Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Jeden z wielu

Chcemy zdobywać. Reputację, wizerunek, wpływy, przedmioty materialne. Nawet innych traktujemy w kategorii posiadania i przynależności. Kiedy te wysiłki przynoszą efekt, po krótkim błysku euforii, zaczynamy tracić czas i energię na obronę stanu posiadania. To zawsze kurs kolizyjny, ale z jakiegoś powodu nie uczymy się na błędach.

Z sukcesem i posiadaniem związany jest prosty mechanizm dziury bez dna. Pragniemy czegoś i chcemy dostosować świat do własnych oczekiwań. Jesteśmy przekonani, że jeśli już uda się zdobyć to, czego potrzebujemy, będzie dobrze. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jedne drzwi prowadzą do kolejnych. W nieskończoność.

Tak bardzo i tak długo skupiamy się na własnych pragnieniach, że w zestawieniu z czasem, który pozostaje na zwykłą radość, wydaje się to kompletnie pozbawione sensu. A mimo to, daliśmy sobie wmówić, że tak powinno być. Bieg po domniemane szczęście nazwaliśmy rozwojem i twierdzimy, że nie można się zatrzymać.

Otóż można. I właśnie wtedy dzieją się rzeczy niezwykłe. Palma pierwszeństwa nie sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi. Wręcz przeciwnie: zwykle zaczynamy chorobliwie zabiegać o to, by jej nie stracić. Wcześniej czy później to i tak następuje.

Oczekiwania są tym rodzajem rozczarowań, które dopiero się wydarzą. Ta perspektywa nie ma nic wspólnego z lękiem, ani brakiem wiary we własne siły. Problem w tym, że dzisiaj wierzymy ponad siły. Uznajemy, że człowiek może absolutnie wszystko. Wystarczy determinacja, ciężka praca, jasne cele, i świat leży u naszych stóp. Tyle, że nie leży, a jeśli już, to tylko na kilka chwil. To, że niebo jest limitem, jest obietnicą bez pokrycia. Ta prosta świadomość pozwala uniknąć wielu przykrych momentów. Nie musimy tracić czasu na nierealne.

Akceptacja, że nie na wszystko mamy wpływ, jest dobrą alternatywą. Najważniejsze: rezultat prawie nigdy nie jest w naszych rękach. Planujemy drogę z punktu A do punktu B, ale w trakcie podróży dzieje się milion przypadków. Wtedy ulegamy frustracji, ale ona nie wynika z tego, że nie dotarliśmy do celu. Jej źródłem jest utracona iluzja kontroli. To, że nagle okazuję się, że jednak wszystkiego nie możemy.

Nie mówię o braku planów i ambicji, bierności. Mówię o zgodzie na to, że mimo wysiłku, może być inaczej niż chcemy. Nasza część, praca tu i teraz, jest niezbędna. Jednocześnie to ona jest wartością samą w sobie.

Odbierając jedną ze statuetek na gali Blog Roku wspomniałem, że boję się utraty tej perspektywy. Tego wewnętrznego przekonania, że dużo ważniejsze od bycia „pierwszym” jest „bycie po prostu”. Kiedyś postanowiłem nie uczestniczyć w wyścigu. Nie chodzi o brak aktywizującej rywalizacji, ale o bieg, który odbywa się w głowie każdego z nas, gdy zamiast wykonywać swoją część najlepiej jak potrafimy, chcemy dominować nad innymi. Starając się żyć w ten sposób, nawet wtedy, kiedy bywam wyróżniony i doceniony, dużo trudniej o krzywdzące poczucie wyższości.

To ostatnie jest murem między nami, a innymi. Niszczy relację, bo przestajemy traktować innych partnersko. Ludzie stają się środkiem do celu, kimś mało ważnym i łatwym do zignorowania. Gubimy to, co najważniejsze.

Niebezpiecznie zahaczę o truizm, ale nie chcę od niego uciekać. Nie zawsze można być najlepszym, nie sposób nieprzerwanie stać na piedestale. To chwile. Krótkie przebłyski. Ale zawsze, absolutnie zawsze można być dobrym wobec innych. Nie idealnym. Dobrym. Reszta jest skutkiem ubocznym.

[fb_button]

 

Krótko o Blog Roku 2013.

Halo Ziemia zdobył kilka tytułów. Blog Roku w kategorii „Polityka, publicystyka i społeczeństwo”, nagroda specjalna wydawnictwa Zielona Sowa, Blog Blogerów, w końcu nagroda główna – Blog Roku 2013. Jest we mnie dużo spokojnej wdzięczności. Relację w formie wywiadów, zdjęć i video można znaleźć tutaj.

Gratuluję wszystkim, którzy zdobyli pozostałe nagrody i wyróżnienia. Każdemu z nominowanych. To wielki honor móc znaleźć się w Waszym gronie. Poznanie Was osobiście jest wielką wartością. Wierzę, że wiele z tych relacji przetrwa próbę czasu.

Trudno wymienić wszystkich, ale chciałbym szczególnie podziękować kilku osobom: Agnieszce Kaludze, Monice Zakrzewskiej, Karolinie i Maćkowi Mazurkom, Grzegorzowi Stykowskiemu, Patrykowi Świątkowi. Za didaskalia.

[fb_button]

{social-facebook-like}