest odbiorca. Ten za naszą pracę płaci swoim czasem, uwagą i słabnącym, ale wciąż obecnym zaufaniem. Odpowiedzialność, aby tego kredytu nie marnować, jest tym, co w świecie podziałów, powinno nas szczególnie łączyć. Jak banalnie by to nie brzmiało, gdzieś, kiedyś, tak definiowana misja postawiła nas w roli, w której dzisiaj się znajdujemy.


blogrokuTrwa 10 edycja konkursu Blog Roku.  Do 3 lutego można zgłaszać swoje blogi. Blog można przyporządkować do jednej z kilku kategorii tematycznych. Nowym elementem konkursu jest możliwość zgłoszenia – obok bloga – wybranego tekstu. Bardzo zachęcam.

  • Tatro Koniec Swiata Szwolezero

    Chyba nieuważnie przeczytałeś. Dziennikarze traktują blogosferę jako medium „gorsze”, amatorskie i dlatego lekceważone. Jednocześnie mają świadomość, że blogerzy, powoli zaczynają im deptać po piętach, konkurować, zagrażać (odbierać czytelników). Przyznaję, poziom większości blogów jest żałośnie niski, ale jest już kilkanaście, a może kilkadziesiąt, które w niczym nie ustępują treściom papierowym.

    • To tez stereotyp. Dziennikarze sami skutecznie blogują. Ja też (choć trudno powiedzieć o tym, że skutecznie).

      • Tatro Koniec Swiata Szwolezero

        Dodałem do ulubionych -). pozdr.

  • Tatro Koniec Swiata Szwolezero

    Zapominamy o jednej, bardzo ważnej sprawie, która jest przyczyną niechęci środowiska dziennikarskiego do blogerów. To konkurencja. Blogerzy ( dobrzy blogerzy) zabierają dziennikarzom czytelników, stąd próby dezawuowania, marginalizowania, czy wręcz ośmieszania blogosfery jako medium parweniuszy bez odpowiedniego przygotowania, wiedzy, warsztatu. Napisałem konkurencja, ale jest też inne słowo – zazdrość.

    • Najważniejsze jest to, co napisałeś w nawiasie – „dobrzy blogerzy”. Dlaczego zestawiasz ich z „parweniuszami bez przygotowania?” a nie „dobrymi dziennikarzami”? To niekonsekwentne. Przeglądając blogosferę znajdziemy proporcjonalnie o wiele więcej intelektualnego chłamu czy chamstwa niż czytając choćby najgorszą gazetę. Niestety…

  • Za dziennikarzem redakcyjnym stoi medium, które reprezentuje. Za blogerem tylko i wyłącznie jego dotychczasowa praca.
    Za dziennikarzem redakcyjnym stoi tylko i wyłącznie jego dotychczasowa praca, dzięki której, podobnie jak bloger, mógł się znaleźć w tej czy innej redakcji.

    (…)jakość i wiarygodność stanowią nasz (blogerów, przypisek KB) podstawowy kapitał.
    Podobnie dziennikarze, gdy stracą na jakości i wiarygodności, stracą atuty, dzięki którym są czytani, oglądani, słuchani.

    Umówmy się, są media, które gusta i opinie kształtują, są media, które gustom, nie zawsze wyszukanym, schlebiają. Tak było, jest i będzie. Podobnie zresztą dzieje się w blogosferze… i nikt nie drze szat.

    Jacek Żakowski miał rację wtedy, gdy wypowiedział te słowa, i ma rację teraz, przytaczany. W tej konkretnej sprawie, Jacek Żakowski długo będzie mieć rację.

  • Nie wiem skąd się wziął dość powszechny pomysł stawiania w kontrze dziennikarzy i blogerów, a także tradycyjnych mediów i Internetu. Wszelkie uogólnienia są fatalne. Równie dobrze możemy dowodzić wyższości social mediów nad tabloidami lub odwrotnie. Możemy rzucać przykłady świetnych głębokich i przemyślanych blogów, które przewyższają jakością niejeden tygodnik opinii. Ale jest też tysiące blogów kloacznych, które cuchną chamstwem i hejterstwem na daleko. Podobnie i z drugiej strony. Nie stawiajmy na jednej szali publicystów Tygodnika Powszechnego i Nie czy Faktu choć przecież wszyscy są autorami „papierowymi”. Porównania wyglądają jak kultowe dowodzenie wyższości Świąt Wielkiejnocy nad Świętami Bożego Narodzenia.
    Blogosfera nie doprowadzi końca prasy jak niegdyś telewizja nie pożarła kina, a e-booki nie spowodowały masowego zamykania księgarni!
    Miejsca na tym Bożym świecie wystarczy dla wszystkich…

  • Nie uwikłana w żaden sposób w blogosferę ani tradycyjne media, od jakiegoś już czasu dostrzegam jednak powolną śmierć tych ostatnich. Osobiście ogromnie mnie to cieszy, bo świadczy o tym, że nadal spora cześć społeczeństwa po pierwsze myśli samodzielnie, po drugie oczekuje znacznie więcej niż tradycyjne media potrafią dać i po trzecie nad rzetelną dziennikarską manipulację przedkłada prawdziwe emocje. Czy takie stwierdzenie jest na wyrost? Hm… zabierzmy panu Żakowskiemu pieniądze podatników i szybko się przekonamy czy będzie w stanie utrzymać się ze swoich wielbicieli. Pan Żakowski nie prowadzi CNN tylko pisze… jak bloger, więc przykład jest adekwatny.

    Zawsze zdanie takich znanych i popularnych o blogosferze będzie zdradzało obawę zagrożenia tradycyjnych mediów. Dobrze mówić i chwalić konkurencję może tylko ten kto ma pełne i głębokie przekonanie o swojej wartości oraz zwyczajną klasę. No to teraz popatrzmy kto odpowiada temu rysopisowi… czyżby nikt?
    Czy to nie świadczy o całkowitym upadku zawodu dziennikarza?

  • Panie autorze! Jak zawsze tekst na poziomie, przedstawiający logiczną analizę i wiarygodne argumenty. Przez większość twoich tekstów przeziera wizja postawy życiowej, która zdaje się szlachetna; odczuwa się, że do tego, co robisz, podchodzisz sumiennie, rzetelnie i nie chcesz ‚zaszkodzić’. Problemem jest to, że znaczna część blogerów taka nie jest. W zalewie blogów, których twórcy piszą, bo piszą, nie bardzo zastanawiając się nad wartością swoich dzieł, bardzo rzadko trafia się na autora, który pozytywnie odstaje od reszty. Mniej wartościowi blogerzy (nie boję się tego surowego określenia) już dzisiaj mają swoich odbiorców, którzy, uważając, że trafili na swoje miejsce, gdzie czują się dobrze, zostają tam i czytają kolejne miałkie teksty, wchłaniając w siebie miałkie idee. Niekoniecznie cieszyłbym się z faktu, że po mediach tradycyjnych rolę kształtowania odbiorcy przejmują media społecznościowe, ponieważ dzieje się to już teraz, kiedy te drugie są jeszcze w powijakach. Kto, z czytających je użytkowników internetu, będzie chciał przesiąść się na bardziej dojrzałe blogi, będąc już w znacznej mierze ukształtowanym?

  • Konrad, tym zdaniem: „To prowadzi do bardzo prostego wniosku: jakość i wiarygodnością stanowią nasz podstawowy kapitał. Jeśli nie będziemy jej dostarczać, stracimy znaczenie, o które tak konsekwentnie zabiegaliśmy. W gruncie rzeczy to właśnie jakość decyduje o naszym być albo nie być” utwierdziłeś mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłam, zgłaszając się do konkursu. Wiedziałam, że nie wybaczę sobie, jeśli nie spróbuję, ale z drugiej strony ten strach przed porażką… A wtedy przeczytałam Twój wpis i nabrałam pewności. To jakość jest wyznacznikiem mojego bloga, na to stawiam, w tym kierunku chcę iść. Już nie raz zauważyłam, jak bardzo takie podejście procentuje, moi Czytelnicy nie raz dali mi odczuć, jak mocno doceniają moje starania. I czego tu się bać…?

  • W średniowieczu rzemieślników nie zrzeszonych w cechu określano słowem partacz. Pozom ich pracy nie zawsze odstawał od tego co prezentowali mistrzowie, czy czeladnicy cechowi, jednak partaczom płaciło się mniej, zrzeszeni w cechu często odnosili się do nich z pogardą.
    Z czasem przynależność cechowa straciła na wartości (pejoratywny wydźwięk „partacza pozostał)

    Dziś zdaje się, że podobny proces dotyka zawodu dziennikarza. Trudno się dziwić niechętnemu spoglądaniu na blogerów przez dziennikarzy. Oto bowiem wchodźmy na ich teren, bez przynależności „cechowej”, bez papierów, bez redakcyjnych szlifów. Wchodzimy i odgryzamy im coraz większy kawałek tortu, zabieramy im coraz więcej uwagi odbiorców.

    Konrad Kruczkowski – „Ilu blogerów odnajdzie się na łamach Polityki i będzie w stanie analizować przestrzeń publiczną tak jak Janina Paradowska? ” myślę, że pytanie jednak źle postawione. Jeśli mamy porównać przeciętnego blogera, porównajmy go z przeciętną redakcją. Nie zapominajmy, że oprócz Polityki, W Drodze, czy Więzi w polskiej przestrzeni medialnej można spotkać też Superekspres, Fakt, czy dziesiątki lokalnych redakcji, w których poziom redakcyjny nie jest oszałamiający.

    • Te papiery, o których mówisz, często oznaczają kilka lat studiów, kilkadziesiąt egzaminów, masę przeczytanych książek i przeanalizowanych problemów. Tak, zabieramy coraz więcej uwagi odbiorców, najczęściej prezentując treści o nieporównywalnie niższej jakości.

      • A nigdzie nie twierdzę, że owe papiery są bezwartościowe i przychodzą bez wysiłku.Wręcz odwrotnie twierdzę, że właśnie dlatego, że kosztują dużo wysiłku dziennikarze spoglądają niechętnie na tych, którzy za medialną pracę biorą się „bez uprawnień”. Co do poziomu bywają blogerzy doskonali i beznadziejni, podobnie jak i dziennikarze.

  • A czy chęć zamieszczania wartościowych tekstów na blogach nie jest odpowiedzią na jakościowy spadek polskiego dziennikarstwa? Z drugiej strony wielu blogerów to dziennikarze, albo byli dziennikarze, którzy chcą mieć większą swobodę w tworzeniu. Taki wytwór jak blogosfera jest jeszcze bardzo młody, będziemy świadkami i generatorami zmian, a także przewartościowania w wielu kwestiach. Ogólnie powstawanie coraz większej ilości blogów może wynikać z mody, chęci bycia zauważonym, ale także z aspektu coraz bardziej agresywnej manipulacji medialnej, której (mam nadzieję) blogerzy nadal będą chcieli się przeciwstawiać.
    Jeżeli chodzi o słabnącą rolę mediów tradycyjnych to raczej trzeba by było podeprzeć się badaniami, wydaje mi się, że nadal są bardzo silne i opiniotwórcze (szczególnie TV), a media społecznościowe są ich uzupełnieniem. Twój tekst jest bardzo dobry, bo skłania do myślenia, a właśnie o to powinno w tym wszystkim chodzić.

  • Sergiusz

    Media tradycyjne się „portalizują”, bo odchodzi już pokolenie, które w papierowej prasie szuka informacji. Liczy się to co w internecie. I nie mówię teraz o blogach, bo absurdem byłyby blogi ścigające się z gazetowymi portalami w liczbie i szybkości podawania informacji. Zresztą blogerzy mają chyba inne ambicje i zadania. Prasa papierowa, która jeszcze ma sens, to opinie, teksty analityczne, komentarze eksperckie poparte latami doświadczeń. Eseje, które coś wnoszą do debaty publicznej.
    Brzmi znajomo?
    No właśnie.
    Wydaje mi się, że z krzepnięciem i nabieraniem doświadczenia przez blogosferę, wybitne blogi eksperckie, społeczne, czy ekonomiczne, będą śmiało współistnieć z papierowymi wydaniami opiniotwórczych gazet. Ale krótko. Bo jestem przekonany, że blogosfera wkrótce wchłonie najlepszych komentatorów z prasy papierowej. Będzie się to pewno wiązało z jakąś formą popularyzacji mikropłatności za czytanie treści w internecie. W każdym razie gdy czytelnicy staną się „pracodawcą” najlepszych komentatorów i liderów opinii, to nie będzie już żadnego ekonomicznego powodu utrzymywania kosztownych redakcji magazynów opiniotwórczych i sytuacja się odwróci. W Internecie będą treści wartościowe i kształtujące opinie. A na papierze pozostanie tania rozrywka tworzona przez mediaworkerów działających na zasadzie „kopiuj+wklej”, powielających treści z portali i nie mających żadnych ambicji twórczych poza wymyśleniem „klikalnego” tytułu. Bo treści w portalach i na papierze będą tożsame, tworzone przez tych samych ludzi.

  • Klasyczne juz stwierdzenie McLuhana „Medium jest przekazem” (tj. charakter środka komunikacji ma większy wpływ na odbiorcę niż sama przekazywana wiadomość) wyjaśnia dziś mocniej niż kiedykolwiek mechanizmy komunikacji masowej. Właściwie każdy z nas mający FB, Instagrama, Twittera jest w jakimś sensie blogerem nawet jeśli się tak sam nie nazywa i dociera do 200 znajomych Interent może zwoływac rewolucje i plotką obalać potęgi giełdowe. Może i niektóre redakcje są think-tankami (jak spoglądam na publikacje, to częściej dotyczy to niszowych publicystycznych medów którym ciągle można przypisać określenie opiniotwórcze) ale coraz więcej z nich to fabryczki „kopiuj/wklej+realizuj zamówienia różnych ważnych osób/grup wpływów itp”. Istotą blogosfery jest szansa na faktyczną niezależność i opiniotwórczość. Vide pierwsze z brzegu przypadki: a) Siła rażenia Kataryny. b) Przed kryzysem 2008/2009 ostrzegali jako nieliczni blogerzy ekonomiczni w USA. c)Przy ostatnich wypadkach z frankiem szwajcarskim, Szafrański jest głosem spokoju a przkaziory szukają sensacji. d) Młody Chajzer wypływa na zabawnym filmiku pokazującym jak się robi 2 minutowy materiał do telewizyjnych wiadomości – bo na każdym kanale wygladją one tak samo. Jednak z gruntu przeciwny jestem nadużywaniu słówka ‚lub’. Wolę „i”. Stare i nowe media, w miejsce starych lub nowych mediów. Niezaleznie od zmieniającej sie dynamiki przekazu, na końcu i w w starych i w nowych zdecyduje jakość/wiarygodność i to jakość zawalczy o słabnąca od zalewu informacji uwagę odbiorcy… Choć na końcu, jak mawiał jeden z moich przełożonych pod koniec lat 90-tych, kiedy byłem jeszcze mocno w świecie medów tradycyjnych „…i tak wszyscy skończymy w interencie”

  • dobry tekst :)

  • Najlepszym dowodem na to, że sam jacek Żakowski nie wierzy już w wygłoszoną przez siebie teorię, jest fakt, że sam zaczął (jako jeden z ostatnich publicystów „Polistyki”) prowadzić bloga.

  • „Debata publiczna to coraz częściej próba przekonania dawno przekonanych.” – tak bardzo sie z tym zgadzam! blogerzy maja szanse do publikacji tego, co dla nich wazne. jestes jednym z niewielu autorow, u ktorych widac troske o czytelnika przy kazdym wpisie. troska o palec czytelnika, ktory kliknie w tytul wpisu wydaje sie byc duzo wazniejsza dla wielu innych autorow, co mnie smuci.

    Tradycyjne platformy publicystyczne tez coraz czesciej troszcza sie o ten palec, a informacja, ktora on odkrywa schodzi na dlugi plan. blogerzy maja potencjal, zeby to zmienic. motywacja pisania jest tu bardzo wazna.

  • Ja myślę, że my blogerzy uzupełniamy treści tradycyjnych mediów. Bloger dogłębniej podchodzi do tematu i wydaje subiektywna opinię. Jeżeli jest wiarygodny to jego głos, jako eksperta będzie bardzo ważny dla czytelnika.

  • Ja myślę, że nam (blogerom) udaje się robić to, co robimy (czyli cały czas zmierzać w kierunku lepszej jakości), bo nikt nad nami nie stoi i nie żąda natychmiastowych wyników. My możemy czekać. Miesiąc, dwa, nawet rok. A w redakcjach niestety bardzo często tak jest, że liczy się tylko dzisiaj. Wybiera się krótkoterminowe cele, kosztem długoterminowych.

    Jednak warto zauważyć, że zarówno my, jak i stare media, cały czas jesteśmy jeszcze „w drodze”. Żadne nie osiągnęło dotąd jakiegoś wyznaczonego celu i cały czas się zmieniamy. Cały czas ewoluujemy. To co jest dzisiaj prawdą, już jutro może się zmienić. W końcu w redakcjach też siedzą często ludzie z głową i jak zauważą, że taktyka blogerów się sprawdza – pójdą tym tropem. Natomiast wśród blogerów mogą się pojawić (albo już się pojawili), którzy obiorą taktykę starych mediów. Czas pokaże.

    • Tyle, że blogosfera jest w wielu miejscach wciąż biedna. Nie mamy
      ekspertów społecznych. Dobrych, wyważonych komentatorów życia
      publicznego i polityki. Bardzo mało blogerów ekonomicznych. Wymieniać
      można bez końca. To ciągle jest przestrzeń do rozwoju.

      Myślałem już po tekście pomiędzy iloma blogami, a redakcjami pism mógłbym
      postawić znak równości. W sektorze poważnych mediów. Naliczyłem siedem
      nazwisk. To nie jest dużo.

      Ilu blogerów odnajdzie się na łamach Polityki i będzie w stanie analizować przestrzeń publiczną tak jak Janina Paradowska? Przykład pierwszy z brzegu.

      I widzisz Kamil, mówisz o rywalizacji, gdzie w swoim tekście podkreślam, że w mojej ocenie próba rysowania tej linii jest błędem, bo nie oddaje rzeczywistości. Wciąż się uczymy i gonimy media redakcyjne.

      • Masz całkowitą rację, że pod wieloma względami jesteśmy daleko w tyle za tradycyjnymi mediami. Jednak uważam, że ma to związek głównie z doświadczeniem, które posiadamy. Ludzie w tradycyjnych mediach mają go w zanadrzu całe dekady, a my jednak „tylko” lata. Do tego większość z nas jest całkowitymi samoukami, podczas gdy w tradycyjnych mediach można liczyć zarówno na przeszkolenie, jak i później na zdobywanie wiedzy od bardziej doświadczonych kolegów i koleżanek. Nie mówiąc już o dostępie, który zapewnia szanowana redakcja. Ciężko jest zatem to porównywać, ale jeśli damy blogerom jeszcze kilka lat, to myślę, że tych znaków równości będzie mógł postawić znacznie więcej.

        Raczej nie mówiłem nic o rywalizacji, a już na pewno nie w kontekście blogerzy vs. tradycyjne media. Mój pierwszy akapit, był wręcz usprawiedliwieniem dla tradycyjnych mediów, a nie atakiem na nich. Że nawet gdyby chcieli postawić na jakość, to nie zawsze mogą.

        Moim zdaniem zarówno blogerzy, jak i tradycyjne media, znajdują się obecnie na jednym torze i mimo tego, że jest między nami wiele różnic, to z roku na rok, coraz trudniej będzie odróżnić jednych od drugich.

  • Przedostatni akapit świetnie obrazuje ostatnie lata relacji: media
    tradycyjne-blogosfera. Świetnie ująłeś jej przeszłość i teraźniejszość.
    Chciałbym zapytać o przyszłość. Czeka nas całkowite zarysowanie tego dystansu?
    Czy blogosfera zacznie się jednoczyć, może na kształt redakcji?

    Brakuje mi na blogach podobnej interakcji pomiędzy
    społecznością, tak jak to się dzieje przykładowo na YouTubie. Piękne jest to,
    że bloger jest dla siebie „kapitanem, sterem i okrętem”. Może jednak flota
    osiągnęłaby więcej? Dokładniej myślę o pewnym rodzaju polemiki, tekstu ze
    współudziałem innego autora. Zaryzykuję tezę, że w przyszłości takich działań
    będzie ogrom :)

  • Myślę że w tej chwili odbiorcy mediów dzielą się wiekowo do blogów i wszystkich społecznościowych lgnie młodsze pokolenie, a tradycyjne obkupione są przez starsze pokolenie, które jak to zawsze bywa uważa, że za ich czasów było lepiej i to co nowe pokazuje tylko ogłupianie naszej rasy. Szczerze mówiąc, myślę, że to stąd wychodzi ten ‚ hejt ‚ na blogosferę, której koniec końców nic nie grozi bo nadal rośniemy, musimy tylko poczekać, aż to młodsze pokolenie będzie większością.

  • Szkoda, że tłem dla postępu blogosfery jest regres klasycznych mediów. Mogłyby być źródłem dobrych wzorców i profesjonalizmu. Z korzyścią dla obu stron.

  • bazyllia

    pięknie wyważone przemyśłenia. brawo

{social-facebook-like}