Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Nieustająco przekraczam bariery

Uznał, że innym należy pomagać mądrze. Tak, aby sami mogli nieść pomoc dalej. Znany ze Stowarzyszenia WIOSNA i Szlachetnej Paczki oraz mówieniu o Bogu inaczej. Jacek Stryczek, ksiądz, który sypiał na podłodze, a przed galerią handlową rozstawił konfesjonał. O sytuacjach granicznych, podejmowaniu wyzwań i o tym, jak rozumie męskość.

[fb_button]

Bywa, że Ksiądz się boi?

Tak, ale rzadko.

Pytam, bo jeśli ktoś w Alpach wpada w szczelinę lodowca, zostaje wyciągnięty przez przyjaciół i chwilę później – jak gdyby nigdy nic – idzie dalej, to zastanawia.

Chwilę później wpadłem drugi raz. (śmiech)

Zaczęliśmy wchodzić na Elbrus przy padającym śniegu i we mgle. We czterech. Wracając weszliśmy na pole lodowe.  Wtedy wpadłem po raz pierwszy – tylko do pasa. Na Mont Blanc spadłem około dziesięć metrów. Na szczęście nic się nie stało, a adrenalina pozwoliła iść dalej.

Moja postawa życiowa to droga pod górę, ciężko, tam gdzie wyzwania. Boję się jak wszyscy, natomiast nieustająco przekraczam bariery i ograniczenia.

Moja postawa życiowa to droga pod górę, ciężko, tam gdzie wyzwania. Boję się jak wszyscy, natomiast nieustająco przekraczam bariery i ograniczenia.

Strach przed byciem niewystarczającym jest obecny wśród mężczyzn? John Eldredge, inni autorzy, poświęcają temu dużo uwagi.

Wiem, że wszyscy zaczytują się w „Dzikim sercu”. Eldredge napisał tę książkę ze swoją żoną i ta książka jest bardzo kobieca. Nie o to chodzi. Lęk, strach, są obecne. Trudno powiedzieć, że ich nie ma. Nie rozumiem jednak, w czym tkwi problem. Jeśli wchodzę na ścianę i boję się, że spadnę, to trzymam się pewniej. Strach jest, ale nie ma potrzeby, żeby się nad nim skupiać szczególnie.

A jeśli strach paraliżuje i w ogóle nie wchodzę na ścianę?

Kryzys męskości istnieje. Mężczyźni zniewieścieli – nie rozumieją, że życie polega na wyzwaniach. Jeśli odrzucają wyzwania, to nie odczuwają satysfakcji wynikającej z tego, że przekraczają pewną granice. Nie czują swojej męskości. W efekcie jeszcze bardziej utwierdzają się w zniewieściałym świecie, w którym szukają komfortu.

W moim środowisku, w Męskiej Stronie Rzeczywistości, taki człowiek natychmiast otrzymuje reprymendę. Kiedy ktoś zamyka się w swoich lękach, uzyskuje informację: albo odchodzisz, albo zostajesz i coś się zmienia.

Ta filozofia wyzwań budzi moją wątpliwość. Czy nie jest tak, że stawiając kolejne wyzwania, przekraczając kolejne bariery, próbujemy sobie coś udowodnić? Za wszelką cenę?

Ten język sugeruje, że udowadniamy coś sobie, kiedy posiadamy kompleksy. Nie o to chodzi. W mojej naturze, a jestem facetem, tkwi przekraczanie barier. Rozmawiałem z chłopakami, kiedy zakładaliśmy MSR, i wspólną cechą dla nas wszystkich była potrzeba pójścia w nieznane. To czy posiadamy kompleksy, lęki, jest drugoplanowe. Mam to, ale idę z tym bagażem.

Jeśli jednak nie mam wyzwań, to nie jestem sobą. Człowiek, który podejmuje wyzwania, zmienia się. Jeśli wchodzę na Matterhorn, to góra pozostaje taka sama. Ale ja się zmieniam – jestem innym człowiekiem. Wiem, że potrafię tam wejść. Wyzwanie jest czymś bardzo mierzalnym.

Prawdziwa natura męskości polega na tym, że pomiędzy dyskusją, marzeniem, celem, a tym, że to robię, jest bardzo mała odległość. Jeśli mężczyzna mówi, że coś zrobi, to realizuje ten zamiar. Bierze na siebie ciężar.

Prawdziwa natura męskości polega na tym, że pomiędzy dyskusją, marzeniem, celem, a tym, że to robię, jest bardzo mała odległość. Jeśli mężczyzna mówi, że coś zrobi, to realizuje ten zamiar. Bierze na siebie ciężar.

Wyzwanie weryfikuje mężczyznę? Mówi coś o nim?

Nie tylko weryfikuje. Przede wszystkim tworzy mężczyznę.

Tworzy?

Zmieniam się, staję się zdobywcą i to zostaje we mnie. Kiedy zobaczyłem świat z Matterhornu, gdzie na szczycie byliśmy ok. 11 w nocy, stałem się kimś innym. Tam świeciło słońce – 3 km niżej od dawna było po zmroku. -15 stopni, a my praktycznie w letnich ubraniach. Nie mogę tego zapomnieć. Nie dlatego, że jestem dumny, ale dlatego, że jestem innym człowiekiem: inne rzeczy mnie fascynują, Inaczej patrzę na świat.

Co z tymi, którzy nie są w stanie wyjść na szczyt?

Rozumiem, że nie każdy potrafi wejść na Matterhorn. Jeśli ktoś podchodzi do ciężaru 100-kilogramowego, a on nie drgnie, to może zacząć od dziesięciu kilogramów. Ważny jest sukces. Podjęcie wyzwania.

Ze szczytu łatwiej patrzeć na innych z góry. Łatwiej zmienić perspektywę na mniej właściwą.

Tu zostaje pytanie: o co mi w życiu chodzi? W WIOŚNIE mieliśmy problem z ludźmi, którzy osiągali z nami sukces. Bywało tak, że ktoś zorganizował paczkę, i był tak zachwycony sobą, że nie mogliśmy dalej pracować. Na pewnym etapie to nieuleczalna choroba. Z czasem nabieramy pokory.

Nie jest tak, że to porażki są najlepszym nauczycielem pokory?

Porażka sama w sobie nic nie wnosi. To, że wszedłem na Matterhorn było poprzedzone tym, że wcześniej zdobyłem wiele innych szczytów. Miałem trudności i problemy. Porażka jest jedynie informacją, że „teraz nie”. Nie niesie ze sobą żadnego, innego komunikatu.

Spotykam ludzi, którym mówię „po owocach ich poznacie – pokaż mi swoje wyniki”, a oni zasłaniają się pseudo-katolicką koncepcją pokory. Tym, że są słabi i pokorni, boją się.

Nie jestem człowiekiem, który wygrywa za pierwszy razem. Przegrałem 999 razy, żeby ten tysięczny mógł okazać się wygraną.

Gdzie i czy w ogóle jest granica próbowania? Kiedy powiedzieć sobie: dość, nie dam rady?

Granica jest, ale tu nie chodzi o życie adrenaliną. Chcę coś zrobić, bo jestem tego ciekaw, albo coś jest dla mnie ważne. Przeniesienie Szlachetnej Paczki z tego, co sam robiłem na akcję ogólnopolską jest elementem mojej życiowej misji. To duże wyzwanie, za które zapłaciłem ogromną cenę, ale widziałem w tym sens. Tę misję noszę w sobie.

Mam przed sobą różne cele: chcę być PR-owcem, wydać książkę i rozwijam się w tym kierunku. Takie podejście jest budujące.

Mężczyźni porzucają kobiety. Rozpada się blisko połowa małżeństw. Jeśli w związku pojawia się dziecko niepełnosprawne statystyki sięgają 80%.

To objaw kryzysu męskości. Mamy nowy rodzaj mężczyzny, który codziennie pyta, gdzie będzie mu lepiej. W domu przestaje być wygodnie, bo kobieta nie zaspokaja jego potrzeb, więc szuka nowego miejsca. Ale w taki sposób nie można żyć. Mężczyzna tak naprawdę potrzebuje przekraczać siebie. Szuka prawdy, jest odpowiedzialny, zmienia świat.

To jak z treningiem. Jesteśmy morderczo zmęczeni, ale później pojawia się hormon szczęścia. Bywało, że z treningu wychodziliśmy na kolanach, ale wiedzieliśmy, że jesteśmy w innym świecie.

To coś zupełnie innego niż wtedy, kiedy mężczyzna napije się piwa, obejrzy mecz i pościska z kolegami. Nie rozumiem, jak mężczyźni mogą sprowadzać to autentyczne doświadczenie do przyjemności. Uważam, że Ci ludzie i tak pozostają nieszczęśliwi.

Kryzys męskości jest największą przyczyną rozwodów w naszych czasach. Jest konsekwencją tego, że dla mężczyzn przyjemność stała się stylem życia.

Kryzys męskości jest największą przyczyną rozwodów w naszych czasach. Jest konsekwencją tego, że dla mężczyzn przyjemność stała się stylem życia.

Męska Strona Rzeczywistości jest na ten kryzys odpowiedzią?

Ten kryzys zaczął dotykać również mnie. W tym sensie, że w moim środowisku zaczęli pojawiać się chłopcy zniewieściali. Nie potrafiłem w tym funkcjonować. Zbuntowałem się. Zaczęliśmy pracować.

Naszą tożsamość należy budować przez tożsamość płci. Współczesna kultura stawia nacisk na to, z czego możemy korzystać, a nie to, kim jesteśmy. Ważniejsze jest, co przychodzi z zewnątrz, niż ze środka. Chciałbym, żebyśmy rozwijali to drugie.

Zaczęliśmy zgłębiać naszą męską naturę i za tym pójść. To naturalny proces rozwoju. On nie kończy się w MSR. Tutaj ludzie to ćwiczą, ale później przenoszą na to, jakimi są mężami, ojcami, na rozwój zawodowy i wolny czas. To jest praca na ich naturze. W tym, że stajemy się bardziej sobą, znajdujemy największą satysfakcję.

Naszą tożsamość należy budować przez tożsamość płci. Współczesna kultura stawia nacisk na to, z czego możemy korzystać, a nie to, kim jesteśmy. Ważniejsze jest, co przychodzi z zewnątrz, niż ze środka. Chciałbym, żebyśmy rozwijali to drugie.

Właśnie do tego potrzeba doświadczeń ekstremalnych? Do stawania się sobą?

Tak, dokładnie. Męskość zaczyna się od przekraczania siebie. Istnieje proces męskiej inicjacji. Najpierw mężczyzna jest z matką, ale później następuje zmiana. To nie jest teoria, ale coś, co my praktykujemy i mamy dobre owoce.

Męskość się realizuje, nie debatuje o niej. Sam potrafię dużo powiedzieć na temat męskości, mam wprawę w analizowaniu siebie. Ale zwykle faceci, prawdziwi faceci, nie mówią o tym, ani nie myślą, tylko tak żyją. Po kilku spotkaniach dotyczących męskości z chłopakami praktycznie  zorganizowaliśmy zimową wyprawę na Mont Blanc.

I jest Ekstremalna Droga Krzyżowa, długa, wyczerpująca wyprawa przez noc.

Zwróciliśmy uwagę, jak mało osób przychodzi dzisiaj na Drogę Krzyżową. Szczególnie jak mało mężczyzn. Droga Krzyżowa w kościele odbywa się w kółko, bezpiecznie. Dla kobiet. Kiedy jeden z moich przyjaciół przeszedł ze swoimi synami część trasy EDK (ok 20km – synowie mieli 10 lat), to nie chcieli już iść na żadną inną. Właśnie dlatego, że to jest wyzwanie: długo, w nocy. I boli.

Co mężczyzna może tam zyskać?

Pytanie „co mężczyzna może tam zyskać?” jest niemęskim pytaniem. EDK to męska forma duchowości. Jeśli dla kogoś Bóg jest ważny, to idąc na EDK ma szansę Go doświadczyć. Wtedy, kiedy kusi mnie, żeby się nad sobą użalić, mówię „nie”. Wówczas, kiedy jest źle, trzeba sobie poradzić i to jest ważny, charakterystyczny element dla męskiej duchowości.

Wątpiący mężczyźni znajdą tam przestrzeń dla siebie?

Wątpiący tak. Język rozważań jest bardzo uniwersalny.

Czy nie jest tak, że Ewangelia, religia w ogóle, jest ofertą dla słabych ludzi? Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają (Mt 9,12); Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście (Mt 11, 28).

To jest oczywiście nieprawda. Jeśli jest powiedziane „poznacie ich po owocach”, to znaczy, że należy mieć wyniki. Natomiast to, że ktoś przychodzi słaby, żeby zyskać siłę dzięki Jezusowi, to zupełnie inna sytuacja. Kiedy choruję, dobrze żeby ktoś mi pomógł, ale pozostanie w tej słabości nie jest celem.

Tak zmieniło się moje podejście do pomagania biednym. Kiedyś byłem bardzo przejęty ich losem, ale zobaczyłem, że jeśli im pomagam, to więcej nie pracują. Teraz pomagam tak, żeby oni sami podjęli wyzwanie.

Dlatego Kościół docelowo powinien być Kościołem twardych ludzi. Pomaganie jest bolesnym procesem. Trzeba być asertywnym, mądrym, rozsądnym, odpornym na dużo negatywnych emocji. Kiedy wolontariusze Szlachetnej Paczki wchodzą do nieznanych rodzin, ryzykują sobą. To nie mogą być ludzie słabi.

[fb_button]

EDK to ekstremalna przygoda podczas pieszej, kilkudziesięciokilometrowej wędrówki, w środku nocy, w totalnej ciemności, bez względu na aurę, warunki terenowe, zmęczenie, znużenie czy ból. Jest inicjatywą Męskiej Strony Rzeczywistości, którą stworzył ks. Jacek.

Tegoroczna edycja EDK rozpocznie się wieczorem w piątek 11 kwietnia. Ze względu na rosnące zainteresowanie przygotowywanych jest kilka tras, w tym 2 trasy do samotnego przejścia. Zapisy trwają tylko do 8 kwietnia lub do wyczerpania limitu miejsc. Formularz zgłoszenia oraz pakiet dodatkowych informacji dostępny na stronie na www.edk.org.pl.

Rozmowa z ks. Jackiem jest efektem współpracy Halo Ziemia ze Stowarzyszeniem WIOSNA, będącym partnerem strategicznym EDK. Wywiad otwiera jednocześnie nowy cykl #haloczłowiek, gdzie o rzeczy ważne będę pytał tych, z którymi nie zawsze się zgadzam, ale których głos jest istotny i cenny.

[fb_button]

Fotografia wykorzystana w nagłówku: Beata Frysztacka.
{social-facebook-like}