Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Regres, Postęp, Blog

Jacek Żakowski miał powiedzieć, że blogi w znaczeniu jakościowym to regres, w wolnościowym – postęp. Publicysta Polityki swoją opinię uzasadnił tym między innymi, że redakcja jest rodzajem instytutu, think-tankiem, w którym każdy powstający materiał można poddać ocenie zespołu. Bloger natomiast pozostaje dla siebie kapitanem, sterem i okrętem.

Na progu kolejnej edycji Blog Roku, w rok po tym, jak sam zostałem uhonorowany tym tytułem, znajduję w sobie wystarczająco dużo odwagi, aby skonfrontować się z tym poglądem. Zanim to się stanie, muszę nadmienić, że przytaczana wypowiedź pochodzi z roku 2012. To ważne, bo dzisiaj Internet wygląda zupełnie inaczej. Chcę też dodać, że nie jest to głos polemiki wobec samego Jacka Żakowskiego, którego pracę i wpływ na ogólny kształt debaty publicznej niezwykle cenię.

Nie jest też tak, że z tezą o jakościowym regresie nie zgadzam się w sposób totalny. Jestem jednak przekonany, że z roku na rok, z miesiąca na miesiąc, traci na aktualności. Traci, bo mamy do czynienia z kilkoma równorzędnie występującymi zjawiskami.

Z jakiegoś powodu uznaliśmy, że pierwszym i najważniejszym elementem decydującym o jakości publicystyki jest doświadczenie i wynikająca z niego – możliwie szeroka – perspektywa. To oczywiście niezwykle ważne, bo trudno zabierać głos, kiedy nie ma się nic do powiedzenia. Tyle, że sam proces twórczy i samą decyzję o wyrażeniu opinii, musi poprzedzać poczucie odpowiedzialności za odbiorcę. Etos pracy.

Trudno nie ulec wrażeniu, że media funkcjonujące klasycznie ten etos gubią. W coraz mniejszym stopniu kształtują odbiorcę, a w coraz większym chcą schlebiać jego gustom. Umówmy się, że nie zawsze wyszukanym. Od wartości dużo ważniejszy stał się czas przekazania informacji, a w przypadku komentarzy – ich wyrazistość. Media (za światem polityki) uległy silnej polaryzacji i zamiast współtworzyć dialog społeczny, stają po określonej stronie. Debata publiczna to coraz częściej próba przekonania dawno przekonanych. Oczywiście, oddajmy sprawiedliwość, wciąż istnieją redakcje, które nie ulegają tym trendom lub ulegają im w sposób incydentalny.

Blogosfera z kolei swojego etosu nie zdążyła wypracować. Osobista niedojrzałość, tematyka, którą dotychczas się zajmowaliśmy (treści lekkie, odległe od tematów o dużej wadze społecznej) oraz stosunkowo niewielkie znaczenie w przestrzeni publicznej sprawiały, że jego poszukiwanie nie było potrzebne.

Ale sytuacja dość dynamicznie ulega zmianie. Obok słabnącej roli mediów tradycyjnych pojawiły się media społecznościowe i z dnia na dzień zajęły bardzo ważną rolę w procesie kształtowania opinii. I to w każdym aspekcie funkcjonowania: od decyzji zakupowych po wyborcze. To właśnie społeczności sprawiły, że na przestrzeni ostatnich lat głos blogosfery zyskał na sile. Nasze rosnące znaczenie sprawia, że – wbrew złym proroctwom – zaczynamy coraz częściej pytać samych siebie o zakres odpowiedzialność i zasady, na których powinniśmy się oprzeć. I choć często kryje się za tym pewna naiwność, to myślę, że światu nie zaszkodzi odrobina szlachetnego idealizmu.

Druga strona naszej troski o jakość jest bardzo praktyczna i przyziemna. Wiemy, że te same społeczności, które stawiają nas na piedestale, mogą nas z tego piedestału zdjąć. To prowadzi do bardzo prostego wniosku: jakość i wiarygodnością stanowią nasz podstawowy kapitał. Jeśli nie będziemy jej dostarczać, stracimy znaczenie, o które tak konsekwentnie zabiegaliśmy. W gruncie rzeczy to właśnie jakość decyduje o naszym być albo nie być. Za dziennikarzem redakcyjnym stoi medium, które reprezentuje. Za blogerem tylko i wyłącznie jego dotychczasowa praca.

Już dzisiaj jest tak, że na wielu obszarach blogosfera i redakcyjne formy tworzenia treści funkcjonują jakościowo równolegle. Poza dziennikarstwem informacyjnym, tych obszarów będzie coraz więcej.

Z tej perspektywy trudno bronić tezy Jacka Żakowskiego o jakościowym regresie wobec mediów tradycyjnych, choć oczywiście podtrzymuję stwierdzenie, że wciąż jesteśmy na etapie dojrzewania i dobiegania do jakości, którą zdążyły wypracować opiniotwórcze redakcje. Te różnice widać na każdym kroku, bo brakuje nam doświadczenia i środków. Rzecz w tym, że doświadczenie to w dużej mierze kwestia czasu, a rewolucja technologiczna i nowe modele biznesowe sprawiają, że środki potrzebne do tworzenia dobrych treści nie stanowią już progu, którego nie można przeskoczyć.

Zostawiając na boku problem jakości, łatwo dostrzec jeszcze jeden, ważny błąd, który popełniliśmy kilka lat temu. Obustronnie. Środowisko dziennikarzy i publicystów z miejsca zmarginalizowało rolę blogosfery i Internetu w ogóle. Z kolei my, blogujący, obwieściliśmy śmierć starych mediów i wyciągnęliśmy na sztandary hasła rewolucji. Bez podstaw, ale z charakterystyczną nutą arogancji.

Tymczasem dzisiaj funkcjonujemy w jednym ekosystemie, którego najważniejszym elementem jest odbiorca. Ten za naszą pracę płaci swoim czasem, uwagą i słabnącym, ale wciąż obecnym zaufaniem. Odpowiedzialność, aby tego kredytu nie marnować, jest tym, co w świecie podziałów, powinno nas szczególnie łączyć. Jak banalnie by to nie brzmiało, gdzieś, kiedyś, tak definiowana misja postawiła nas w roli, w której dzisiaj się znajdujemy.


blogrokuTrwa 10 edycja konkursu Blog Roku.  Do 3 lutego można zgłaszać swoje blogi. Blog można przyporządkować do jednej z kilku kategorii tematycznych. Nowym elementem konkursu jest możliwość zgłoszenia – obok bloga – wybranego tekstu. Bardzo zachęcam.

{social-facebook-like}