„Zajmij się czymś konkretnym” to zdanie-zbrodnia, którą dorośli popełniają na dzieciach.
Przychodziła do mnie w ratach. Najpierw jako jedno z dwóch tysięcy zgłoszeń. Napisała o sobie: „pracowita, energiczna, przemądrzała”. O swoim największym marzeniu, że to „książka, która zostanie lekturą szkolną lub bestsellerem”.
Pomyślałem, że jest mną sprzed 15 lat. W jej wieku chciałem zostać Jerzym Pilchem, ale trafiłem na niemądre sugestie jeszcze mniej mądrych ludzi. Mówili: zejdź na ziemie, z książkami udaje się tylko nielicznym (w domyśle: „ty jesteś liczny i nijaki”). Właśnie wtedy odkryłem, że „Zajmij się czymś konkretnym” to zdanie-zbrodnia, którą dorośli popełniają na dzieciach. W efekcie takiej zbrodni zostawiłem pisanie na kilka lat, a teraz muszę nadrabiać zaległości. Nie chciałem, żeby historia zatoczyła koło.
Wysłałem list, na który zareagowała powściągliwą recenzją: „Widać, że ma coś wspólnego z pisaniem”. O recenzji dowiedziałem się od osób trzecich, to była druga rata i cios w splot słoneczny. Niby najmilsza ocena jaką mi wystawiono, ale poczułem żal, że to wszystko. Wiedziałem, że ta przygoda nie może się tak skończyć.
Kilka miesięcy później przyszedłem z propozycją: „Chciałbym, abyś napisała artykuł do mojej książki. Twoje nazwisko trafi na okładkę. Mam nadzieję, że nie odmówisz – będę zaszczycony współpracą z tak zdolną autorką”. W końcu, kiedy ktoś ma 13 lat i chce pisać, trzeba zrobić wszystko, żeby to było możliwe.
Zgodziła się, przez telefon ustaliliśmy warunki:
– Dzień dobry Pani Redaktor.
– Dzień dobry Panu.
– Bardzo się cieszę, że chce mi Pani pomóc. Chciałbym, żebyśmy mówili sobie po imieniu. Czy to możliwe?
– Postaram się nie zapomnieć.
Nazywa się Kasia Osuch, jej rodzice prowadzą rodzinny dom dziecka. Jest podopieczną Akademii Przyszłości i w ubiegłym roku kupiłem dla niej indeks. 100 zł miesięcznie – niezbyt dużo jak na ocalenie marzeń.
Jest wrażliwa i zdolna. Zależy jej, więc nie pasuje do systemu, który równa do średniej. Mówi o sobie „przemądrzała”, bo świat ma pretensje o to, że jest mądra. Powiedziałem, że pracuję nad reportażami o ojcostwie, więc napisała odważny felieton o tym, że kocha swojego tatę.
Kiedy się spotkaliśmy (ostatnia z rat), przypomniałem sobie o zdaniu, które działa jak sole trzeźwiące: „Nie wierzę w ludzkość, ale wierzę w ludzi”. Przez godzinę rozmawialiśmy o zasadzie klamry w narracji, czytaniu na głos i o tym, że w pisaniu najważniejsi są ludzie. Opowiadała o tym, co już osiągnęła. Wiem, że prowadzi szkolną gazetkę („W zasadzie tylko mi na niej zależy”) i publikuje w magazynie wydawanym przez Miejski Dom Kultury. Pisze wiersze i opowiadania. Choć wydawało się, że to niemożliwe, uwierzyłem w Kasię jeszcze bardziej i otrzeźwiałem z poczucia, że nie warto się starać.
Jak mogłem nie oddać jej fragmentu swojej książki?
28 kwietnia 2017
Książka jest już dostępna. W niej tekst Kasi, a na czwartej stronie okładki – zgodnie z obietnicą – nazwisko współautorki.
Akademia sprawia, że dzieci takie jak Kasia wierzą w siebie, a ludzie tacy jak ja – odzyskują wiarę w innych. Projekt może funkcjonować dzięki wpłatom darczyńców. Pieniądze to szkolenia dla wolontariuszy, utrzymanie struktur, zaplecze techniczne, wydarzenia specjalne. Potrzebujemy Twojej pomocy. Wpłać dowolną kwotę »
Poniżej felieton Kasi. Jest odważny, momentami kontrowersyjny i odsłaniający. Nieznacznie pomogłem z formą, ingerencję w treść i poglądy uznałem za niestosowne:
Ojciec i córka
– Nigdy mnie nie słuchasz! – krzyknęłam z wyrzutem i pobiegłam do swojego pokoju.
– Dlaczego nie możesz być taka jak twój brat? Czym sobie zasłużyłem na taką córkę? – zawołał za mną zrozpaczony ojciec. Odpowiedziało mu głośne trzaśnięcie drzwiami.
Przyznaję, że w ostatnim czasie moje kontakty z tatą były napięte. Tato jest wielkim autorytetem: w urzędzie wywalczy każdą sprawę, jest szanowany w pracy i przez rodzinę. Mimo to nie potrafi poradzić sobie z dorastającą córką. Z synem byłby mniejszy kłopot – poklepałby go po męsku, huknął na niego raz lub drugi, trzepnął ojcowsko po uszach. Poza tym, czy mi się wydaje, czy ostatnio dziewczyny nie stały się bardziej agresywne? Zaczyna się na bajeczkach o równouprawnieniu, a kończy na tym, że to kobiety zajmują najważniejsze pozycje w państwie, firmie, i tak dalej. Zostają nauczycielkami, dyrektorkami, prezeskami, choć mają często mniejsze doświadczenie niż mężczyźni. W dodatku chłopak nie będzie chował urazy przez kilkanaście lat i planował zemsty za to, co się stało w przedszkolu i nie będzie z tobą walczył jak wściekła kocica. Owszem, bójki, czy chociaż utarczki słowne u mężczyzn są bardziej gwałtowne, ale raczej jednorazowe i często kończą się zgodą. Faceci na ogół się nie obrażają.
Poza tym, ojcowie w stosunku do swoich córek są często za miękcy. Pozwalają im na wszystko, obdarowują prezentami, albo chociaż przymykają oko na wybryki, za które syn dostałby karę. W efekcie „córeczki tatusia” po kilku latach stają się marudnymi, egoistycznymi i manipulującymi chłopakami pannami. Rola ojca w życiu dziewczyny jest bardzo ważna. To on musi przedstawić obraz zdecydowanego mężczyzny, który nie da sobą pomiatać. Jeśli to zaniedba, w przyszłości jego córka będzie źle traktować chłopaka albo męża.
Tymczasem to ja źle potraktowałam tatę i to kilka chwil temu. Swoją drogą ciekawe, że z najbliższymi osobami kłócimy się najczęściej i tak zaciekle. Może dlatego, że mamy gwarancję, że nam wybaczą? Mam nadzieję, że tata wybaczy mi i teraz. Czas przeprosić za te trzaśnięte drzwi.




