Mówią: "Szukajcie, a znajdziecie". Powodzenia!

Skazani na wykluczenie

Skazani na zawsze nasiąkają więzieniem. Gdziekolwiek się nie znajdą, więzienne mury pozostają głęboko w nich. Wyrok stygmatyzuje, ale to nie sąd odciska piętno, które nie pozwala wrócić do życia. Robimy to my – święci po drugiej stronie krat.

Każdy, kto dzisiaj twierdzi, że więźniowie mają się zbyt dobrze, powinien odwiedzić zakład karny. Zobaczyć samotność ludzi, którzy raniąc innych, dotkliwie poranili samych siebie. Od kilku lat spotykam się i koresponduję ze skazanymi. Szybko zrozumiałem, że choć zasłużyli na karę więzienia, to nigdy nie przestali być ludźmi.

Zło jest chorobą ducha, rodzajem nędzy, którą nosimy w sobie. Z tej perspektywy zaskakuje z jaką łatwością próbujemy odebrać skazanym tę cząstkę człowieczeństwa, która w nich pozostała. Chcemy, aby kara godziła w ich zdrowie, więzi rodzinne i poczucie godności. W konsekwencji zło rodzi zło. Karę mylimy z zemstą.

To naturalne, że doznając krzywdy, oczekujemy sprawiedliwości. Chcemy pięknym oddać za nadobne. Towarzyszy nam iluzja, że odwet przynajmniej w pewnym stopniu złagodzi nasz ból. Tak się jednak nie dzieje. Potrzeba zemsty rozdrapuje bolesne wspomnienia i nie pozwala o nich zapomnieć. Ofiara staję się katem i błędne koło krzywdy zostaje zamknięte.

Odkąd jestem tatą, mój próg wrażliwości na krzywdę dzieci drastycznie zmalał. Zawsze, gdy media donoszą o pobiciu albo śmierci kilkulatka, budzą się we mnie najgorsze instynkty. Myślę wtedy, że kara śmierci to zbyt mało. Iluzję pocieszenia daje fakt, że to nie sąd wymierzy sprawiedliwość, a współwięźniowie.

Ale to nie jest właściwa perspektywa. Zemsta nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością. Mechanizm jest inny: nasze poczucie bezpieczeństwa zostaje naruszone. Nagle coś burzy ten poukładany, przewidywalny świat. Każde zło okrada nas ze specyficznej niewinności, którą w sobie nosimy. A więc w tej – pozornie słusznej – reakcji łatwo dostrzec zakamuflowany egoizm: na samym końcu chodzi przede wszystkim o odzyskanie wewnętrznego komfortu.

Zakład karny spełnia kilka funkcji. Obok izolowania od społeczeństwa osób niebezpiecznych, więzienie ma również (a może przede wszystkim) umożliwić im zmianę. Uzupełnić nędzę, ten wewnętrzny brak, który wyrzucił ich na margines życia. Przebaczenie odgrywa w tym procesie nieocenioną rolę.

Głęboko we mnie tkwi historia, której byłem cichym świadkiem. Matka jednej z ofiar, śmiertelnie potrąconej dziewczyny, napisała list do skazanego. Wybaczyła i łamiąc wszelkie prawa logiki, sama poprosiła o wybaczenie. Wcześniej życzyła mu tylko śmierci. Wobec takiego aktu nikt nie jest zdolny do obojętności.

Rok później, dobrym zbiegiem okoliczności, miałem zaszczyt poznać tę kobietę. Wyjaśniła, że tak długo, jak nie mogła zdobyć się na autentyczne wybaczenie, tak długo nie była w stanie zaznać ulgi po stracie córki. Jak się miało później okazać, jedynej. Wybaczyła, choć nie sobie, to dla siebie.

Czas mija. 5, 10, 20 lat. W końcu przychodzi moment, w którym skazany opuszcza mury więzienia. Jego kara wcale się nie kończy. To tylko kolejny etap – formalnie nie zapisany w żadnej z sankcji.

Wybaczamy politykom i ludziom biznesu, wciąż wybierając te same twarze i kupując w tych samych sklepach. Skazanym, niezależnie od skali przestępstwa, nie zapominamy nigdy. Łatka kryminalisty jest jak szklany sufit, który nie pozwala rozpocząć nowego, dobrego życia. Trudno o pracę, godne warunki do życia, elementarny szacunek. Rykoszetem obrywa rodzina. Szkolna rzeczywistość nie ułatwia egzystencji, kiedy jest się dzieckiem mordercy i złodzieja. Wykluczenie zatacza kolejny krąg.

W życiu nie ma miejsca na pustkę. Za przerwanym łańcucha zła, musi znaleźć się jakieś dobro. Choć upraszczam i niebezpiecznie zahaczam o nadużycie, towarzyszy mi przekonanie, że za każdego recydywistę wszyscy ponosimy jakąś odpowiedzialność.

Szczycimy się, że nasza cywilizacja została zbudowana na fundamentach chrześcijaństwa: bezwarunkowej miłości i szacunku dla innych. Z tej perspektywy Kazanie na górze, jest jak ciężki wyrzut sumienia. Jeśli biją, nadstaw drugi policzek; kradną szatę, oddaj płaszcz. Żądają tysiąca kroków, idź dwa tysiące. Módl się za tych, którzy cię krzywdzą. To jak z baśni tysiąca i jednej nocy – dawno i nieprawda.

Rzecz nie w braku kary, ale w jej rozumieniu. Zamknięcie i izolacja są niezbędne, tak dla społeczeństwa, jak i dla samego osadzonego. Często dopiero kara więzienia staje się dnem, o które rozbija się obciążone sumienie. Ale tej karze musimy nadać wartość wychowawczą.

Nawet jeśli skazani wykluczyli się sami, stanęli na marginesie społeczeństwa, to my nie powinniśmy ich wykluczać. Jeśli przestaniemy wierzyć w to, że zmiana jest możliwa, przestaniemy wierzyć w ludzi. W końcu w nas samych. A wtedy świat naprawdę straci sens.

[fb_button]

Na całym świecie, również w Polsce, działają Bractwa Więzienne. Wolontariusze spotykają się ze skazanymi i ich rodzinami, a po odbyciu kary pomagają w organizacji nowego, uczciwego życia. To wielu oddanych sprawie, wspaniałych ludzi.
{social-facebook-like}